SEMPER
liczba publikacji: 17
liczba punktów: 257

REAL część 1 z 3

 

 

 

REAL

 

 

 

komedia w jednym akcie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

SEMPER

 

 

OSOBY:

 

 

WŁADEK - 55 lat, lekko zasuszony, szpakowaty

WIESIEK - 60 lat, lekko przy sobie, siwy

BASIA - 40 lat, wysoka blondynka

ALA - 40 lat, brzydka brunetka w okularach

LESZEK - 50 lat, szpakowaty

HENIO - 68 lat, brzuchaty, wąsaty

MIREK - 45 lat, szczupły

BARTEK - 28 lat, tłustawy

ZOSIA - 23 lata, szczupła

IREK - 24 lata, szczupły

AREK - 30 lat, wysoki, szczupły

ELA - 45 lat, lekko przy sobie

 

 

A TAKŻE:

 

 

GŁOS (1) - Romek (z telefonu)

GŁOS (2) - Rysiek (z telefonu)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

OPIS SCENY:

 

 

Sala lekcyjna w szkole podstawowej: prostokąt o wymiarach około 8 x 16 metrów, dłuższym bokiem zwrócony ku widowni.

 

Lewa ściana: dwie szafy z gablotami, w nich jakieś książki, globus, zwinięte rulony. Szafy zastawione są biurkami uczniowskimi(jedne na drugich) oraz krzesłami w taki sposób, aby zrobić jak najwięcej miejsca na środku.

 

Środkowa ściana(na wprost): okna, pod nimi kaloryfery. Na parapetach kwiaty doniczkowe(?).

 

Prawa ściana: zawieszone dwie tablice szkolne z przyborami(cyrkiel, linijka, gąbka, kreda). W rogu przy oknie biurko oraz krzesło. Obok kosz na śmieci. Nad tablicami wiszą: krzyż, godło, może zegar. Drzwi wejściowe przy tablicy, blisko widowni.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

scena 1

 

 

Wchodzą WŁADEK i WIESIEK, TRZASKAJĄ drzwiami. Podchodzą do biurka, ściągają swoje duże plecaki, kładą je obok, kładą też obok małe plecaki.

 

Oba plecaki Władka są stare, mocno zużyte. Władek ubrany jest w starą koszulę flanelową w kratkę, dżinsy, ma na głowie kapelusik turystyczny, ściąga go i kładzie na dużym plecaku. Wiesiek ma nowe plecaki, ubrany jest w T -shirt z napisem na plecach \\\"OCHRONA\\\".

 

 

WŁADEK

Romek mówił, że szesnastka, nie?

WIESIEK

No... Jeszcze tu pusto. Coś mi, cholera, wlazło do buta... Diabli nadali, jakiś kamyk, czy co...

 

Wiesiek wyciąga zza biurka krzesło, siada na nim i zdejmuje but. Ogląda swoją stopę.

WŁADEK

Słuchaj... Może weźmiemy kilka ławek i zrobimy stół na środku?

WIESIEK

No...

 

Władek przenosi trzy biurka z lewej strony na środek sali, łączy je. Władek rzuca kamyk do kosza i ubiera but.

WIESIEK

Takie małe gówno...

 

Władek przenosi dziesięć krzeseł, po dwa, z lewej strony na środek, stawia je przy stole.

WŁADEK

Klapki sobie załóż.

WIESIEK

Zaraz. Jeszcze pójdę do kibelka. Która to jest?

WŁADEK

Po czwartej. I przynieś od razu czajnik i wodę.

WIESIEK

Dobra.

 

Wiesiek wychodzi z sali i prawie zderza się w drzwiach z BASIĄ. Wchodzą Basia, ALA i LESZEK, niosąc na plecach duże plecaki oraz małe, w rękach. Podchodzą do okna z prawej strony, kładą na podłodze małe plecaki, ściągają duże i też je kładą.

BASIA

Tylko wy tu jesteście na razie?

WŁADEK

No, na razie. Zaraz się tu zwalą inni.

ALA

I jak tam kajaki?

WŁADEK

Fajnie było. Frajda dla dzieciaków, myśmy też sobie popłynęli. No, ale to raptem ze dwieście metrów.

 

Władek stawia ostatnie krzesła i siada na jednym. Basia, Ala i Leszek wyciągają ze swoich plecaków karimaty.

BASIA

To wasze miejsca?

WŁADEK

Nie, kładź gdzie chcesz.

BASIA

No to my tutaj... Ty też?

LESZEK

Tak.

 

Leszek, Ala i Basia rozkładają swoje karimaty prostopadle do ściany z oknami, od lewej strony, z przerwami na przejście, plecaki stawiają przy kaloryferach, u wezgłowia. Potem kładą na karimatach swoje śpiwory, wyciągnięte z plecaków i małe plecaki.

ALA

Fajny stół zrobiłeś.

WŁADEK

Wieśka posłałem po czajnik i wodę, zaraz sobie jakąś zupkę zrobimy.

 

Leszek podchodzi do stołu z małym plecakiem i wyciąga z niego kilka puszek piwa, stawia je na blacie. Siada na krześle, otwiera jedną puszkę i pije.

LESZEK

Chcesz?

WŁADEK

Nie... Może później.

LESZEK

A wy, dziewczyny?

ALA

Idziemy sprawdzić, czy jest prysznic.

 

Ala i Basia wyciągają z plecaków ręczniki i kosmetyczki, wychodzą z sali.

LESZEK

Dobrze by było. Upał dzisiaj taki...

WŁADEK

A jak wasza trasa?

LESZEK

Okej. Dziesięć kilometrów więcej, ale jesteśmy równo z wami.

WŁADEK

Dzieciaki idą wolniej.

LESZEK

Wiadomo. A ile razy pytały: \\\"daleko jeszcze\\\"?

 

Władek wstaje i podchodzi do swojego plecaka, wyjmuje torbę foliową i wraca do stołu. Siada, kładzie torbę na stole, wyjmuje z niej jedzenie, puszkę piwa, kubek, robi sobie kanapki i je.

WŁADEK

Ba. Nie policzysz. Ledwo lazły. Ale jak zobaczyliśmy kajaki, to ruszyły biegiem przez łąkę, żeby jak najszybciej być przy wodzie.

LESZEK

Jasne.

 

WŁADEK

Ja tam z dziećmi nigdy nie chodzę właściwie... Bo najczęściej jestem na pielgrzymce, albo w górach. Jeszcze mi brakuje parę szczytów do Korony.

LESZEK

Znaczy się, zbierasz znaczki i pieczątki?

WŁADEK

O, i to już od lat. Już mam piątą książeczkę z pieczątkami. I już mi się kończy. I letnie, i zimowe... A ty nie zbierasz?

 

Władek otwiera piwo i popija jedzenie.

