Kapelusznik
liczba publikacji: 18
liczba punktów: 261

Demon: Numer 001

Numer 001

Imperium Feniksa

Rok 550 nowej ery – 1911 rok imperialny

14 grudnia, zima

Region Reterg – wschodnie ziemie imperium – Szkoła Oficerska im. Marka de Rina

 

Padał śnieg, wiał wiatr… w oddali szumiał ocean. Można by rzec… piękny widok. Trudno o inny wśród tych romantycznych wzgórz oraz lasów. Mimo to coś zakłócało ten krajobraz - wysoki na trzy metry mur i umieszczony nad nim drut kolczasty. Za nim, rozpościerał się jeden z największych na wschodzie Imperium ośrodków oficerskich. Składał się z głównego bloku dla nauczycieli i sal dla większych wykładów i testów oraz pięciu budynków gdzie osobno uczono: strategii, taktyki, zaopatrzenia, typów uzbrojenia oraz aspektów działających na morale. Ośrodek mógł się też pochwalić własną salą gimnastyczną i pływalnią. Nie wspominając o strzelnicy, torze przeszkód, oraz parku mechanicznym gdzie stały stalowe bryły zwane czołgami.

Same wnętrza ośrodków raczej niczym się nie różniły. Brązowe ściany i wojskowe oznaczenia w formie białych strzałek z czarnymi napisami. Umeblowanie też nie robiło znacznego wrażenia. Było proste i wytrzymałe. Jedynie pedagodzy mogli się pochwalić prawdziwymi drewnianymi meblami, a nie stalowymi, czy zrobionymi ze sklejki. Uczniowie i nauczyciele przechodzili przez oświetlone białym światłem korytarzami salutując sobie nawzajem.

Jednym z tych właśnie korytarzy, w głównym budynku uczelni, szło dwoje oficerów wyższej rangi. Uczniowie na ich widok momentalnie stawali pod ścianą strzelając obcasami i salutując, a pedagodzy jedynie ustępowali im z szacunkiem z drogi unosząc dłoń do pełnego wyrafinowania salutu, nie oczekując choćby odpowiedzi ze strony wyższych oficerów. Szli nieśpiesznie, rozmawiając szeptem o czymś bardzo istotnym. Wystarczająco głośno by usłyszeć pojedyncze wyrazy, jednak nie na tyle by zrozumieć cały dialog. Jednym z nich był już siwiejący generał. Opierał się o dębową laskę wystukując rytm kroków. Zmarszczki miał głębokie, lecz oczy ogniste. Nie miał też zbytnio widocznego brzucha, który z zasady pojawia się w tym wieku, w towarzystwie wyższego dowództwa. Mundur miał zadbany, a u boku nosił pistolet, jak za starych dobrych czasów. Słuchając rozmówcy od czasu do czasu drapał się po koziej bródce, lub imponującym wąsisku. Jego towarzysz nosił dystynkcje pułkownika. Był wyższy o głowę od generała, więc znacząco się schylał, szepcząc mu niemal do ucha. Włosy miał ciemne, jak ciemne jest niebo tuż przed wschodem i równie ciemne miał oczy, które pełne były fascynacji, ale i mrocznej idei. Pułkownik odezwał się głośniej.

- Dwieście kilometrów umocnień generale! –Jego oczy błyszczały. – Front głęboki na pięćdziesiąt. Mówią że republikańska armia umieściła na nich działa z drednotów. To rewolucja w wojnie defensywnej generale! Powinniśmy działać teraz!

- Ciszej Eryku, na litość wszystkiego co święte! Wszyscy cię słyszą. – Uspokajał go generał mocniej wystukując rytm kroków. – Nie wszyscy muszą o tym wiedzieć. – Przerwał przechodząc obok grupy uczniów i westchnął. – Ale masz rację. Pomyśleć że jakiekolwiek umocnienia powstrzymają Carstwo Varsji… wydaje się to nieprawdopodobne… ile już tak walczą?

- Mija już rok generale… - odpowiedział pułkownik – Według raportów straty Varsji przekraczają już pół miliona… gdy republika straciła zaledwie dwieście tysięcy.

- Niesamowite… - szepnął generał.

Pułkownik pochylił się mocniej mówiąc niemal prosto do ucha dowódcy.

- Powinniśmy działać teraz. Jeśli zaatakujemy republikę Finicką w tej sytuacji zdobędziemy potężne połacie terytoriów, o jakich nie marzyliśmy od ponad dwudziestu lat.

Generał spojrzał na niego z boku.

- Chciałbyś zaatakować Republikę Finicką?

