Sainonoaru
liczba publikacji: 2
liczba punktów: 52

Bohaterowie z Edville: Sprawa Spider Mastera

Początek

Ten dzień byłby dla mieszkańców Edville bardzo ładnym, gdyby nie ogromny głaz pędzący po zboczu góry wprost na wioskę. Nagle Paweł, jeden z tamtejszych bohaterów, złapał go niczym antyczny wojownik i próbował go utrzymać do czasu aż mieszkańcy zdążą się ewakuować. Towarzyszka była zaniepokojona jego stanem. 
- Jestem ci potrzebna...? - zapytała widząc, jak próbuje utrzymać głaz. Pomimo ciężaru uśmiechnął się do niej. 
- Chcesz to idź, ja sobie poradzę. Zaraz do ciebie dołączę. - odpowiedział. Jedna z nóg straciła oparcie, ale... Przecież nasz bohater nie może teraz zginąć! Szybko się podparł i stanął stabilniej. 
- O mnie się nie martw. - dodał i zaczął powoli przechodzić na bok. Towarzyszka szybko zbiegła na dół, żeby pomagać w ewakuacji. Paweł nadal trzymał kamień. Ręce zaczęły mu drżeć. To jednak duży ciężar, nawet jak dla naszego bohatera. Upewniwszy się wcześniej, że cywile opuścili teren zagrożenia, skoczył w bok puszczając kamień, który stoczył się po zboczu i uderzył w opuszczoną wioskę. Zmęczony chłopak położył się na trawie i zaczął uspokajać bicie serca, które od wysiłku strasznie przyśpieszyło. 
- Tu jesteś! - nagle dobiegł go głos Towarzyszki. Nie miał jednak siły, żeby się podnieść. Kończyny miał jak z waty. Po chwili jednak poczuł cudowny smak rozgrzewającej mentalnie cieczy. 
- Czy to jest..? - zaczął. 
- Tak, to BP[1]. - odpowiedziała. - Zaraz musisz wstawać. 
- Dlaczego? - zapytał oburzony i jednocześnie zaskoczony. 
-Bo oprócz bycia superbohaterem, masz jeszcze studia. A zajęcia za pół godziny to nie jest dobra wiadomość dla studenta, który znajduje się kilkadziesiąt kilometrów od uczelni. - poinformowała. Z tymi argumentami nie da się walczyć. A tak przyjemnie było...



                          Współczucie

- Nudzę się! - na korytarzu było słychać głos pochodzący z sali. Paweł razem z Knock Knock Manem podeszli do drzwi. Ten drugi z zapałem zaczął w nie stukać. Byłoby to całkiem normalne, gdyby nie fakt, że były jego własne. Paweł otworzył je zdecydowanym ruchem. 
- To my! - oznajmił rozglądając się dookoła. Nikogo jednak nie widział, więc aż podskoczył, kiedy usłyszał ten głos ponownie. 
- Cześć, nudzę się. 
Dopiero po chwili spojrzał w górę. Na belce pod sufitem leżała Jetty z nogami i rękami zwisającymi w dół. Jej mina zapewne pełna była znudzonego wyrazu, ale tego nie było widać, bo twarz zasłaniała poduszka, którą tamta trzymała. 
- To idź spać. - stwierdził Knock Knock Man. Dziewczyna usiadła, zaczepiła nogami o belkę i ześlizgnęła się głową w dół. Teraz jej twarz znajdowała się kilka centymetrów przed jego twarzą. 
- Chcesz, to możesz ty iść spać. W tej chwili nawet. Ale najpierw moja pięść spotka twoją twarz. - zagroziła przybierając złą minę. Paweł poczuł się w obowiązku ich uspokoić. 
- Czuję się w obowiązku was uspokoić. - powiedział. - Uspokojeni? 
Odpowiedziała mu cisza. Twarze przyjaciół zwróciły się w jego stronę. 
- Dobra, nieważne. A gdzie reszta? - zapytał w końcu.
- Na misji. - odpowiedziała mu Jetty schodząc z belki na ziemię. 
- Jakiej? Bez nas? - oburzył się Knock. 
- Ściśle Tajne. Stwierdzili, że jako bohaterowie Niższego Rzędu nie możemy brać udziału w misji. W dodatku zabrali całe BP. Strasznie mi się nudzi, poróbmy coś. 
- Jak to... ZABRALI CAŁE BP?! - oburzył się Paweł. - TAK NIE MOŻNA! 
- Bywa. - rzuciła Jetty i wskoczyła na belkę. 
- Jak znowu zaczniesz zawodzić, że ci się nudzi, to znajdę zajęcie dla swoich rąk i cię uduszę. - ostrzegł ją zdenerwowany już Knock. 
- OK. - odpowiedziała. - To może być ciekawe. Bo... Ja się tak nuuudzę! Nuuuudzę się! 
- Nie no, zaraz ci wyrwę te twoje struny głosowe! 
- To chodź! - krzyknęła wyzywająco. Knock podszedł do ścianki wspinaczkowej, jednak Paweł do złapał i odciągnął. 
- Co ty, kobietę będziesz bił? - zapytał karcąco. Knock wściekły zacisnął pięści, zaraz jednak je rozluźnił. 
- Nie... - odpowiedział. Paweł poszedł do szafy i zaczął w niej szperać. Po chwili szybko odwrócił się z mała kuszą w dłoni i strzelił. Strzałka utkwiła w ciele Jetty. Dziewczyna już po kilku sekundach zasnęła, a jej ciało spadło z gruchotem na podłogę. 
- Trzeba było ją złapać? - zapytał Knock. 
- Coś ty. - machnął ręką. - Takie jak ona mają kości z gumy. 
- Jesteś pewien? - upewnił się Knock. 
- Jasne. 
- Ej, ale ta ręka i ta noga zawsze jej się tak wyginały? Podziwiam jej możliwości gimnastyczne. - stwierdził. Paweł chwilę milczał, podszedł do niej i obejrzał kończyny. Po chwili stanął i spojrzał na Knocka. 
- Co tak stoisz? Bierzemy ją na pogotowie! 
- Ale powiedziałeś, że... - zaczął, ale Paweł nie dał mu dokończyć. 
- Rusz się, bo jak wrócą to się wściekną, że używaliśmy ich sprzętu. A, no i jeszcze dlatego, że ją połamaliśmy. 