LESZEK

Wolę zdjęcia.

WŁADEK

No, zdjęcia to ja też robię, wiadomo. Ale jak ty tyle chodzisz, to byś już miał sporą kolekcję.

LESZEK

E... Wiesz, jak syn był mały, chodziliśmy razem na imprezy na orientację, zbieraliśmy punkty na odznakę, taką pierwszą. No i mamy. A potem syn z tego wyrósł, zaczął trenować... A mnie to tam potrzebne...

WŁADEK

No to coś tam masz.

LESZEK

Nawet nie wiem gdzie...

 

 

scena 2

 

 

Wchodzi HENIO, z plecakiem na plecach i torbą foliową w ręku, ściąga plecak, kładzie go obok tablicy, podchodzi do stołu, kładzie na nim reklamówkę i siada na krześle.

 

 

HENIO

Cześć.

LESZEK

Heniek, kurde, nie ma gdzie indziej miejsca?

HENIO

Jak mi załatwisz jedynkę, to się przeniosę.

LESZEK

No chodź, chodź... Tylko, błagam, nie koncertuj. I połóż się tam, dalej. Dwie noce przez ciebie nie spałem.

HENIO

E tam. Gadanie...

LESZEK

Ty wiesz, jak on piłuje? Ja pier... No, ale... Piwko chcesz?

HENIO

Spoko, mam swoje.

 

Henio wyciąga z torby puszkę i otwiera ją, pije.

LESZEK

Ja ciebie lubię, Heniek, fajny chłop jesteś, ale, normalnie, koncertmistrz.

HENIO

Sekretariat zamknięty, gabinet dyrektorski też, a na sali gimnastycznej...

LESZEK

Heniek, nie żartuj sobie, tam śpi z pięćdziesiąt osób.

HENIO

He, he, no właśnie... Ale, znajdziesz coś małego, to nie ma sprawy.

LESZEK

Wiesz, Władek, my to z Heniem... Parę razy wystawialiśmy mu namiot na sam koniec pola namiotowego na różnych imprezach, ale tylko na noc... Nie? He, he... Ty, a właściwie, jak twoja żona to znosi?

HENIO

Ma ciężki sen, kobieta.

LESZEK

Ciężki” to chyba los?...

 

Wchodzi Wiesiek z czajnikiem, rozgląda się chwilę, podchodzi do biurka przy tablicy, stawia na nim czajnik, podłącza go do kontaktu w ścianie, włącza, bierze swój mały plecak, podchodzi do stołu i siada na krześle. Potem otwiera plecak, wyciąga jedzenie, robi sobie kanapki i je.

WIESIEK

Henio, cześć. Jak tam nogi?

HENIO

W porząsiu. Jakoś się doczłapałem.

WIESIEK

Śpisz u nas?

HENIO

No...

WIESIEK

O matko...

 

ŚMIEJĄ się WSZYSCY. Po chwili wchodzi do sali chwiejnym krokiem MIREK. Na plecach ma dużą torbę podróżną, w ręku puszkę piwa. Podchodzi do ściany na wprost i stawia swoją torbę pośrodku, podchodzi do stołu i popija piwo, potem siada na krześle.

MIREK

Cześć chłopaki. Jest tu coś wolnego? No, jest, widzę.

LESZEK

Dobrze, że cię dziewczyny nie widzą. Łazisz po szkole z puszką w łapie?

MIREK

A co?

WŁADEK

Jak to co? Młodzież demoralizujesz.

MIREK

O, o... Bachory piwa nie widziały, myślisz?

HENIO

Fakt, nie łaź po szkole z tą puszką.

MIREK

I tak za parę godzin wszyscy tu będą pijani. Młodzi, czy starzy.

LESZEK

Ale nie musisz tego tak pokazywać. Weź się lepiej ogarnij, bo nie dotrwasz do ogniska.

MIREK

A wy myślicie, że te dzieciaki nie próbowały jeszcze alkoholu? Hę? No, te najmniejsze to może jeszcze nie. Ale te takie piętnastki? No?

 

Drzwi się otwierają i wchodzi do sali BARTEK.

BARTEK

No, jak tam? Wszystko okej?

WIESIEK

Tak jest, szefie.

BARTEK

Jak było na przeprawie?

WIESIEK

Super. Dzieciaki piszczały.

BARTEK

I dobrze. Nie widzieliście może \\\"Krótkiego\\\"? Miał mi kupić parę rzeczy w Kościerzynie.

WŁADEK

Nie.

LESZEK

Mijaliśmy się z kilkoma \\\"rowerami\\\", ale jego nie kojarzę.

BARTEK

No nic. Pewnie się gdzieś tu plącze. Wpadniesz do nas później?

LESZEK

Dobra. No. A zrobiłeś zaopatrzenie dla mnie?

BARTEK

Spoko. No, to na razie.

 

Bartek wychodzi z sali.

HENIO

Idziesz do kadry na imprezę?

LESZEK

Jeszcze nie wiem. Ognisko... Jak się wleją przy kiełbaskach, to z imprezy nici.

MIREK

A takie dwa szczeniaki z jednej grupy prosiły mnie, żebym im piwo kupił. No. Tak po szesnaście lat na oko...

WŁADEK

I?

MIREK

Co: \\\"i\\\"?

LESZEK

I Mirek, dobry wujaszek, kupił. A, co tam...

MIREK

No, będą sobie żałować...

WIESIEK

Kilku chłopaków, widziałem, popalało...

HENIO

Nic nie poradzisz. Jakoś sami zaczną. Nie twój przykład, to inny sobie znajdą.

WŁADEK

W telewizji, w komputerze...

HENIO

No, samo życie...

WIESIEK

O, woda się zagotowała. Kto chce zupkę?

 

Wiesiek wyciąga z leżącego przed nim małego plecaka kubek, opakowanie zupy w proszku, otwiera je, przesypuje do kubka, wstaje z nim i podchodzi do biurka, zalewa wrzątkiem zupkę, wraca do stołu, plecak kładzie na podłodze obok i siada.

LESZEK

Lepiej przyznajcie się, kto kiedy zaczął.

WIESIEK

Ja nigdy nie paliłem. No, może raz, czy dwa...

LESZEK

A alkohol?

WIESIEK

Oj, z piętnaście lat miałem, albo i mniej...

MIREK

A widzisz.

 

Władek także robi sobie zupkę.

HENIO

Ale to nie znaczy, że masz to od razu pokazywać małolatom.

MIREK

E tam, gadanie. A jest tu ktoś trzeźwy? Hę?

LESZEK

Fakt. Pamiętam, z dziesięć, dwadzieścia lat temu, nie piłem piwa na trasie. Jak kiedyś polazłem w Tatry, tak od schroniska do schroniska, ze dwa tygodnie... gdzie... więcej... to nic. Ani grama. A któregoś dnia spotkałem takich ludzi, impreza na całego była... I niby papierosów ani wódki w schroniskach nie było w sprzedaży... Wszystko spod lady.