- Oczywiście. To duże państwo, choć nigdy nie odznaczało się znaczącą potęgą militarną. Ma jednak to co zaczyna zyskiwać na wartości… ropa i stal… generale, ropa i stal! To co Imperialna Armia potrzebuje najbardziej znajduje się właśnie tam. Jeśli uda nam się zdobyć te złoża, projekt: Stalowy Koń, powinien przyśpieszyć. Nasza armia zmieni znaczenie słowa „wojna” na zawsze.

Generał spojrzał na jego entuzjazm sceptycznie.

- To jeszcze prototypy, nie powinieneś pokładać tyle swojej wiary w jednostki pancerne. Są wolne… i łatwe do trafienia. Kosztują też znacznie więcej niż działa, czy granaty.

Pułkownik jakby stracił napęd i umilkł. Był młody i widział co robiły wozy pancerne z Socjalistami z południa. Generał był jednak lekko konserwatywny. Jednostki pancerne miały swoje plusy, nie zaprzeczał, ale w wojnie z Socjalistami był jeden element o którym ludzie zapominają. Tam gdzie uderzyły jednostki pancerne nie było artylerii. Tylko tam udawało im się powstrzymywać armię ludową, a nawet ją odpychać. Jednak wraz z pojawieniem się dział wroga, ponad połowa wozów opancerzonych została zniszczona, a Imperium nie mogąc przebić się przez linię umocnień oraz niezliczoną chordę ludzi, zostało zmuszone do podpisania rozejmu. Generał wierzył, że to przez zbyt wielką wiarę w nowe jednostki, a nie wypróbowaną strategię Imperium nie zdołało pokonać przeciwnika. Jednak nie był w stanie długo smucić młodszego podkomendnego. Poklepał go po ramieniu podchodząc do drzwi swojego gabinetu. Przy którym stróżowało dwóch żołnierzy w mundurach żandarmerii. Odsunęli się o krok salutując. Generał odpowiedział salutem.

- Nie martw się. „Stalowy Koń” ma poparcie Imperatora, nie zostanie porzucony… – wyciągnął klucz i przekręcił go w zamku - … a co do Finicji, Sztab Generalny podjął bardzo ciekawe… kroki…

Otworzył drzwi i wszedł do środka. Eryk był tuż za nim i zamknął za sobą drzwi. Gabinet był wyjątkowo elegancki. Ciemnobrązowe ściany, meble z jesionu i dębu, imponujących rozmiarów stoły i leżące na nich dokumenty oraz wielka mapa całego kontynentu z zaznaczonymi granicami państw, oraz licznymi szpilkami powbijanymi w różne miejsca, z oznaczeniem jednostek wojskowych. Generał zasiadł przy swoim biurku, również dębowym. Leżało na nim również sporo dokumentów, prywatny telefon oraz maszyna telegraficzna po jego prawej, oraz małe popiersie Imperatora, oraz figurka Archanioła Marka zwanego Wieszczem. Generał rozsiadł się wygodnie i otworzył jesionowe pudełko stojące po jego lewicy. Wyciągnął z niego dwa długie cygara. Osobiście przyciął końcówki i odpalił obydwa używając cedrowych zapałek. Jedno włożył do ust, drugie podał pułkownikowi. Ten przyjął je z ukłonem i usiadł naprzeciw biurka na wygodnym krześle. Milczeli chwilę wypełniając pokój zapachem wybornego tytoniu, oddychając głęboko i ciesząc się szlachetnym smakiem. Generał uśmiechnął się i otworzył jedną z teczek, wyciągnął kilka papierów i podał je pułkownikowi. Eryk przyjął dokumenty i spojrzał na pierwszy z nich.

- Operacja „Lis”…? – Zapytał zaciekawiony.

- Czytaj… - zachęcił generał.

Pułkownik otworzył dokument i zaczął go przeglądać, a im więcej kartek przewertował, tym bardziej nie wierzył w to co widzi. Wyciągnął cygaro z ust i odłożył na popielniczkę. Ponownie przewertował dokumenty nie pojmując jak jego wizja różniła się od planów głównego dowództwa. Po tym jak upewnił się że to nie jest dowcip, odłożył dokument na biurko. Drżącą ręką sięgnął po cygaro i wciągnął do ust potężny haust dymu. Generał zachichotał.

- Trochę inny plan względem Republiki Finickiej, niż byś sobie życzył… prawda…?

Pułkownik wypuścił dym z ust i okiwał głową.

- Zupełnie inny… pomyśleć że zdecydujemy się ich wesprzeć…

Generał kiwnął głową.