No więc Paweł i Knock Knock Man zabrali Jetty do szpitala. Trochę to trwało, ale kości się zrosły, a dziewczyna jakiś tylko czas musiała pozostać na obserwacji, kiedy lekarze podejrzewali uraz głowy. Nasi biedni bohaterowie kierowani wyrzutami sumienia musieli ją zabawiać przez cały ten czas. Współczucie.























Beata - Jetty

- Cześć, Beata! Co robisz? - zapytał Delirium[2] wchodząc do salonu kwatery głównej bohaterów w Edville.
- Cześć. - odpowiedziała niemrawo, skubiąc błękitny lakier z lekko przydługich paznokci. 
- Co jest? - zapytał zmartwiony i usiadł obok niej. Dziewczyna zostawiła paznokcie w spokoju i pokręciła głową.
- No bo ty jesteś bohaterem Wyższego Rzędu, a ja nawet pseudonimu nie mam... 
Delirium poprawił się na miejscu i odchrząknął.
- Wiesz, Paweł też go nie ma. - stwierdził. 
- Ale ja bardzo chcę mieć! 
Chłopak powiódł wzrokiem po pomieszczeniu zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Hmmm... Twoja moc to latanie. Co ci się z tym kojarzy? – zapytał w końcu.
- Latanie. - stwierdziła. Nie był to szczyt kreatywności, ale naprawdę nic innego nie przychodziło jej do głowy. 
- A co powiesz na Betty? Wiesz, angielskie imiona są teraz popularne... 
- Zbyt pospolite... - odpowiedziała i podparła głowę rękoma. Po chwili podszedł do nich Paweł. 
- Skleiłem model Jumbo Jetta! – oznajmił z entuzjazmem.
- Mam! Mogę być Jett! - wykrzyknęła nagle. Paweł zdezorientowany popatrzył to na jedno to na drugie. 
- Chyba raczej Jumbo[3]. - rzucił ze śmiechem Knock Knock Man. Betty spiorunowała go wzrokiem i zaczęła się rozglądać za czymś ciężkim, czym mogłaby w niego rzucić. Kiedy nie znalazła nic w swoim zasięgu, postanowiła odroczyć mu wyrok na następną okazję. 
- A może Jetty? Wiesz, Betty i Jett.- zaproponował Delirium. 
- Znakomity pomysł! - krzyknęła Beata. Paweł nadal stał nie rozumiejąc co zaszło. Czyli mniej więcej tak jak zwykle.

W taki oto sposób powstała Jetty. A Paweł nadal jest Pawłem. 
Oczywiście, Knock Knock Man pożałował nazwania jej słoniem. Bardzo boleśnie pożałował.



 

Bankiet

Drzwi stanęły otworem i pojawił się w nich wysoki blondyn. U boku wisiał mu mocny, zdobiony miecz z pięknie błyszczącej stali. Omiótł wzrokiem pomieszczenie, które notabene nie było utrzymane w dobrym porządku. Jetty siedziała na kanapie i rozmawiała z Knock Knock Manem. Delirium siedział w kącie pijąc BP i rozmawiając z piękną dziewczyną. Nie była ona jednak taka zwyczajna. Spowijała ją lekka poświata, więc wiadomo było, że to kolejna projekcja jego alkoholowych urojeń. Podszedł do szafki i zdjął kurtkę. W tym momencie podbiegła do niego rozentuzjazmowana Jetty. 
- Achi! Mamy Misję! Naprawdę! Będziemy śledzić Karmela! - niemal krzyczała. Blondyn westchnął. 
- Jestem Achilles, nie Achi. Nie nazywaj mnie tak. - powiedział i włożył kurtkę do szafki. Jetty skakała naokoło. 
- Mamy misję! We dwoje! Idziemy na bankiet Karmela! Będziesz musiał się przebrać za dziewczynę, ale to nic, pomogę ci! - rzuciła i pobiegła w stronę swojego pokoju. Achilles westchnął i włożył miecz do szafki. Miał złe przeczucia co do nowej misji. Miał nadzieję, że żartowała na temat przebierania się. Niestety dla niego, mylił się.