HENIO

A może to i dobrze, że teraz wszystko jest, normalnie. Kiedyś się piło wódkę do upadłego. Żeby się nałoić. A wypijesz piwko, dwa, czy nawet więcej, oczy ci się zamykają i śpisz.

MIREK

No, widzisz, Heniu, to tak jak ja. He, he, he.

LESZEK

Kurcze, też sobie temat znaleźliśmy...

WŁADEK

Właśnie. A ty zjedz coś. Zupkę chcesz? Albo kiełbasę?

MIREK

Taa... Chyba sobie coś zrobię...

WIESIEK

A widzieliście nasze kubki? Co? Z Lubiany. Z tego ich sklepu firmowego. Ładne rzeczy tam mają...

WŁADEK

No... Pierwszy raz byłem w fabryce porcelany. Jak to z takiej zwykłej gliny takie rzeczy piękne robią...

LESZEK

I wzornictwo mają ciekawe. No, ja też sobie coś zjem.

 

Leszek wstaje, podchodzi do swojego plecaka, wyciąga z niego reklamówkę, wraca z nią do stołu, siada, wyciąga z torby bułki, ser topiony, zaczyna jeść.

WIESIEK

Ja sobie kota w butach kupiłem, spójrzcie, a Władek, pokaż no, takie kwiatki, ładne... Dobrze, że Mojej tu z nami nie ma, cały serwis by chciała od razu...

MIREK

Kurde, zgłodniałem...

HENIO

Też coś sobie zrobię... To co, Lechu, za karę mam spać w rogu?

 

Heniek i Mirek wstają, przenoszą swoje rzeczy na lewo, rozkładają karimaty i śpiwory, szukają czegoś jeszcze i wracają do stołu, niosąc torby foliowe z jedzeniem, siadają i przygotowują sobie jedzenie.

LESZEK

Nie wiem, czy za karę.

HENIO

Dobrze, że udało się załatwić to zwiedzanie. Tak często nie wpuszczają do środka. Co innego sklep firmowy, co innego od wewnątrz to zobaczyć.

WŁADEK

Pewnie, że tak.

LESZEK

Pamiętasz, Heniek, z pięć lat temu, też byliśmy w środku, przy okazji spływu...

HENIO

Ehe... Ale warto było jeszcze raz to zobaczyć.

WIESIEK

Super sprawa. A nic nie kupowaliście sobie?

HENIO

Nie, co tam...

 

 

scena 3

 

 

Wchodzą Ala i Basia. W klapkach, przebrane. Niosą buty, ubrania, mokre ręczniki.

 

 

BASIA

Smacznego.

ALA

Obiadek?

BASIA

A dla nas? Daj ten ręcznik. A buty tutaj chyba.

 

Basia i Ala stawiają buty przy swoich karimatach, Basia bierze od Ali ręcznik, podchodzi do okna z lewej strony. Otwiera okno i zawiesza na nim ręczniki. Ala kładzie rzeczy na swojej karimacie, siada przy stole. Basia wraca do swojej maty, kładzie na niej swoje rzeczy, wyciąga z plecaka torbę foliową, podchodzi do stołu i siada na krześle.

ALA

No, Właśnie? Panowie?

WŁADEK

A co chcecie, miłe panie? Zupka, kanapki?... Pójdę po wodę. Zresztą, jakąś kawę trzeba by zrobić.

 

Władek wstaje, bierze czajnik i wychodzi.

LESZEK

Wasze piwo, dziewczyny. Tak mówiłyście, że się wam chce pić...

ALA

Po kąpieli trochę nam przeszło. Aha. Nie ma już ciepłej wody. Tu mają za mały bojler. Może za godzinę się zagrzeje, ale nie wiem. Tyle ludzi...

BASIA

Aha, kubki.

ALA

Ja wezmę.

 

Ala wstaje, podchodzi do plecaków, swojego i Basi, wyciąga z nich dwa kubki, wraca do stołu i siada na krześle. Basia wyjmuje z torby deskę, nóż, pieczywo, ser, wędliny i robi kanapki, potem jedzą je z Alą.

ALA

Baśka, jemy coś?

BASIA

Pewnie. Kanapki?

ALA

Ehe.

WIESIEK

A wy coś sobie kupiłyście w tym sklepie firmowym?

BASIA

Ja tak. Takie dwie bardzo ładne filiżanki ze spodkami. Mam zapakowane, żeby mi się nie stłukły.

ALA

A ja nie kupowałam. Piękne rzeczy, ale ja muszę dobrać coś do tego, co mam. Zastanowić się, wybrać...

LESZEK

To co. Otwierać?

ALA

Ale nalej do kubków. Bo jeszcze ktoś zobaczy...

LESZEK

Oj, tak, tak. Zobaczy. W lesie piłyście z puszek.

BASIA

W taki upał? I w lesie... No... pić piwo w klasie... Tego jeszcze nie grali...

HENIO

Dzisiaj to nie jest klasa, tylko nasza sypialnia.

MIREK

Koedukacyjna. Hm...

LESZEK

Czkawka? Za dużo piwska.

 

Wchodzi Władek, włącza czajnik, podchodzi do stołu, pije piwo, zgniata pustą już puszkę i wrzuca ją do kosza, siada przy stole.

WŁADEK

Trzeba będzie jutro tu posprzątać.

WIESIEK

Basia, ty jesteś nauczycielką, nie? To powiedz, jak jest z tym alkoholem w szkole?

BASIA

Jak. Nie ma. Czasami, symbolicznie, jeden szampan na dwadzieścia osób. Tyle, co nic. Dla mnie to szok, że tu siedzę, w klasie, piję piwo...

HENIO

No, to musiałaś tu aż z Poznania przyjechać, he, he, żeby się głupiego piwa napić w szkole...

BASIA

Sam widzisz, Henio. Co innego kiedyś, w akademiku, nie, Ala?

ALA

Kiedy to było.

MIREK

Jak to kiedy? Pięć lat temu. Piękne dziewczyny zawsze są młode.

BASIA

No...

HENIO

A jutro zwiedzanie skansenu. Też fajnie.

ALA

Właśnie, właśnie. Chciałam tam pójść dzisiaj, ale byłam już zmęczona.

LESZEK

Jutro też jest dzień. A dzisiaj musielibyśmy nadłożyć ze trzy kilometry. Jutro ma być taka sama pogoda, jak dzisiaj.

ALA

O, woda się zagotowała. Baśka, to co, zupka? Czy zostajemy przy kanapkach?

BASIA

Chyba tak. Kawę za parę minut sobie zrobimy.