- Zgadza się. Operacja „Lis” zakłada włączenie się Imperium do wojny Finico-Varskiej. Plan został już zatwierdzony, tak samo jak pierwsze rozmowy z Finickim rządem zakończyły się sukcesem. W ciągu miesiąca do republiki wyruszy I Korpus Ekspedycyjny. Ma na nią się składać dwie dywizje piechoty ze wsparciem artylerii, trzy brygady Inżynieryjnych, sześciu jednostek naszego wywiadu, oraz jednostki S-1. Razem to około siedemdziesięciu tysięcy żołnierzy. Nie mówiąc o ilości zaopatrzenia jakie dostarczymy republice.

Pułkownik myślał cicho, gdy w jego głowie pojawiło się pytanie które musiał zadać.

- Jednostka S-1…? Co to takiego…? Nigdy o niej nie słyszałem.

- Niewielu słyszało. Są częścią SSI, Specjalnych Sił Imperium. To samodzielny batalion.

Eryk uniósł brew.

- Czy nie powinni się w takim wypadku nazywać SB-1? Od Specjalnego Batalionu…?

Generał zachichotał widząc typową dla młodszego przyjaciela zimną kalkulację i logikę gdy przychodzi do faktycznego planowania. Pułkownik Eryk Haizer był dziwnym człowiekiem, jakby utknął między dwoma epokami, z jednej strony realista i logiczny dowódca, z drugiej idealista i romantyk marzący o nowym świecie. Dla generała który wyznawał tylko zasady logiki i długiego doświadczenia wydawał się niesamowicie ciekawym człowiekiem i jego idealnym następcą. Był z niego dumny. Znam go ponad piętnaście lat, razem z nim piął się po szczeblach kariery aż zasiadł w wyższym dowództwie. Miał zamiar dożyć późnej starości na stołku oficerskim i może kiedyś usiąść z dawnym podopiecznym, napić się dobrego whisky oraz porozmawiać… jak generał z generałem. Jednak do tego jeszcze długa droga. Na razie musi pokonać wszelką konkurencję i dopilnować by jego następca wypełnił zadanie.  

Spojrzał lekko na lewo, w stronę komód ze szkłem, chcąc odgonić marzycielskie myśli. Kiedy to jednak zrobił, skamieniał. Coś kryło się w cieniu. Tuż za komodą ze szkłem i alkoholami. Jakby cień oddychał i falował. Wpatrywał się w jeden punkt aż nie usłyszał rozbawionego prychnięcia i ironicznego głosu.

- Cóż… możemy rozważyć zmianę nazwy…

Pułkownik odwrócił się jakby poparzony ogniem. Teraz oboje z generałem wpatrywali się w lekko poruszający się cień. Ten postąpił krok naprzód i ukazał się w całej okazałości.

- Na litość Wieszcza i Błogosławionej… - szepnął pułkownik wstając - … jakim cudem…?

Czarne buty, czarne spodnie, czarny mundur, płaszcz, czapka i maska w której teraz zabłyszczały dwa czerwone szkła okularów. Postać która wyłoniła się z ciemności była niezbyt wysoka, co jednak nie odebrało uczucia bezwzględnego przerażania względem osoby której nie dostrzegli przez cały ten czas, mimo że chowała się przy boku komody. Postać jednym ruchem ściągnęła maskę. Przed nimi stał… chłopiec… miał może… szesnaście lat. Miał czarne krucze włosy, lekko zaczesane na lewy bok, oraz ciemne inteligentne oczy. Młody chłopiec o twarzy anioła zasalutował strzelając butami.

-  Podporucznik Francis Adler, numer 001, S-1. SSI. To zaszczyt was poznać pułkowniku Eryku Haizer i generale Marku von Zach. Mam nadzieję że niewielki sprawdzian wyposażenia mojej jednostki was nie zraził… - mówił spokojnie, z bezczelnym uśmiechem na twarzy.

Pułkownik stał jak wryty. Tyle lat służby wojskowej, a nikt go jeszcze tak nie zaszedł. Nie był w stanie wydobyć z siebie słowa. Dodatkowo „Podporucznik?!” jakim prawem dzieciak ma taki stopień?!

Generał natomiast szybko odzyskał mowę. Oparł się mocniej w fotelu, starając się uspokoić skaczące ciśnienie. Nieważne jak wyglądał ten chłopiec. Niepostrzeżenie dostał się do jego gabinetu. To wystarczający powód by zwolnić dowódcę ochrony jednostki i wysłać go na najdalsze zadupie Imperium.

- Więc już przybyliście… spodziewałem się was później… wieczorem.

Adler uśmiechnął się rozbrajająco.