W kącie pomieszczenia siedział jeden z tych ludzi, do których nie podchodzi się bez powodu. Miał na sobie nienagannie białą koszulę, idealnie czarne spodnie i czarny krawat. Siedział nad butelką wina i myślał. Na oparciu krzesła wisiała równie czarna marynarka. Gdyby ktoś się przyjrzał, zauważyłby małe, białe blizny na nadgarstku, a także w zgięciu łokcia. Achilles wziął głęboki wdech i rozejrzał się za Jetty. Znowu gdzieś zniknęła. Strząsnął z włosów niewidzialny pył i czując się coraz głupiej z powodu sukienki, podszedł do kelnerki. 
- Cześć. Wiesz może gdzie znajdę pana Filipa? - zapytał udając kobiecy głos. Ciemnowłosa dziewczyna spojrzała na niego z roztargnieniem. 
- Pan Filip zaraz zejdzie... Tak myślę... - powiedziała i spojrzała na swoją tacę. - Jeśli pani szuka informacji, musi pani porozmawiać z panią Sylwią. - dodała cicho i odeszła. Achilles westchnął i wrócił do szukania Jetty. Nie chciał, żeby zrobiła coś bez jego wiedzy, bo w podekscytowaniu mogła zrobić coś nie tak. Wtedy cały plan spełzłby na niczym. Zauważył ją  przy jednym ze stolików pod ścianą. Wokół niej stało kilka kobiet i dwóch młodych mężczyzn. Jeden miał na sobie błękitną koszulę i granatowe spodnie. W dłoni trzymał lampkę wina i lekko poruszał nią mieszając napój. Po chwili powąchał i upił trochę. Drugi facet był inny. Achilles widział go z tyłu. Miał na sobie białą koszulkę i granatową kamizelkę a do tego granatowe jeansy. Na głowie miał kapelusz, spod którego wychodziły czarne włosy. Jetty się zaśmiała i dopiero wtedy zauważyła Achillesa. 
- Achi, chodź do nas! - podeszła do niego i złapała go za ramię ciągnąc do ludzi. Achilles czuł się dziwnie i cały czas zastanawiał się, jak bardzo ślepym trzeba być, żeby wziąć go za kobietę.
- Pozwólcie, że przedstawię wam moją przyjaciółkę, A... Anastazję. – powiedziała dziewczyna  z uśmiechem. Facet w kapeluszu odwrócił się i uśmiechnął. Na tle całej czerni jego zęby wydały się niemal śnieżnobiałe. Poszedł do Achillesa, który wyciągnął rękę, jednak zamiast ją uściskać, ucałował ją. Chłopak aż się wzdrygnął. Nie mógł się jednak zdradzić. 
- Cudnej urody jest twoja przyjaciółka. - stwierdził i uśmiechnął się do niego. - Zechcesz mi towarzyszyć, droga Anastazjo? - zapytał wyciągając ramię. Achilles spojrzał na Jetty. Czuł się coraz głupiej. Miał wrażenie jakby ktoś próbował go nabić w butelkę. Dziewczyna wyglądała jakby miała się roześmiać, jednak się powstrzymała. 
- Idź. Zobaczymy się później, Achi. - rzuciła i zajęła się innymi, jednak przez najbliższy czas dyskretnie na nich zerkała, żeby zareagować gdyby coś było nie tak. 
- Pardon, nie przedstawiłem się. - powiedział facet w kapeluszu prowadząc go po sali. - Mam na imię Filip i jestem gospodarzem tej imprezy. - powiedział z dumą. Achilles teraz naprawdę poczuł, że bycie dziewczyną będzie trudne. - Jesteś taka spięta. Rozluźnij się. Nie podoba ci się bankiet? - zapytał i podał mu lampkę wina. Achilles skinął głową w podziękowaniu. Filip jednak patrzył na niego wyczekująco, więc odpowiedział naśladując kobiecy głos. 
- Bankiet jest fajny... Po prostu rzadko wychodzę z domu... Mam... - myślał szybko, czując na sobie jego badawczy wzrok. - Migreny, mam migreny. 
- Cieszę się, że postanowiłaś tutaj przyjechać pomimo niedyspozycji, moja droga. Pij wino, jest dobre. - powiedział i sięgnął po lampkę dla siebie. - Wina jest pełno. To jedyna rzecz, której tutaj nigdy nie brakuje. – zażartował.
Achilles powoli upił trochę wina. Rzeczywiście było dobre. Kapelusznik obserwował go z uśmiechem. 
- Naprawdę dobre. - stwierdził Achilles. Filip spojrzał przed siebie. 
- Prosto z prywatnej winnicy. - spojrzał na parkiet. - Może ze mną zatańczysz? 
Achilles zakrztusił się.
- Ja... Nie potrafię tańczyć. - powiedział szybko. Filip znowu pokazał ząbki w szerokim uśmiechu. 
- Chodź, nauczę cię. - powiedział i zabrał mu lampkę po czym odstawił ją i zaprowadził Achillesa na parkiet. Filip położył mu rękę w talii a drugą złapał za jego dłoń. 
- Jestem pewny, że taka piękna pani jest tak zwinna, że szybko się nauczy. – powiedział           i puścił do niego oko. Achilles poczuł jak obiad podchodzi mu do gardła. Po chwili stwierdził, że nie wytrzyma i wyszedł z objęć Filipa. 
- Może pójdziemy usiąść? Kręci mi się w głowie... - spróbował. Filip wziął go za rękę. 
- Dla ciebie wszystko, moja droga. Tu jest dosyć głośno, może pójdziemy do drugiego pomieszczenia? - zapytał. Przestraszony tym pytaniem blondyn szybko zaprzeczył. 
- Nie ma potrzeby. Wystarczy, że usiądę. - powiedział i ruszył w stronę Jetty. Filip poszedł za nim. Achilles zauważył drzwi toalety i poszedł w tamtą stronę. Wszedł do środka zostawiając Filipa na sali. Podszedł do lustra i opłukał twarz. Miał nadzieję, że cały ten bankiet szybko się skończy. Rozejrzał się. Oprócz kilku kabin były tutaj też trzy pisuary. Szybko załatwił potrzebę, umył ręce i wyszedł. Filip patrzył na niego dziwnie. Obok niego stała wysoka blondynka w minisukience koloru pąsowej róży. Ten sam kolor szminki zdobił jej usta. Blond włosy były poskręcane w lekkie loki. Także na niego patrzyła. Dopiero teraz to do niego dotarło. Wszedł do męskiej toalety. Zaczął szybko szukać jakiejś wymówki. 
- Moja droga, chcę przedstawić ci moją wspólniczkę w interesach, Sylwię. 
Kobieta spojrzała na niego z niesmakiem. 
- Jesteś gejem, Filip? - zapytała. Achilles poczuł, że serce podchodzi mu do gardła.
 - Ach, Sylwia, jesteś doprawdy niegrzeczna. - powiedział i wziął Achillesa pod rękę. - To Anastazja. 
- Drag Queen? - zapytała rozbawiona. 
Filip zmarszczył brwi. 
- Nie kpij z mojej towarzyszki, bo będę zmuszony kazać ci opuścić to miejsce. - powiedział już wyraźnie zdenerwowany. Sylwia wzięła oboje mocno za ręce i wepchnęła do łazienki. 
- To facet w sukience. - stwierdziła i podeszła do Achillesa. Ten się cofnął. Filip zastąpił jej drogę. 
- Dosyć tego. Twoje zachowanie jest naganne. 
Sylwia założyła ręce na piersi. Nagle drzwi się otworzyły i wszedł przez nie facet, którego Achilles wcześniej widział samotnego nad winem. Spojrzał na niego obojętnie. 
- Masz szpiegów, Filip. - powiedział i przeniósł wzrok na Filipa. - Dwoje bohaterów przyszło na twój bankiet. Podczas gdy ten tutaj odwracał twoją uwagę, dziewczyna wyciągała informacje od gości. 
Filip spojrzał na Achillesa. 
- Anastazjo...? - zaczął. Teraz już chyba zaczynał wątpić w płeć swojej towarzyszki. Podniósł rękę do jego twarzy i widać było przerażenie na jego twarzy. 
- Ty... Ty... Ty masz brodę... Zgoloną... - odsunął się, oparł o ścianę i wyszedł z szokiem wymalowanym na twarzy. Sylwia patrzyła na Achillesa. 
- Słaby kamuflaż, kochanieńki. - stwierdziła i usiadła na umywalce. Drugi stał nadal. 
- Aloes, co z nim zrobimy? 
Aloes zamknął drzwi na klucz. 
- Nie wiem, ale nie chcę się pobrudzić, więc sama to załatw. - stwierdził i zaczął bawić się kluczem z obojętną miną.