 

Wchodzi ZOSIA z plecakiem i reklamówką. Ściąga plecak i stawia go przy tablicy.

ZOSIA

Macie wolne? O, super. Można?

LESZEK

Pewnie. Chodź.

ZOSIA

Ale ja jeszcze z Arkiem i Irkiem.

HENIO

Żaden problem. Widzisz, że jest miejsce. Chodź do nas, Zośka.

ZOSIA

Dobra, Heniu. Ja tylko zostawię na razie plecak, a wy trzymajcie dla nas trzy miejsca, okej?

MIREK

Dla ciebie wszystko, Piękna.

ZOSIA

Idę jeszcze do naszego sekretariatu, mam parę spraw do zrobienia. Na razie.

 

Zosia wychodzi z reklamówką w ręku. Leszek wstaje, dolewa piwo do kubków Ali i Basi, dopija swoje piwo, wrzuca puste puszki do kosza.

LESZEK

Dobra... A ja idę sobie zapalić.

HENIO

Tylko tak, żeby cię młodzi nie widzieli.

ALA

Zaparzyć ci kawę, Leszek?

LESZEK

Ehe, dzięki.

 

Leszek wychodzi.

 

 

scena 4

 

 

Wchodzą Irek i Arek w strojach kajakowych, niosąc worki żeglarskie, śpiwory i torby. Stawiają je przy tablicy, siadają na krzesłach przy stole.

 

 

IREK

Cześć, smacznego.

AREK

Czołem, turyści.

HENIO

Jak tam, \\\"moczydupy\\\", kajaki umyte?

AREK

Jutro też jest dzień, nie? Są w stanicy, to co za problem?

IREK

A wy co? Obiadek?

WIESIEK

Ano. Już kończymy. Zaraz będziecie mieli wolne miejsce przy stole.

IREK

Jeszcze trochę. Przebrać się musimy i umyć...

AREK

Ela tu z nami jeszcze będzie. Bo miejsca starczy, nie?

WŁADEK

Jeszcze zostanie. A ona jeszcze przy dzieciach?

IREK

No tak. Musi dopilnować.

BASIA

Całe szczęście, że jestem tu prywatnie. Nie muszę się martwić o żadne „nieloty”.

IREK

Idę po jej rzeczy.

AREK

Dobra. A ja poustawiam graty. I przynieś nasze karimaty. Jak leżycie?

 

Irek wychodzi. Arek przenosi rzeczy swoje, Zosi i Irka.

BASIA

Od biurka Leszek, Ala i ja.

AREK

Aha. To dziewczyny damy do środka. Ela, Zosia, Irek i ja. Dobra... Później pójdę jeszcze do łazienki...

BASIA

Nie licz na ciepłą wodę. A prysznice - tragedia.

AREK

No trudno. Jak to na rajdzie.

HENIO

Ale. W niektórych szkołach jest jak w hotelach.

ALA

Ale nie tu.

WŁADEK

Fakt. No dobra. Ja też skończyłem właściwie...

 

Władek pakuje swoje rzeczy do torby. Wstaje i przenosi swoje plecaki na miejsce obok miejsca Arka. Arek wyjmuje z worka żeglarskiego ręcznik, ubrania i kosmetyczkę.

AREK

No dobra... A teraz do łazienki.

WŁADEK

No, ja też zaraz pójdę, tylko się rozgoszczę tutaj...

 

Arek wychodzi z sali. Władek wypakowuje ze swojego dużego plecaka karimatę, rozkłada ją, potem wyciąga jeszcze śpiwór, otwiera worek, wyjmuje śpiwór i rozkłada go na macie. Wyjmuje jeszcze ręcznik i przybory toaletowe.

WIESIEK

Taa... Ja też już kończę. Zupka jak zupka.

ALA

To co, kawka? Wstawię wodę.

 

Ala wstaje i włącza czajnik. Wraca do stołu, bierze kubki i wychodzi z sali.

BASIA

Ale pogodę trafiliśmy super, nie? Nawet trochę czuję, że się przypiekłam.

WŁADEK

Grzeje, grzeje...

 

Władek wychodzi z sali z ręcznikiem, kosmetyczką i kubkiem.

HENIO

A ja się chyba trochę położę. Mirek, kończ to piwo i też się kładź. Ognisko za dwie, trzy godziny, to ci drzemka dobrze zrobi.

 

Heniek wstaje, zbiera swoje rzeczy ze stołu, pakuje je do plecaka, powoli przygotowuje sobie miejsce do leżenia. Mirek kończy piwo, przeciąga się, wstaje, podchodzi do okna, wyrzuca do kosza pustą puszkę. Wchodzi Ala, siada, przygotowuje kawę.

MIREK

Słoneczko grzeje... No, trochę sobie dziś łyknąłem, przyznaję... Ale tam. W końcu urlop, nie? Jak wam się podobają Kaszuby, dziewczyny?

ALA

Super. Lasy, jeziora...

MIREK

W dobrym towarzystwie wszystko jest dobre.

 

Wchodzi Irek z dużym plecakiem.

IREK

Gdzie jest miejsce Eli?

BASIA

Tu, to puste. A ona gdzie jeszcze jest?

IREK

Zaraz przyjdzie chyba.

 

Irek kładzie plecak we wskazanym miejscu, potem siada przy stole.

ALA

No, myć kubki, kto chce kawę, czy herbatę.

MIREK

Chyba się zdrzemnę.

 

Ala wstaje, podchodzi do biurka po czajnik, wraca do stołu, zaparza kawę, zanosi z powrotem czajnik, wraca, siada. Mirek przeciąga się, idzie do swoich rzeczy, ściąga buty, kładzie się na macie i zwija jak embrion. Obok Heniek leży na wznak. Wchodzi Ela z reklamówką w ręce.

ELA

No, nareszcie... Co za bachory paskudne... Cześć.

HENIO

He, he, a to cię wymęczyły...

IREK

Idę po nasze karimaty.

 

Ela podchodzi do stołu, kładzie na nim reklamówkę i siada na krześle. Irek wychodzi.

ELA

Lepiej nie mów. Grażyna, Teresa i ja. Trzydzieścioro gimnazjalistów. Nie licząc starszych, ale to nie nasze.

BASIA

Dziesięć na jedną opiekunkę? To na maksa jedziecie.

 

Ela wstaje i podchodzi do środkowego okna, otwiera je, zapala papierosa.

ELA

No... Muszę sobie zapalić... Nareszcie... Wykończona jestem... Dla nich to frajda, a dla nas harówa. Kawę muszę sobie zrobić, czy co...

 

Wiesiek wstaje i podchodzi z kubkiem do czajnika.

WIESIEK

Idę umyć mój kubek. Wstawię ci wodę. A nie... Wody jest za mało, przyniosę.

ELA

Dzięki.

