Kapelusznik
liczba publikacji: 18
liczba punktów: 263

rozdział 1 - Przebudzenie. Fragment 2

Dan ukłonił się uprzejmie, odwrócił się i zaczął biec w stronę głównego wejścia do fortecy. Nie wiedział że zostawia Alicję z wyciągniętą w jego stronę dłonią z niewypowiedzianymi słowami wdzięczności. Taki już był ten Dan. Lekkoduch. Młodzieniec nie widzący problemów w życiu, ani w swojej egzystencji. Przekonany o swojej sile i umiejętnościach. Niedługo to się jednak zmieni. Albowiem zegar tykający w duszy Dana nieubłaganie pcha wskazówkę do momentu gdy wszystko się zmieni. Zegar tykał, czas płynął nieubłaganie, a Dan… Dan nie miał o niczym pojęcia. Biegł tak jak wcześniej, po dachach, szybko i zwinnie, bez potknięć. Zarko leciał nad jego głową bacznie obserwując każdy krok swojego Pana. Dan szybko i zwinnie wdrapał się na wierzę miejskiego ratusza. Szerokiego na dwadzieścia metrów budynku z wierzą zegarową wznosząca się na trzydzieści. Dan wisząc stał na samym szczycie. Widział stąd całe miasto. Każda kamienicę, każdy dom, magazyn. Zwrócił wzrok w stronę Białego Jeziora. To co ujrzał na horyzoncie zaparło mu dech w piersi. Flota. Królewska Flota. Nie umiał naliczyć wszystkich jednostek ale był pewien że widzi co najmniej dwadzieścia statków, a wśród nich, jednego giganta, wielki trójmasztowiec. Osobisty statek króla. Drewniany kadłub molocha sunął nieśpiesznie w stronę Białego Miasta. Jednak flota na wodzie nie była w stanie równać się z tym co było nad nią. Flota powietrzna. Dan zawsze kochał latające statki. Nie wiedział czemu, ale niebo zawsze wydawało mu się bardziej wolne od trosk, niż ziemia po której stąpał. Majestatyczne okręty wznoszące się w powietrzu za pomocą magii i balonów z gorącym powietrzem wyłaniały się z puszystych chmur, lub sunęły po nich, jak po wzburzonych falach. Był to szczyt transportu tego świata. Choć znane są od wielu wieków, dopiero niedawno zyskały wielką popularność, oraz znaczenie. Zarówno dla handlu, jak i dla amii. Dziś każdy już wiedział, że państwo bez floty powietrznej… jest słabe. Dan przyglądał się jeszcze chwilę odległym statkom. Między nimi widział małe, szybkie sylwetki podniebnych rycerzy. Ludzi którzy mają odwagę i siłę, by dosiąść latających istot i wznieść się wraz z nimi w powietrze. Ukłucie zazdrości przeszyło serce Dana. Zawsze marzył o lataniu. Zarko wielokrotnie przypominał mu jak wielka jest zaleta jego skrzydeł. Więc, tak jak to młodzieńcy w tym wieku mają, Dan zaczął marzyć… ale nie w tym momencie. Miał obowiązki. Musiał dostarczyć list do Lorda Kranieckiego, zanim przybędzie król. Więc zostało mu mało czasu. Rozpędzając się na pochyłym dachu zaczął pędzić po domach stojących na granicy rynku, starając się jak najszybciej dotrzeć do bram fortecy. Nie tracił tchu. To nie był pierwszy raz gdy dostarczał wiadomości i zawsze dostarczał je w ekspresowym tempie. Skoki i wybijanie się na kominach nie sprawiało mu problemu, ale ostatecznie dobiegł do granicy domów… i przystanął. Miał nieodparte wrażenie że ktoś go obserwuje. Że coś kryje się wystarczająco blisko by to wyczuć, ale za daleko by ujrzeć. Nie próbował się nawet odwrócić. Ojciec uczył go wielokrotnie. „Jeśli ktoś cię obserwuje, nie daj tego po sobie znać. Jeśli będzie chciał zaatakować, będziesz mógł wykorzystać to na swoją korzyść.” Tak mówił. Dlaczego ojciec się na tym znał? Nie wiedział i nie dociekał, choć ciekawość go zżerała. Jeśli coś jest tajemnicą, to tajemnicą ma pozostać. Po chwili dostrzegł rusztowanie wznoszące się kawałek dalej. Podbiegł do niego i po nim sprawnie zszedł na ziemie. Znajdował się tuż przed bramą. Do pałacu lorda ma jakieś pięćset metrów w linii prostej, jednak miał zamiar pójść okrężną drogą. Wspiąć się na zewnętrzny mór, to jedno, ale dziesięć metrów wyższy mór forteczny, wykuty w kamieniu. Pełny zdradliwych szczerbin ostrych jak brzytwa i ukrytych haków? O nie! To nie jego działka. Mór miasta był typowy, ale mór forteczny to istne arcydzieło strategii obronnej. Biada temu kto spróbuje się na niego wspiąć. Szczerze powiedziawszy raz próbował się na niego wspiąć. Dzięki Fortunie że spadł do kanału, a nie na ostre skały w dole. Przez miesiąc bandaże na obu poranionych dłoniach i łydkach przypominały o sromotnej porażce w starciu z starym murem. Młodzieniec stanął przy zwodzonym moście i spojrzał na niezwyciężonego rywala z szacunkiem. Mruknął kilka słów do bogów i ruszył biegiem pod górę. Wartownicy go nie zatrzymywali. Znali go już od lat. Dana znali wszyscy w mieście… a przynajmniej znacząca większość… przynajmniej takie wrażenie miał Dan.