 

 

 

 

Niezwykły pijaczyna

Beata kręciła się po zaułkach szukając jakichś przestępców do złapania. Nudziło jej się okropnie cały dzień. To miasto było zbyt spokojne. Oczywiście tylko tej nocy. Zwykle Edville przepełnione było dziwnymi ludźmi. Pożary były tutaj tak częste, jak deszcz, nie mówiąc już o kradzieżach i publicznym odsłanianiu ciała. Nagle usłyszała trzask śmietnika. Szybko pobiegła w tamtą stronę. Dwóch facetów przyciskało jakiegoś zarośniętego gościa do muru ceglanego budynku. Tamten próbował dosięgnąć do butelki z wódką, schowaną pośród śmieci. Dziewczyna szybko podeszła do nich. 
- Ej, wy! Zostawcie go! - krzyknęła przepełniona dziwnym uczuciem dumy oraz pewności siebie. Faceci spojrzeli po sobie. 
- A co, lalunia? Pobijesz nas? – zapytał pierwszy i oboje wybuchnę li śmiechem.
- Tak. - odpowiedziała i podeszła bliżej. Chłopak dostał się do butelki, jednak zamiast nią ich uderzyć, zaczął pić. To trochę zszokowało dziewczynę. 
- Czemu to pijesz, kretynie?! - wyrwało jej się. Tamten uśmiechnął się lekko. 
- W samoobronie. - rzucił i dopił do końca. Faceci zaczęli się z niego śmiać. 
- Już nic ci nie pomoże, facet. Pij, bo to ostatnie co zrobisz w swoim życiu. – powiedział drugi z napastników z rozbawioną miną.
Beata przewróciła oczami. Nie wiedziała czy ratowanie pijaka to dobry pomysł. Nagle za facetami pojawiła się wielka roślina. Pnącza obwiązały napastników krępując ich ruchy i uwalniając ofiarę napadu. Tamten zataczając się pogłaskał migoczącą zieleń po liściach. 
- Dob.. - czknął. - ra robota Kwiatek. - spojrzał na Beatę. – Piłem, ale to nie tak jak myślisz. - podszedł do niej zataczając się i podnosząc palec. Przez chwilę patrzył na niego jakby ciężko myślał nad jego wyglądem, po czym wskazał na nią. - Ładna jesteś. – tym razem wskazał na siebie. - Jestem... Eee.. - zatoczył się i padł. Beata patrzyła na to chwilę po czym zabrała pijaka ze sobą. Musi poradzić się innych co z nim jest nie tak.









Dodatek do Bankietu

Filip siedział przy stole. Był nieogolony, a włosy sterczały mu na wszystkie możliwe strony, jakby chłopak spał przez tydzień i właśnie wstał. Kapelusz leżał gdzieś w kącie, gdzie został rzucony przez swojego właściciela, zapewne przez roztargnienie. Sylwia otworzyła drzwi i rozejrzała się po przyciemnionym pomieszczeniu. Przyszło jej na myśl, że przyjaciel z dzieciństwa zwariował już do reszty.
- Co z tobą? – zapytała, opierając się o stół, na którym znajdowała się jedyna zapalona świeca.
Filip spojrzał na nią, starając się skupić. 
- To był facet. - oparł głowę na rękach po czym zasłonił twarz. - Jestem kretynem. 
- Bywa. - rzuciła i usiadła obok niego, rozglądając się po pomieszczeniu.- Ciemno tutaj. 
- Nigdy więcej dziewczyn w sukienkach. - stwierdził. Sylwia uniosła brew i spojrzała na niego podejrzliwym wzrokiem. Jak zwykle, kiedy Filip wypowiadał dziwne myśli na głos.
- Zostajesz gejem?  - zapytała już nieco rozbawiona cała sytuacją.
Spojrzał na nią z szeroko otwartymi oczami, w których widać było przerażenie. 
- Myślisz, że jestem gejem? Spuścił wzrok i spojrzał z szokiem w szklankę. - A jeśli jestem, ale o tym nie wiem?
Sylwia wzięła do dłoni butelkę wina, która była już prawie pusta i chwilę się w nią wpatrywała.
- Nie pij więcej. - powiedziała i odstawiła butelkę. - Gdyby tak było, wcale byś nie podrywał kobiet. - poklepała go po ramieniu. 
- Ufff…  - odetchnął z ulgą. - Już myślałem, że będę się musiał zabić. 
Sylwia zaśmiała się krótko, po czym wstała z miejsca i podeszła do drzwi.
- To ci nie grozi. – powiedziała i wyszła.