 

Wiesiek wychodzi z kubkiem i czajnikiem. Basia wstaje, podchodzi do swoich rzeczy, szuka czegoś.

BASIA

Śmietanka nam się skończyła. Ja tu chyba jeszcze coś miałam... No, jest. Zobacz, dwie ostatnie.

 

Basia wraca do stołu, siada, podaje jednorazowe opakowanie Ali.

BASIA

Chcesz?

ALA

Ehe. A cukier? Aha, tu, w słoiku. Łyżeczki...

 

Wchodzi Leszek.

LESZEK

O, Ela. Wreszcie dotarłaś, co?

ELA

No, cześć.

ALA

Twoja kawa, Leszek. Zrobiłam ci w kubku od termosu. Tak, jak lubisz. Mocna, czarna, bez cukru.

LESZEK

O, dzięki. Super. Prawie jak espresso.

(siada przy stole)

ALA

A my jak cappuccino.

 

Wchodzi Władek, kładzie ręcznik i kosmetyczkę na karimacie, potem siada przy stole, sypie kawę do kubka.

WŁADEK

Ela, musisz tu palić?

ELA

No, a gdzie mam zapalić, według ciebie? Na sali gimnastycznej? Z moimi uczniami? Czy w kiblu? Zresztą, zaraz zgaszę, nie martw się.

ALA

Daj jej spokój. Ja też palę. Przerzuciłam się ostatnio na elektroniczne, bo w pracy nie można...

 

Ala wyciąga e-papierosa i puszcza dymka.

LESZEK

No, znam ten ból... Trzeba by robić sobie przerwy, wychodzić... A tak? Dopóki nie jest zabronione... Kiedyś kolega, też pali elektroniczne, widział mnie jak palę normalnego papierosa i mówi do mnie: \\\"ty palisz jeszcze te analogowe\\\"?

BASIA

A on co, cyfrowe?

LESZEK

Na to wychodzi.

BASIA

Dobrze, że ja nie mam takich dylematów.

 

Ela wyrzuca papierosa przez okno. Wchodzi Wiesiek z czajnikiem i kubkiem, włącza czajnik, kubek stawia obok.

ELA

No, teraz to sobie można zrobić kawkę...

WŁADEK

Ale nie pal już tutaj, Ela.

ELA

Dobrze, dobrze.

 

Ela podchodzi do swojego plecaka, wyciąga z niego karimatę, rozkłada ją, potem wyciąga śpiwór, także go rozkłada, podchodzi do stołu, siada, przygotowuje sobie jedzenie i kawę.

WIESIEK

Wiecie co, przypomniało mi się... Jechaliśmy kiedyś z zięciem gdzieś na zakupy, czy gdzieś indziej, nieważne... Padał deszcz, a miał stare wycieraczki w samochodzie, w ogóle wody nie zbierały, a skrobały tak po szybach, że ciarki mnie przechodziły. Zięć stanął na jakiejś stacji benzynowej, kupił nowe, założył i jedziemy dalej. Ale też coś nie działały. Tylko rozmazywały. Zygmunt, mój zięć, mówi: \\\"wracamy, zaraz ich tak opier...\\\" No. Wracamy, wysiadamy z samochodu, on tam kogoś woła, że co to za badziewie mu sprzedali, podchodzi z kimś z obsługi do samochodu, a ten sprzedawca mówi, żeby najpierw zdjął folię

z wycieraczek, bo w opakowaniu to one nie pracują, jak trzeba...

LESZEK

He, he, he, dobre!

HENIO

A to pacan! He, zafoliowane założył?

WŁADEK

A to musiał mieć minę ten twój zięć.

LESZEK

Ty, Wiesiek. Ty byłeś kucharzem na statku, nie? To opowiedz coś ciekawego. Świat zwiedziłeś...

WIESIEK

Jakie \\\"zwiedziłeś\\\". W kuchni?

 

Wiesiek wstaje, przenosi swój plecak na miejsce obok karimaty Władka, wypakowuje matę i śpiwór, wraca do stołu i siada na krześle.

LESZEK

Ale na ląd schodziliście przecież, nie?

WIESIEK

Jasne. Najlepiej, jak musiał być zrobiony jakiś remont w porcie. Czasami staliśmy z tydzień, czy dwa...

ALA

A jak bujało, to jak wtedy gotowałeś?

WIESIEK

Jak jest sztorm, to się wydaje suchy prowiant. I tyle. Chociaż, nie powiem, czasami się zdarzy, że jest spokojne morze, przyjdzie jedna fala, nie wiadomo skąd, i tak bujnie, że obiad ląduje na ścianach i podłodze. Najbardziej nie lubię gotować gulaszu. No bo jak masz gar na trzydzieści litrów, albo i większy, to czy jakaś

gęsta zupa, czy ten cholerny gulasz, przyjdzie fala, to nie upilnujesz. I zbieraj to później. Rzeźnia.

HENIO

Pamiętam gulasz z wojska. Najgorsza rzecz na stołówce. Jak mi się trafiła służba na kuchni, jeszcze za młodego, to jak był gulasz, przeklinałem na czym świat stoi. Do tej pory pamiętam zmywanie dwóch tysięcy talerzy po gulaszu. Ohyda. Na ramionach kożuch z tłuszczu.

ALA

Dwa tysiące talerzy?

HENIO

Wyobrażasz sobie? Łe...

 

Ela wstaje, podchodzi do biurka, wraca, zaparza kawę Władkowi, Wieśkowi i sobie, odnosi czajnik, wraca i siada.

LESZEK

To trochę podróżowałeś, co?

WIESIEK

Dzięki, Ela. No, ze trzydzieści lat. Nie, więcej. Ale teraz? Kto mnie, starego dziada, weźmie na statek, chłopaku?

HENIO

No tak. Doczłapiesz do emerytury i tyle. A nie chciałeś pracować gdzieś na kuchni?

WIESIEK

Pracowałem. Ale to teraz takie czasy, że ja muszę płacić za obiad. Wyobrażasz sobie? Na statku to ja byłem pierwszy po kapitanie. No, najwyżej drugi.

 

Drzwi się otwierają i staje w nich Bartek.

BARTEK

Nie było tu \\\"Krótkiego\\\"?

HENIO

Nie, już się pytałeś.

BARTEK

No i jak wrażenia?

ALA

Jest świetnie.

BARTEK

Okej. To znikam.

 

Bartek zamyka drzwi za sobą.

LESZEK

A ja mam takie marzenie,...

 

Drzwi się otwierają i wchodzą Irek i Arek, niosąc karimaty. Rozkładają je na swoich miejscach, potem wyciągają z worków żeglarskich śpiwory, rozkładają je na matach, następnie wyciągają ręczniki i ubrania na zmianę, wychodzą z sali.