( Czyli ma złe wrażenie. )

Brukowana droga była miłą odmianą od dróg miejskich. ( Bogactwo, bogactwem, ale mówimy o świecie na poziomie późnego średniowiecza. Brukować ulice! Na bogów! Ile to kosztuje?! )

Dan  nie zwalniał nawet na chwilę. List musiał być dostarczony osobiście. Minął drugą bramę. Ta była okuta grubą warstwą żelaza, z jednej i z drugiej strony. Naprawdę. Nie wiedział co by musieli zrobić najeźdźcy stając przed tą bramą by ją powalić. Przebiegł przez wrota i znalazł się na placu musztr tuż przed ostatnim murem i twierdzą. Na placu krzątała się już jednostka reprezentacyjna. Trzydziestu pancernych konnych dosiadało koni. Wraz z nimi przygotował się honorowy oddział centaurów. Stalowe pancerze zostały okryte płachtami z herbami rycerstwa. Dan zauważył też sztandar Fortecy Końca, Białego Miasta oraz samego królestwa Detronii. Pierwszy przedstawiał wierzę na klifie otoczonym wodą. Drugi przedstawiał dwa skrzyżowane klucze i wiosło na jaskrawo białym tle. Symbol wydobywanej solanki. Ostatni, sztandar Detronii był największy i najbogaciej zdobiony. Wielki, czarny, czteroskrzydły smok na krwisto czerwonym tle. Złota nić zaznaczała wszystkie jego kontury i potężne mięśnie. Małe kryształy zaznaczały gdzie znajdują się oczy. Wielka bestia z czterema potężnymi łapami i długimi rogami wyrastającymi z głowy wzbudzała równocześnie uczucie strachu, ale również i dumy względem potężnego symbolu, potężnego państwa. Z drugiej strony placu, w swoich tradycyjnych czarnych jak noc strojach, ukrywających mocną zbroję łuskową siedzieli łucznicy. Pancerni łucznicy. Symbol armii Detronii. Najlepsi strzelcy na tym kontynencie i najpewniej na świecie. Dalej siedzieli pancerni piechurzy oraz pikinierzy. Tym widocznie letnie słońce i czarne mundury nie pomagały w czekaniu na przybycie króla. ( Na szczęście nikt nie jest tak głupi by posyłać żołnierzy w czarnych mundurach na pole bitwy. W przypadku wojny czarny mundur zastępuje szary. )

Dan uśmiechnął się ciesząc się ze swojego lekkiego stroju i wbiegł przez ostatnią bramę na teren twierdzy. Tam ujrzał, ku swemu zaskoczeniu, Edmunda Kranieckiego który przygotowywał się do wyruszenia wraz z głównym orszakiem swego ojca na przywitanie króla. Mąż był to wysoki, blondyn o niebieskich oczach. Jednak wbrew wszystkiemu nie był potężnie umięśniony, w jego budowie dominowała gibkość. Nosił krótką bródkę oraz wąs, policzki były wygolone. Nosił szlachecką zbroją płytową, wzmacnianą na piersi i ramionach, bogato zdobionej pięknymi wzorami na mocnym pancerzu. W miejscach gdzie blachy powinny odsłaniać ciało błyszczała lekka kolczuga, a pod niż przeszywanica. Prosty sposób na zatrzymanie ciosów miażdżących, pod którymi Nawet blachy mogą zawieść. Prosty typ pancerza działający na zasadzie poprzeszywanych typów materiałów. Używali go wszyscy którzy czuli strach przed ciosem miecza który nie przebije zbroi, ale będzie wystarczająco silny by połamać kości. Na widok brata żony uśmiechnął się szeroko.

- Witaj Danie – oznajmił miłym głosem. – Co cię sprowadza do twierdzy?

- List od ojca do Lorda. – odpowiedział.

Przez chwilę wdać było jakby cień przeszedł po twarzy lordowskiego syna. Spojrzał poważniej na Dana, ale zaraz znów się uśmiechnął.