Kostium

- Jesteś niemożliwy! Naprawdę idziesz w tym na misję? - zapytała Knock Knock Mana Jetty, obserwując jak tamten poprawia swój strój. Wyglądał zupełnie jak dłoń, ale z głową. Kciuk był rękawem prawej ręki, a mały palec lewej. To była już lekka przesada. Nawet jak na niego.
- Tak. 
- Ręka to rozumiem, ale czemu masz nogawki spodni w różnych kolorach? - uniosła brwi. 
- Czerwona jest tętnica, a niebieska to żyła. - poinformował ją z dumą.
- Ten kostium jest debilny. I obleśny. Jeśli masz w tym iść, to się chociaż pośpiesz. Za pół godziny mamy misję. - stwierdziła Jetty i ruszyła w stronę drzwi. Knock Knock Man odwrócił się do niej plecami i rękoma schował dwa wystające palce z kostiumu, zostawiając środkowy. 
- Ej, Beata! - zawołał. Odwróciła się i zdenerwowała widząc, co kreatywny kostium kolegi chce jej przekazać. 
- Idiota. - powiedziała i trzasnęła drzwiami. 
- Już kocham ten kostium. - stwierdził Knock i zaniósł się śmiechem.

Delirium stał przy stole i pracował nad zaczepianiem butelek BP na swoim pasie. Dzień wcześniej znalazł go w sklepie z kostiumami dla dzieci. Reszta stroju powędrowała do jakiegoś dzieciaka, który stał na przystanku. Cóż, dzieci kochają paradować po mieście w przebraniu wielkiego nietoperza. Kiedy pakował ostatnią butelkę wszedł Knock w swoim przebraniu. Delirium spojrzał na niego i zaczął mrugać zdziwiony, po czym spojrzał na butelkę BP. 
- Chyba przedawkowałem... Albo działam na trzeźwo... Dlaczego nadal widzę dziwne rzeczy…? – zapytał sam siebie i odłożył pas. Knock podszedł do niego. 
- Nowy sprzęt? - zapytał zainteresowany. Delirium chwilę go obserwował, po czym zaczął szarpać jego strój, udając, że nie wie co to takiego. 
- Zostaw Knocka olbrzymia dziwna ręko! - zawołał z pasją. Knock zaczął uciekać i się wyrywać. 
- Zostaw! To mój strój! - krzyknął Knock. Delirium zdębiał. 
- Ty w tym czymś chcesz wyjść z bazy..? - zapytał modląc się, że to żart. 
- Jasne! 
Delirium wziął kilka butelek BP i udał się na stronę mówiąc, że na trzeźwo się nie da.

Knock jednak nie zraził się reakcją otoczenia i postanowił, że nie będzie się przejmował niezbyt konstruktywną krytyką innych. 
Nagle rozległ się krzyk Jetty. Paweł, Knock i Delirium pobiegli zobaczyć co się dzieje. 
- P... Pająk! - wrzeszczała. - Zabijcie to! Zabijcie! 
Po umywalce chodził sobie malutki pajączek o nieco brązowej barwie. Knock stanął w drzwiach, jednak przez palce swojego kostiumu nie potrafił wejść. Widząc, że to tylko pająk, nawet nie żałował i wyszedł. Wtedy do łazienki weszli Paweł i Delirium. Ten drugi już był pod wpływem BP. Paweł wziął lokówkę i uderzył nią w pająka. Zarówno lokówka jak i umywalka rozsypały się w drobny mak, a pająk spadł i zaczął się poruszać po podłodze. Jetty z piskiem wskoczyła na deskę sedesu. Delirium odepchnął Pawła i wszedł w okruszki porcelany, próbując zdeptać małego drania. 
- Tam jest! Tam! Zabij go! Zabij! Aaa! Ucieka! Zabij! - lamentowała Jetty spanikowana. W końcu Delirium zdeptał stawonoga. Dziwne jednak, że pająk był twardy. Paweł pochylił się nad nim. 
- To nie pająk... - stwierdził podnosząc zwłoki przy akompaniamencie lamentów Beaty. - To robocik. 
Pytanie tylko, co pająk-robot robił w łazience, w Tajnej Głównej Kwaterze Bohaterów.
- Dobra, to ja popracuję nad robocikiem a wy jedźcie na misję. - powiedział Paweł i wszedł do pracowni. Knock poprawił strój i wyszedł. Delirium podszedł do szafki i zaczął się szykować do drogi. Jetty też podeszła do szafek. 
- Widziałaś w co ubrał się Knock? - zapytał rozbawiony bawiąc się rękawem skórzanej kurtki, którą kupił jakiś czas temu z Kimiko Harotą, dziewczyną, która przez jakiś czas była jego sąsiadką. Miał to być sposób na możliwość poderwania jej, jednak coś mu nie wyszło. To wtedy wypił za dużo i niezbyt dużo pamiętał. Wiedział tylko, że Kimiko omija go szerokim łukiem. Kiedy to zauważył stwierdził, że życie na śmietniku to świetny pomysł. I wtedy znalazła go Jetty. Delirium uśmiechnął się sam do siebie. Jednak nie takie złe było życie. Zupełnie nie słuchał co Beata do niego mówiła. Do świadomości doprowadził go trzask mocno zamkniętych drzwi.

 

 

 

 






 

Dziewczyna?