LESZEK

...że mam trochę pieniędzy i dużo wolnego czasu i jadę sobie w góry. I zaczynam szukać kamieni szlachetnych w Sudetach. Czasami pokazują na Discovery amerykańskich poszukiwaczy. To jest to.

BASIA

A bursztynu nie szukałeś?

LESZEK

Nie, to co innego. Trzeba by założyć firmę, zatrudnić ludzi, wsadzić kasę, wejść w układy... to zupełnie nie to.

ALA

Ale jesteś z tej branży przecież.

LESZEK

Teraz to ja jestem bezrobotnym złotnikiem, a nie bursztyniarzem.

WIESIEK

A co, straciłeś pracę, chłopaku?

LESZEK

Ano. Widzisz, z dziesięć lat temu, nie, więcej; to się śmiałem z zegarmistrzów, że wszyscy idą na zieloną trawkę, no bo kto teraz zegarki naprawia, czy kupuje. A teraz sam jestem w dołku. Wąski rynek. E, znajdę coś. Albo się przekwalifikuję. A w Sudety jeździłem za młodu, jako zbieracz minerałów.

ALA

Podróże... Też lubię podróżować. Często jeździmy na wycieczki z moim mężem. Ale to raczej hotele, plaże, zwiedzanie...

BASIA

Tak. Te nasze \\\"poduszkowce\\\" lubią tylko \\\"all inclusive\\\"...

WŁADEK

He, he, \\\"poduszkowce\\\"?

ELA

Bo lubią poduszki?

ALA

I sami już się robią jak poduszki. Po prostu, \\\"poduszkowce\\\".

LESZEK

Ja dlatego tak lubię rajdy czy spływy. Można spotkać nowych ludzi, wszyscy się rozgadują, otwierają, nie boją się mówić o zupełnie prywatnych sprawach...

ELA

Anonimowość. Wielką książkę można by napisać z tego, co ludzie gadają na takich imprezach. I to tak zupełnie bez obaw.

WŁADEK

Pewnie. Jak się idzie z kimś dziesięć godzin przez las, to o czymś trzeba gadać. Nie da się inaczej.

LESZEK

Czasami aż za dużo. Pamiętam, byłem kiedyś z moim kumplem na Harpaganie...

ALA

Na czym?

LESZEK

A, to taka impreza na orientację. Sto kilometrów w dwadzieścia cztery godziny. Na piechotę.

ALA

O kurczę. Ekstremalne.

LESZEK

Przecież ci \\\"normalni\\\" patrzą na nas, jak na jakichś przygłupów, nie? Komu by się chciało leźć trzydzieści kilometrów przez las? No. A wtedy, z tym kumplem, to było tak. Idziemy nocą asfaltową drogą, od jednej wsi do drugiej, trzy, może cztery kilometry, a ten mi opowiada ze szczegółami, jak doszło do jego rozwodu z żoną. Idziemy, idziemy, ten gada jak najęty, straszna gaduła z niego, a obaj słyszymy, jak za nami cały czas ktoś człapie. Trzyma rytm marszu razem z nami. I przecież wszystko słyszy. A ten nic, tylko nawija... Tak, że czasami aż za dużo tego otwarcia. Ale, ogólnie, to dobra odskocznia. Od tej codzienności, rutyny.

ELA

I to jest takie oczyszczające. Właśnie o to chodzi. Chociaż ja mam tyle roboty z dziećmi, że czasami przestaję już myśleć.

LESZEK

No... Nie skończyłem wtedy tego Harpagana. No... A czasami są z tego jaja. Nieprzewidziane sytuacje. Kiedyś, pamiętam, szliśmy w kilka osób nocą taki długi odcinek, wałami nad Wisłą. I pasły się tam krowy na pastwiskach. Jeden z nas, he, he, wydawałoby się, taki macho, he, he, okazało się, że bał się krów. Bo takie duże, czarne... He, he, to dopiero było... Miastowy.

HENIO

A to nie był Krystian?

LESZEK

No, on. Opowiadałem ci już pewnie.

HENIO

Naprawdę \\\"miastowy\\\". Pewnie myślał, że mleko się robi w mleczarni. Odkręcasz kran i leci.

WŁADEK

Ale z tym otwarciem to szczera prawda. Byłem na kilku pielgrzymkach, tam też tak jest.

HENIO

Mireczka zmogło i śpi.

WŁADEK

Taa, wiadomo.

HENIO

Mnie też chyba zaraz zmoże. Aaa...

 

 

scena 5

 

 

Henio układa się do snu.

 

 

WŁADEK

Na pielgrzymkach i pomodli się człowiek, i pogada, pośmieje, i coś tam delikatnie wypić można, czemu nie?... Fajnie jest. Też jest takie otwarcie właśnie. Ale wszyscy są bardziej skupieni na Bogu, na modlitwie.

WIESIEK

No, wiadomo.

WŁADEK

Trochę inna atmosfera, ale podobnie. Tyle, że my tutaj jesteśmy w małych grupkach, łazimy po lesie, a na pielgrzymce idzie jedna duża kolumna, drogą...

WIESIEK

I pośpiewać można. Ja to tam za bardzo głosu nie mam, fakt, ale tego nie słychać.

LESZEK

Bo cię zagłuszają?

WŁADEK

Ty już Wiesiek lepiej nie śpiewaj. Nawet dzisiaj na ognisku.

ELA

A ja bym sobie pośpiewała. Kiedyś nawet byłam w chórze.

WŁADEK

Raz nas burza złapała na drodze. Ze dwieście osób chyba, duża kolumna, a z obu stron pola ze zbożem. I leje jak z cebra.

ALA

No i ?

WŁADEK

Co na to poradzisz? Nic. Jak zaczęło padać, to wszyscy przyspieszyli. A jak już wszyscy byli mokrzy, jak te zmokłe kury, to noga za nogą... Dowlekliśmy się jakoś do najbliższej wioski, wszyscy się gdzieś porozłazili, może po godzinie, albo lepiej, zaczęliśmy się zbierać

i dalej, w drogę. A śmiechu było przy tym, mówię wam... I jakoś się nikt nie rozchorował.

LESZEK

No, ale mówisz, burza? Z piorunami?

WŁADEK

Waliło, ale z boku, całe szczęście.

ALA

Kurczę, to faktycznie... Co można zrobić w takim tłumie. Jak by zaczęło walić w was? Tragedia.

WŁADEK

Z przodu i z tyłu jest zawsze jakiś samochód, ale co z tego. Żeby choć jakiś las był, czy co...? A tak, to wszyscy szli te parę kilometrów w deszczu.

LESZEK

Mnie kiedyś burza złapała na środku jeziora. To takiego \\\"speeda\\\" dostałem, że mało wiosła nie połamałem. Bo jeszcze musiałem walczyć z wiatrem i falami.