- Z całym szacunkiem, ale moja sekcja składająca się z siedmiu ludzi zwiedza sobie tą jednostkę od ponad dwunastu godzin i jak na razie nikt nie zauważył nic dziwnego. Nawet Pan generale. Mijałem Pana kilkukrotnie. Udało nam się dostać również do zbrojowni. Musicie bardziej popracować nad ochroną…

Generał pokiwał głową. Kolejny powód by zwolnić tego porucznika co organizuje ochronę obiektu.

- Więc faktycznie się udał… Projekt „Nowe Dzieci”…?

Pułkownik nie miał pojęcia o co chodzi, ale przeczuwał, że nie spodoba mu się to co usłyszy.

- Jestem tego żywym dowodem – odpowiedział z uśmiechem Francis Adler.

Generał znów pokiwał głową gładząc swe wąsiska. Mruknął jakby sam siebie karcił w swoich myślach. Sięgnął po cygaro i wbrew wszystkim zasadom, zaciągnął się dymem. Trzy razy tyle tytoniu, co w papierosach, wpuszczać do płuc to niemalże samobójstwo, ale generał był zdania że człowiek w jego wieku powinien mimo wszystko na coś umrzeć.

- Wierzyć się nie chce, a jednak widzę na własne oczy… - mruknął generał i spojrzał na pułkownika. – To twój nowy podkomendy, Francis Adler, dotychczasowy nieoficjalny dowódca Specjalnego Batalionu. Jest on również osobą która uczestniczyła w zaplanowaniu Operacji „Lis”. W ciągu dwóch tygodni ruszasz razem z nim do Republiki Finickiej by wesprzeć tamtejsze siły. Przy okazji będziesz nadzorował jak spisują się nasze nowe siły specjalne. Gratuluję wyróżnienia. Właśnie zostałeś dowódcą Pierwszego Korpusu Ekspedycyjnego.

Pułkownik patrzył raz to na generała, raz to na chłopca. Zbyt dużo zaskakujących zdarzeń jak na jeden dzień. Mimo to opanował się i dumnie strzelił obcasami.

- Dziękuję Panie Generale… - tu umilkł i spojrzał na Adlera – ale czy ten… chłopiec nie jest za młody na wojnę?

Francis Adler zaśmiał się paskudnie.

- Ależ Pułkowniku. Służę w wojsku od 1889 roku…

Eryk łypnął na niego wściekły.

- Nie kpij sobie ze mnie. Nigdy w to nie uwierzę…

- Ale On mówi prawdę Eryku… - przerwał mu generał.

Pułkownik skamieniał i spojrzał na generała zastanawiając się czy przypadkiem jego mentor nie oszalał. Ten odłożył cygaro i oznajmił.

- Projekt „Nowe Dzieci” rozpoczął się w 1889 roku… zaraz po Epidemii… zakładał on wykorzystanie porzuconych sierot w eksperymentach naukowych… - Eryk słuchał nie wierząc własnym uszom – Udało nam się zdobyć… ponad trzy tysiące obiektów testowych… przetrwało zaledwie siedem setek… z czego tylko trzydziestu zostało tymi, których chcieliśmy stworzyć… Super żołnierzami… Francis Adler jest oryginałem… pierwszym w pełni udanym dziełem… Przyszłością Imperialnej Armii…

Oczy Francisa Adlera jakby zabłyszczały czerwienią. Podszedł do pułkownika stając ledwie dwa kroki od niego. Ciarki przeszły po plecach oficera, a krew w żyłach zamarzła. Demon odezwał się słodkim głosem, jakby z niebios.

- Pozwól że przedstawię się ponownie… dowódco… Podporucznik Francis Adler, numer 001, dowódca pierwszego oddziału super żołnierzy: „Wilków”, lider pierwszej sekcji, aktualny kod wywoławczy: Alfa, przydomek… Demon. – Uśmiechnął się szerzej i wyciągnął dłoń w geście, w jakim diabeł mógłby zakładać się o duszę, tego który ją uściśnie. – Liczę na udaną współpracę.

 

Wśród romantycznych wzgórz okrytych śniegiem, w jakże spokojny dzień, można było usłyszeć wycie wilków… oraz piekieł.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 193  |  Dodano: 2017-10-06 23:41  |  Punkty od użytkowników: 0
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!

Zobacz również
Otwarte usta losu - o tomie K. Boczkowskiego słów kilka.
recenzje 2017-12-06 21:34
Demon: Kielich Niebios
opowiadania 2017-12-05 23:30
W końcu odpowedź na pytanie: co jest pod ratuszem. Oraz początek drogi Adlera do władzy. Komentujce...
Dominika Wilk - Czuwanie. Słowo krytyczne
recenzje 2017-12-05 21:37
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com