- Ała, ał, ała!  Jak boli!  - jęczał Knock trzymając się za  palec, podczas gdy pielęgniarka zakładała mu bandaż z gipsem. Tak naprawdę to robił to tylko po to, żeby móc pomarudzić. Nie było możliwości, żeby to mogło go boleć. Pielęgniarka jednak cierpliwie pracowała nad gipsowaniem. Jetty stała z założonymi rękami patrząc na działania kobiety w białym kitlu.
- Ciesz się, że to tylko palec. Mogłeś stracić rękę. - powiedziała. Knock zgromił ją wzrokiem. 
- Porwali mnie! Chcieli mnie zabić!  - krzyczał. Jetty przewróciła oczami. 
- Trzeba było nie pukać do drzwi biednej staruszki. - stwierdziła. - To twoja wina, że jej synowie cię zaatakowali. 
Knock zmarszczył brwi. 
- Myślałem, że mnie zabije tą siekierą... 
- ...A ona tylko zaczęła ciąć drewno, bo trzeba było dołożyć do kominka. Fakt, że dziwne jest robienie tego w domu, ale spójrz na to z innej strony. Dali ci domową  nalewkę w ramach przeprosin. - wruszyła ramionami. 
- To fakt. - potwierdził Knock i spojrzał na pielęgniarkę. Chwilę myślał, po czym się uśmiechnął. 
- Umówisz się ze mną?  Przyda mi się pielęgniarka. - zapytał. Dziewczyna poprawiła okulary i odwróciła się od nich bez słowa. Spaliła cegłę, ale tego już nie było widać. 
- Jesteś romantyczny jak brukiew. - stwierdziła Jetty i wyszła ze słowami: - Nie chcę na to patrzeć.

Knock otworzył drzwi siedziby i wszedł do środka. 
- Ej!  Wszyscy! - zawołał. Delirium, Paweł, Jetty, Achilles, Towarzyszka i Fuch spojrzeli na nich. Fuch był kotem i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jego oczy.  Nikt nigdy nie wiedział skąd się wziął. Mieszkał razem z Towarzyszką i tylko czasem wychodził. Knock uśmiechnął się z dumą poprawiając swój ,,zręczny” kostium. 
- Poznajcie moją dziewczynę. - powiedział i się odsunął. Zapadła cisza. 
- Ktoś cię chciał?  - wyrwało się Delirium. 
Najpierw w drzwiach pojawił się żółty kwiatek, a później schylona dziewczyna w okularach przebrana za ogórka. Teraz to już nikt nie wytrzymał ciszy. Śmiali się wszyscy. Nawet Towarzyszka się uśmiechnęła. Knock zrobił zirytowaną minę. 
- Dajcie spokój. 
- Ogórek? Serio!? - zapytał Paweł zwijając się ze śmiechu. 
- Dopasowaliście się!  - podsumowała Jetty. Knock odwrócił się do dziewczyny. 
- Wybacz, Gurke, ale oni nie doceniają naszej wybitności. 
Dopiero teraz zauważył, że dziewczyna też się śmieje. 
- Ona też ma moc!  - powiedział wchodząc na stół. Achilles zmierzył ich wzrokiem. 
- Jaką?  - zapytał. Dziewczyna jak na wezwanie rozciągnęła rękę i wyciągnęła do niego. 
- Rozciągam się. - powiedziała. 
- A czemu ogórek?  - zapytała zaaferowana Jetty. 
- Bo lubię ogórki. - stwierdziła.  
Wszyscy znowu wybuchli śmiechem, bo wydało im się do nieco dwuznaczne.

- Niedobrze...  - powiedział Knock blady, ściskając się za brzuch. - Picie tej nalewki to był błąd...  
Achilles spojrzał na niego. 
- Dziwisz się?  Kto normalny wypiłby nalewkę z drewna? 
- Mówili, że wiśniowe...  - powiedział Knock, ostrożnie siadając na krześle. 
- Wiśniowe drewno nie jest czerwone. Polecam siedzieć blisko łazienki.  - powiedział Achi i wrócił do układania rycerzyków z gumy. 
W tym momencie Knock pobiegł do toalety. 
- Ale go przycisnęło.  - mruknął Achi pod nosem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tajemnica

- Właściwie, to mam pytanie. - zaczął Knock jedząc frytki. Achilles pochłaniał właśnie drugie udko z kurczaka, a Delirium zjadał hamburgera. 
- Jakie?  - zapytał ten drugi z kawałkiem bułki w ustach. 
- Jaką moc ma Towarzyszka? - zapytał. - Jak się nazywa?  Czemu jest Wyższego Rzędu? 
- To już trzy pytania. - odpowiedział Delirium i spojrzał na Achillesa. - Wiesz, ja nic nie wiem, ale w tej organizacji jestem z was najkrócej...  
Achilles zabrał się za trzecie udko.
- Achi, a ty?  - dopytywał Knock. Blondyn westchnął i odłożył jedzenie. 
- Słuchaj, ja nic nie wiem. Jeśli naprawdę chcesz wiedzieć to zapytaj jej samej. Albo Pawła, to on zwykle jeździ z nią na misje. - odpowiedział i wrócił do jedzenia. Knock z niezadowoloną miną zaczął pochłaniać frytki.