WIESIEK

To jak by cię tak piorun trafił na wodzie, to by było po tobie, chłopaku.

LESZEK

Pewnie tak. Ale jest przynajmniej o czym opowiadać. Bo tak na ogół, to nic się nie dzieje przecież. Taki jest real. Żadnych pościgów samochodowych, strzelanin, nudny film w telewizorze. Nic, tylko poszukać pilota.

WŁADEK

Aa, to chyba... ten taki, z siwą brodą... Tadeusz?

ELA

Ehe.

WŁADEK

Tadeusz. On coś opowiadał o burzy. Z Piorunami. W górach. Jakieś gołoborze, zero drzew, same skały... Musieli schodzić, a pioruny trzaskały obok nich...

WIESIEK

Rzeźnia...

LESZEK

A z takich anegdot, to mi się teraz przypomniało... taka zasłyszana na jakimś spływie historia. Nie wiem, przy ognisku, czy gdzieś... Dawno temu. Jacyś starzy wyjadacze, weterani, przypominali sobie, jak to byli z rodzinami, z dziećmi, gdzieś na kajakach. Deszcz ich złapał, no, i żeby dzieci się nie przeziębiły, to poili je wódką.

ELA

Dzieci wódką?

WIESIEK

No pewnie. Dobrze, że mieli ze sobą. Lepiej mieć podpite dzieciaki, niż chore.

BASIA

Też metody...

LESZEK

Ale skuteczne. Widzisz, jak to dobrze mieć ze sobą \\\"zaopatrzenie\\\" na trasie.

ALA

Jasne, jasne.

LESZEK

No, ale ile takich sytuacji się człowiekowi trafi? Na ogół nic się nie dzieje. Nuda. Real.

BASIA

A ty byś chciał dużo adrenaliny?

LESZEK

Co znaczy \\\"dużo\\\"? Rajd to odskocznia. Zero polityki, inni ludzie, inne rytmy.

WIESIEK

O, widzisz. Już wiem, co zapomniałem zabrać z domu. Karty. Kiedy ja ostatni raz grałem w karty?

ALA

Teraz to się układa pasjanse w komputerze.

 

 

scena 6

 

 

Wchodzą Irek i Arek, niosąc mokre ręczniki i stroje kajakarskie, podchodzą do otwartego ona na wprost i wieszają na nim swoje rzeczy.

 

 

IREK

A ci co, śpią?

AREK

Ale ich zmogło. Rozwiesimy nasze rzeczy, nie?

WŁADEK

Jasne.

AREK

A wy co? Kawka? A co macie do kawy?

ELA

Pogaduchy.

BASIA

Zaraz będą duchy.

ALA

Nie, duchy zostaw na ognisko.

IREK

Trzeba by coś wszamać, nie? Zupka?

AREK

No...

IREK

A o czym tak nadajecie?

BASIA

Tak, o życiu na trasie...

AREK

A, tematy rajdowe?

IREK

A my sobie coś zjemy. Pójdę po wodę.

 

Irek wychodzi z sali z czajnikiem.

AREK

Sorki, przerwaliśmy wam wątek?

 

Arek podchodzi do swojego worka żeglarskiego i wyciąga z niego torbę, podchodzi do stołu, siada, wyciąga z torby kubek, sztućce, jedzenie...

AREK

Kurczak. Łagodny. Nie gdacze. Bez piór... Głodny jestem, a ognisko daleko. \\\"Munio\\\" pewnie już tam wszystko znosi, piroman jeden, ale ma rozpalić dopiero o siódmej.

 

Wchodzi Irek z czajnikiem, włącza go, podchodzi do swoich rzeczy. Arek rozgniata makaron w woreczku, rozrywa go i wsypuje zawartość do kubka, robi sobie kanapkę. Irek przynosi i stawia na stół swoje jedzenie, siada i powtarza czynności Arka.

AREK

Rozstawiają otwarty namiot, ale nie wiem, po co. Aha, każdy ma przynieść ze sobą krzesło. I go pilnować. Na boisku jest kilka ławek, ale są zabetonowane.

 

 

scena 7

 

 

Wchodzi Bartek i siada przy stole.

 

 

BARTEK

Smacznego.

AREK

A, jeszcze nie ma do czego.

BARTEK

Słuchajcie... He, he... No, to się porobiło... No... Policja zgarnęła dwóch naszych rowerzystów. Za jazdę po pijaku.

LESZEK

Pierdzielisz, he, he...

WŁADEK

Co, w lesie z radarem stali?

BARTEK

He, he, poważnie... No, jaja na całego. Odłączyli się od grupy i pojechali do Kościerzyny. Coś tam chcieli

załatwić, a poza tym, mieli nam zrobić zaopatrzenie. Alkohol, jedzenie...

ALA

Ale... Jak?

BARTEK

Jak. Natknęli się na patrol Drogówki, a ci ich \\\"shaltowali\\\". I tyle. A że pewnie byli po piwie, to alkomat wykazał, co wykazał. A \\\"Krótki\\\" jest pyskaty, to może jeszcze coś im powiedział, kretyn... No. I wylądowali na komendzie w Kościerzynie. Obciach na całego.

LESZEK

A skąd wiesz?

AREK

O woda się gotuje.

 

Arek wstaje, podchodzi do biurka, bierze czajnik, idzie z nim do stołu, zaparza zupki, odnosi czajnik, wraca i siada na swoim krześle. Irek je kanapkę, mieszają zupki.

BARTEK

No... Jasiu zdążył jeszcze zadzwonić do Zbyszka, szefa \\\"rowerów\\\", powiedział mu, że Policja ich dorwała i że wiozą ich na komendę. A Zbyszek dopiero niedawno wrócił ze swoją całą grupą. Kretyn jeden, nie zadzwonił do nikogo wcześniej.

LESZEK

Może zasięgu nie miał. Tu co jakiś czas przerywa w lesie.

BARTEK

Tak, ale, kur..., mógł się postarać, nie?

WŁADEK

A dlaczego oni tak późno tu dotarli?

BARTEK

A ja wiem? Zwiedzali okolicę? Mnie nie pytaj.

LESZEK

A trzeźwi?

BARTEK

A ty jesteś trzeźwy?

WIESIEK

My już jesteśmy po. I szliśmy na piechty.

IREK

To sobie, barany, narobili.

 

Irek i Arek zaczynają jeść zupkę.

AREK

Gorąca, cholera.

BASIA

No i co dalej?

BARTEK

No co... Siedzą. Ale obciach. Ja pierniczę... Trzeba będzie pojechać do Kościerzyny, pogadać, może ich puszczą. A jak nie, to pewnie będą siedzieć do rana... Kur..., jakie głupki... Ktoś z was ma tu może jakichś znajomych? Co...? No właśnie.