- To leć już. Mój ojciec będzie w głównej sali. – oznajmił

Dana lekko zdziwiło zachowanie mężczyzny, ale nie miał zamiaru się dopytywać o to teraz. Mimo wszystko będzie miał wystarczająco dużo czasu by pytać w czasie dzisiejszej uczty. Nie kłopocząc się zbędnymi pytaniami wkroczył na teren twierdzy i od razu wpadł w głęboki kamienny labirynt. Na szczęście był tu już wiele razy i bez problemy przedostał się przez oświetlane lampkami i świeczkami korytarz. ( lampki są nie na oliwę, a na tłuszcz )  Po chwili dotarł do lordowskiej sali obrad. Stało tam wysokie siedzisko, prawie tron, dodatkowe siedzisko dla lordowskiej żony, oraz zaczęto stawiać specjalny tron i miejsce dla króla Desmonta i królowej Violetty. Tak jak mówił Edmund lord Bartłomiej Kraniecki stał tam wśród sług którzy zakładali mu zbroję. Potężnie zbudowany mężczyzna o bliźniaczym wręcz podobieństwie do syna, jednak jego włosy były już w znacznej większości siwe. Jednak mimo wieku stał tam zakładając ostatnie części pancernej zbroi. Specjalnie podmalowanej białym barwnikiem. Kolor Białego Miasta zobowiązywał. Dan został zauważony od razu, choć w tym przypadku można było się spodziewać że oczekiwał go niespokojnie, bo widząc młodzieńca jakby uciekło z niego trochę powietrza.

- Młody Dan de Re! – lord uśmiechnął się serdecznie zwracając się do niego tak jak miał w zwyczaju.

- Kłaniam się Lordzie. – odpowiedział Dan i jak powiedział tak się ukłonił.

Podszedł i uniósł list od ojca w dłoni.

- Do rąk własnych – oznajmił – Priorytetem.

Lord na ostatnie słowo jakby drgnął. Wziął szybko list. Słudzy odsunęli się bez słowa. On otworzył list i szybko przeczytał odręcznie zapisane informacje. Pokiwał głową i podrapał się pod brodą. Zwykł tak robić gdy był zadowolony, więc dobrze to świadczyło. Lord spojrzał na Dana.

- Dziękuję że tak szybko dostarczyłeś tą wiadomość – uśmiechnął się.

- To ja będę już wracał – Dan skłonił się i ruszył do wyjścia.

Lord myślał jakby przez chwilę i go zatrzymał.

- Czy twój ojciec coś ci mówił? – zapytał.

Dan zatrzymał się i pokręcił przecząco głową. Lord kiwnął głową.

- Rozumiem – tu spojrzał na młodzieńca przenikliwie. – W takim wypadku będzie o czym rozmawiać.

Dan uśmiechnął się i ukłonił ponownie.

- Będę już wracał do ojca – już miał ruszać, ale obejrzał się na lorda – Niech się Pan pospieszy. Jego Wysokość Najpewniej zbliża się już do przystani.

Lord kiwnął głową i już przestał zwracać uwagę na młodzieńca. Dan napiął mięśnie i zaczął biec z powrotem, za niedługo całe miasto będzie pękało w szwach chcąc zobaczyć swego władcę.

Kiedy Dan wybiegł Lord jeszcze raz spojrzał na leżący przed nim dokument. Znów spojrzał za młodzieńcem. Informacje były dokładne. Niewątpliwie stanie się to dziś. Lubił chłopaka, ale służba królowi ważniejsza. Spojrzał na stojącego w kącie mężczyznę. Człowiek okryty czarnym płaszczem zlewał sie z cieniem. Spod kaptura spojrzały na niego fioletowe oczy. Lord odwrócił wzrok.

- Wiesz co masz robić. – oznajmił.

Mężczyzna prychnął i spojrzał na Lorda.

- Ja wiem… - patrzył na lorda wzgardliwie – Pytanie czy Pan wie co ma robić, jeśli dojdzie do najgorszego? – zapytał.

Lord wyprostował się dumnie i pozwolił by ostatnie części jego pancerza zostały założone. Ostatni element, bogato zdobiona pochwa z mieczem została umieszczona przy jego boku. Delikatnie położył palce na rękojeści.

- Nie pozwolić by powtórzyła się sytuacja sprzed wieków…

Tajemniczy mąż kiwnął zadowolony głową. Zrobił kilka kroków do przodu i spojrzał za młodzieńcem.

- Mam szczerą nadzieję… - mruknął. – Że tym razem się uda.

( Widać nie taki piękny i miły świat jak można było się domyślić na pierwszy rzut oka. )

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 296  |  Dodano: 2017-08-06 15:11  |  Punkty od użytkowników: 0
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!

Zobacz również
Porzucony Aquapark cz. 4
opowiadania 2017-12-12 16:26
Otwarte usta losu - o tomie K. Boczkowskiego słów kilka.
recenzje 2017-12-06 21:34
Demon: Kielich Niebios
opowiadania 2017-12-05 23:30
W końcu odpowedź na pytanie: co jest pod ratuszem. Oraz początek drogi Adlera do władzy. Komentujce...
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com