Knock poszedł do drzwi prowadzących do pokoju Towarzyszki. Słychać było szepty tak ciche, że nie rozróżniał słów. Głosy też były nierozpoznawalne. Podniósł rękę i zapukał do drzwi. Głosy ucichły. Słychać było tylko jak ktoś szybko zbiera się i podchodzi do drzwi. Knock odsunął się z lekką obawą. Najadł się strachu, ale sam nie wiedział dlaczego. Po chwili drzwi uchyliły się i wyjrzała zza nich twarz. Ciemne włosy kontrastowały z bladą twarzą. Towarzyszka nie wyglądała najlepiej. 
- W... Wszystko ok?  - zapytał czując się jakby miał zaraz uciec. Dziewczyna spojrzała na niego bez wyrazu. Jej tęczówki były szare, co go przerażało. Podejrzewał, że kolor oczu często się jej zmieniał. Mógłby przysiąc, że kiedy widział ją ostatnim razem, miały kolor młodej trawy. Dziewczyna kiwnęła głową. 
- Chciałem zapytać...  Jaką ty właściwie masz moc? - zaczął niepewnie. Źrenice zwęziły jej się ze strachu i chwilę później drzwi znowu były zamknięte. Knocka przeszedł dreszcz. To było straszne przeżycie. Nie miał pojęcia dlaczego tak zareagowała, ale musiała się za tym kryć ogromna, a może i straszna tajemnica. Postanowił, że sam ją rozwikła.

Paweł siedział przy komputerze słuchając muzyki i przeglądając strony z memami, kiedy do jego pracowni wszedł Knock. Paweł doznał szoku. 
- Knock!  Ty nie zapukałeś?! 
Knock niezbyt chyba myślał nad tym wszystkim, bo padł na łóżko blady jak ściana. 
- Co wiesz o Towarzyszce?  - zapytał po chwili Knock, podnosząc się do siadu. Paweł zaczął się zastanawiać. 
- Yyy..  A...  O co konkretnie chodzi? - zapytał. Knock wziął kartkę, którą znalazł pośród panującego tam bałaganu i zaczął pisać. Paweł zerknął mu przez ramię. 
- To pytania, które chcę ci teraz zadać. Muszę je spisać, bo nie chcę ich zapomnieć. Jeszcze przeoczyłbym coś ważnego. - poinformował go Knock. - Pierwsze: Jak ma na imię? 
Paweł usiadł i zaczął myśleć. Naturalnie nie miał pojęcia jak tamta się nazywa, ale pomyślał, że może odpowiedź sama przyjdzie. 
- Nie wiem. - odpowiedział w końcu. Knock zapisał odpowiedź na kartce. 
- Czemu jest Wyższego Rzędu?  - kontynuował. 
- Bo ma wielką moc, bardziej przydatną na trudnych misjach. - odpowiedział Paweł wedle definicji. 
- Jaka to moc? - zapytał w końcu. - Czy to ma związek z szeptami z jej pokoju?  A może tu chodzi o kota?  Zawsze miałem co do niego złe przeczucia. No odpowiedz mi! 
- Yyy...  - zaczął Paweł już dosyć zakręcony od zbyt wielkiej liczby pytań jak na kilkanaście sekund. - Niby nikt nie zna jej mocy... Chociaż czasem ma dziwne zachowanie...  Yyyy...  Gada do siebie i jest ponura...  
Knock już miał załamaną minę. 
- Nawet od ciebie niczego się nie dowiem...  - powiedział. Po chwili zanotował to, czego udało mu się dowiedzieć i powłócząc nogami wyszedł z pomieszczenia. Paweł wzruszył ramionami i wrócił do przeglądania  stron internetowych.

Kiedy to czytacie, zapewne zastanawiacie się: „Kto ustalił granice Rzędów?” Cóż, mówi się, że pierwsi założyciele, tj. Elixac (władza nad grawitacją), Graphic (ukształtowanie rzeczy z organicznych tworzyw w rzeczy codziennego użytku; upiera się, że potrafi zrobić czołg z biodegradalnych reklamówek) i Fusion (dzieli swoje ciało na miliardy małych fragmentów, po czym potrafi wrócić do poprzedniej postaci bez szwanku na zdrowiu; jedyna kobieta w trójce) mieli swoich uczniów, którzy od razu trafili do grupy bohaterów Niższego Rzędu. Kiedy ich awansowano, do grupy dołączyli inni i tak w kółko. Później jednak zdecydowano, że definicję trzeba zmienić, bo nie każdy miał ten sam poziom mocy. Zwierzchnik ich grupy nie był im znany, ale to on przyznawał im rangi, które można podnieść, jeśli misje są dobrze wykonywane. Wszelkie informacje przekazuje listownie. Jetty jest zdania, że to po prostu burak. Cała reszta nie ma zdania na ten temat.

 

 

 

 

 

Bank i nic

- Znowu to samo...  - westchnęła Jetty siedząc na zniszczonym murze przed bankiem. Delirium podszedł do niej. 
- Nadal nie wiemy kto napada na banki. Karmel odpada, bo nigdzie nie widać słodkiej mazi, którą po sobie zostawia...  Szczerze mówiąc, to od bankietu o nim nie słyszałem. - powiedział zerkając na Achillesa. - Ty też go nie widziałeś, prawda Achi? 
Blondyn spojrzał na niego spode łba. 
- Nie jestem gejem. - powiedział i szybko zajął się szukaniem śladów. 
- W każdym razie to też nie Mr. Aloes. Teraz przebywa na  Arubie. Mam nadzieję, że bada wielkie jaszczury od środka i zajmie mu to dużo czasu. Nie sądzę też, żeby to była robota Valkyrii, bo wszystko byłoby porozwalane toporem...  - myślał na głos. Jetty połączyła fakty. 
- Czyli...  To ktoś nowy. Tylko skąd wie, jaki mamy plan?  Za każdym razem albo ucieka szybciej niż się pojawimy, albo zastawia na nas pułapkę i...  Też ucieka...
Paweł podszedł do nich i powiedział: 
- Chyba powinniśmy porozmawiać o robalach.























 

Wróg? Przyjaciel?