ALA

Znajomi, jak znajomi. Jak się dobrze pogada, to może ich puszczą. Ale po co?

WŁADEK

Właśnie. Ty nie bądź taki dobry kolega...

AREK

Pojechać to można. Opieprzyć ich, że taką siarę zrobili. Ale to zawsze zdążysz.

LESZEK

Jasne.

BARTEK

No tak... To co? Ognisko o siódmej?

ELA

Ehe.

LESZEK

Idę zapalić. To matoły...

ELA

Idę z tobą.

LESZEK

Elka, a jak cię ktoś zobaczy?

ELA

Idź...

 

Ela i Leszek wstają.

BARTEK

Aha. Jeszcze jedno... Nie widzieliście Ryśka?

WIESIEK

Co, jego też zamknęli?

WŁADEK

Przecież szedł na piechotę.

BARTEK

Nie wiem, cholera.

( wstaje)

Może jestem przewrażliwiony. Nigdzie go nie ma.

 

Rozlega się głośne CHRAPANIE.

LESZEK

Heniek. Kurwa...

 

Wszyscy się ŚMIEJĄ.

HENIO

Co, co...?

LESZEK

Nic. Chrapiesz. Połóż się na boku, czy co...

BARTEK

Takim to dobrze.

 

Ela, Leszek i Bartek wychodzą z sali.

WŁADEK

E tam. Nie ma co tu tak siedzieć. Idę do sekretariatu, może już wreszcie podbili mi tę moją książeczkę? Zresztą, muszę pogadać z Zosią.

WIESIEK

A, ja też się przejdę. Heniek zaraz zacznie koncert...

 

Władek i Wiesiek wychodzą. Basia wstaje i podchodzi do okna.

IREK

Ale siara, co?

BASIA

Ala, idziemy na spacer? Słoneczko tak grzeje...

ALA

Jasne. Idziemy.

 

Ala wstaje i wychodzi z Basią z sali. Irek i Arek jedzą zupę.

AREK

Jajcarze. Ale nam zrobili dym.

IREK

Niezłe jaja z tego będą.

AREK

A. Nie mówiłem ci jeszcze, że wymyśliłem nowy typ pojazdu wojskowego.

IREK

Znowu coś z bronią? Ty masz jakąś obsesję, czy co?

AREK

Tak jak ty z komputerami. Taki zawód. Budowa i projektowanie maszyn.

IREK

No, to mów.

AREK

Pamiętasz \\\"Obcego\\\"

IREK

Z Sigourney Weaver?

AREK

No... Tam, w drugiej, czy trzeciej części, jest taki transporter, z wielkimi kołami.

IREK

Nie kojarzę.

AREK

Jest wielki transporter. Jak autobus. Na czterech wielkich kołach, aż do sufitu. Świetny efekt, jak jedzie. Ale na filmie pokazują go tylko, jak jedzie na wprost. I tak sobie pomyślałem, \\\"jak on skręca\\\"? A koła ma... ze trzy metry średnicy. Rozumiesz. I przebudowałem go trochę w głowie. Wyszło mi, że to niegłupie, takie wielkie koła. Ale, jeśli zrobić transporter przegubowy, jak autobus właśnie. Koła nieskrętne. Trochę mniejszy. Sterowany hydraulicznie, silniki elektryczne, albo hybrydowe...

IREK

Matko jedyna. Ty masz pomysły.

AREK

Taki zawód. A ty? Masz coś nowego?

IREK

Eee... Myślałem o jednej rzeczy... Zamiast myszki.

AREK

No to masz gładzik przecież.

IREK

E tam. Gładzik. Chodzi o zdalne sterowanie. To znaczy... Widzisz, człowiek ma sieć nerwową, nie? Impulsy elektryczne. Przez palec, na przykład, przechodzą cztery główne nerwy. Góra, dół, z lewej i z prawej strony. Gdyby zbudować taką obrączkę na palec, która by rozróżniała różnice oporności skóry, to można by, po długim treningu, telepatycznie...

AREK

Ja pierdzielę, który z nas jest bardziej stuknięty, co? Chyba ty. Brakuje ci tylko różdżki, Harry.

IREK

Ta, ta. Ale i tak za dziesięć lat będą hologramy. Komórka jak zegarek na rękę, albo lepiej jakiś wszczepiony pod skórę czip i wyświetlany hologram. Tyle, że każdy może zobaczyć twój hologram.

AREK

No tak... Ale... Wiesz co? Czytałem gdzieś, parę lat temu, że testowane są już na królikach soczewki kontaktowe, wyświetlające obraz monitora.

IREK

Co? Super. Gdzie to czytałeś?

AREK

Nie pamiętam. Ale pewnie już to utajnili. Wyobraź sobie karabin z lunetą - kamerą. Widzisz to, co \\\"widzi\\\" karabin. Żadna tam muszka i szczerbinka. Możesz strzelać zza rogu budynku. To jest to.

IREK

No, fakt. Podoba mi się. Kurde. Ale jaja! Monitor w oku. Jakie to proste... Jednorazowa soczewka, bateria starczy na kilka godzin, mały drucik na obwodzie jako antena...

AREK

Przy okazji karabinu. Rozwiązałem problem odrzutu. Wiesz, jak strzelasz, to cię kopie.

IREK

No tak.

AREK

Bo sto procent siły odrzutu jest skierowane do tyłu. A jakby ją podzielić, dokładnie, tyle dżuli do tyłu, tyle do przodu, to gdzie masz odrzut? No? Zeruje się.

IREK

I co, wielkie koncerny zbrojeniowe wydają miliardy dolarów, a ty to ot, tak sobie?...

AREK

Ktoś kiedyś wpadł na pomysł, żeby nie ładować kuli od przodu, tylko z tyłu, nie? Rewolucja. Ciekawe, czy coś na tym zarobił. Wychodzi na to, że też jestem takim głupim geniuszem. A swoją drogą, podrzut też można zlikwidować...

IREK

Chodź, grafomanie, zapalić.

AREK

Potowarzyszyć tobie, chciałeś powiedzieć.

IREK

Na jedno wychodzi. Jesteś ten \\\"bierny\\\".

AREK

A ty ten \\\"aktywny\\\"? Jeszcze ktoś pomyśli... Chodź, palaczu...

 

Irek i Arek wstają i wychodzą z sali.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 217  |  Dodano: 2017-02-16 10:44  |  Punkty od użytkowników: 0
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!

Zobacz również
*** zapakowałem słowa / w kufer ciszy
poezja 2017-11-23 09:29
I wołanie do Ojczyzny.
poezja 2017-11-21 20:53
21.listopad.2017r           
Ty zawsze przy mnie stój
opowiadania 2017-11-19 18:24
Nie wiedział jak to możliwe, ale miał przed sobą największego wroga i najlepszego przyjaciela w...
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com