- Dobra, teraz w lewo..  - mruczał Achilles pod nosem idąc z Jetty kanałami. Wydostanie się z łazienki było trudne, na szczęście tamci nie byli skłonni do pogoni. Chwała ludziom, którzy wymyślili boczne drzwi do toalety. 
- Słyszysz?  - zapytała nagle Jetty. Oboje zamarli. Ktoś przed nimi zaczął gwizdać. Tunel zdawał się rozdwajać i w jednym z końców widać było blask zielonego światła. Jetty wysunęła się na przód i powoli zaczęła sunąć w tamtą stronę. Achilles złapał ją za nogę. 
- To moja pięta, znajdź sobie własną!  
Achi puścił jej stopę. 
- To może być pułapka. - wytłumaczył. Nagle usłyszeli dźwięki gitary i jak ktoś niewyraźnie śpiewa „Breeze of Modification” grupy Spiders. Jetty przyśpieszyła zanim Achi zdążył zareagować. Po chwili korytarz zaczął się rozszerzać, a światło stawało się coraz jaśniejsze. W zagłębieniu tunelu leżała stara kanapa, a na niej siedział chłopak z gitarą elektryczną. Obok stała lampa wydzielająca zielonkawe światło. Wszędzie było pełno opakowań po słodyczach. Jetty wyszła zza ściany. Nagle chłopak podniósł wzrok. Miał włosy tak samo zielone jak oczy. Teraz był w lekkim szoku. 
- Eee...  To nie tak jak myślisz...  
- Jesteś bezdomnym muzykiem, który kradnie miejski prąd. - stwierdziła oburzona. 
- No dobra, to jest tak jak myślisz. - powiedział i zaczął uciekać. Lampa zgasła, a Jetty zaczęła go gonić. 
- Stój ciołku, w imieniu prawa!  - krzyknęła. Zielonooki pokazał jej środkowy palec, a jego ręka zaczęła świecić. Jetty stanęła w szoku, po czym jednak postanowiła gonić go dalej. Znalazła go siedzącego na starym fotelu, z koroną na głowie i niby berłem w ręce. Całe pomieszczenie rozświetlało zielone światło rozchodzące się od zielonowłosego. 
- Witaj piękna. - rzucił wesoło. - Zostaniesz mą królową? 
- Słaby tekst na podryw. Nawet Achillesa byś nie wyrwał. - odpowiedziała Jetty. 
- Jestem Greenie. Moja moc to nie tylko świecenie. - powiedział i chwycił nagi przewód. Po chwili wydawał się wyglądać jakby kopnął go prąd i byłoby to straszne, gdyby nie to,  że się śmiał. Nagle wszystkie lampy w tunelu zaczęły świecić. 
- Prąd elektryczny jest dużo lepszy, prawda?  - zapytał. Jetty się cofnęła. 
- Nie kradnę go. Ja go tworzę. Wystarczy trochę energii z jedzenia...  Moje ciało zwielokrotnia energię zdobytą podczas trawienia i przetwarza ją w czystą energię elektryczną! - krzyknął i wstał, dumny niczym władca  świata.
Nagle pojawił się Achilles i uderzył go w tył głowy tak, że tamten stracił przytomność. 
- Co z nim zrobimy?  - zapytała Jetty. Achi wziął go na plecy i skierował się w stronę korytarza. 
- Zabierzemy go do bazy. - odpowiedział i ruszył przed siebie. Jetty złapała go za ramię. 
- A co z gitarą? 
- Możesz ją wziąć. Pewnie będzie wdzięczny. - odpowiedział. Jetty wzięła gitarę i ruszyła za nim. Była ciekawa czego jeszcze może się dowiedzieć o tym dziwnym chłopaku.

Zielonowłosy otworzył oczy, jednak trudno mu było przyzwyczaić się do światła panującego w pomieszczeniu. Leżał na czymś, co mogło być kanapą. Po chwili, gdy światło przestało go drażnić usiadł i rozejrzał się po pokoju. 
- Cholera. - wymruczał pod nosem i zaczął masować obolałą głowę.  - Ile ja wypiłem? 
Po chwili wstał i podszedł do stolika, na którym był talerz z kanapkami. To już było bardzo dziwne. Dopiero teraz podszedł do jedynych drzwi w pomieszczeniu i złapał za klamkę. 
- Zamknięte. - stwierdził zaniepokojony. Musiał sobie przypomnieć co zdarzyło się wczoraj. Wyjął z kieszeni napoczętą paczkę żelków i usiadł z powrotem na kanapie. Nic nie rozumiał. Dopiero co siedział u siebie na kanapie i grał, a teraz zupełnie nie miał pojęcia, co się stało. Zgniótł puste opakowanie. 
- Wtedy przyszła ta dziewczyna, pokazałem moce i...  Dalej nic. - mówił sam do siebie. Rozejrzał się raz jeszcze. Dopiero teraz zauważył w cieniu swoją Dianę - gitarę, którą kupił u jakiegoś faceta dwa lata temu. Podszedł do niej i delikatnie obejrzał bojąc się, że ktoś mu ją uszkodził. 
- Co panienko, trzymasz się?  - zapytał gitarę z uśmiechem, kiedy nie znalazł żadnego uszkodzenia. Założył Dianę na ramię i trącił lekko struny. Była idealnie nastrojona, jak zawsze. Nigdy nie pozwalał, żeby wyszła z wprawy. Podszedł do kanapy, usiadł na niej i zaczął grać. Sprawiało mu to tyle radości, że nie zauważył wchodzącego Delirium.
- Świetnie grasz.  – stwierdził bohater, zamykając za sobą drzwi. Zielonooki spojrzał w jego stronę zaniepokojony. Nigdy nie widział tego faceta. Tamten chyba nie wiedział od czego zacząć, więc przejechał ręką po ciemnych włosach. 
- To ty mnie zamknąłeś? – zapytał w końcu zielonooki. Cały czas w głowie chodziła mu myśl:  ,,Nie pokazuj, że się niepokoisz. Masz wszystko pod kontrolą. \\\". Delirium usiadł na stoliku i wyjął notes. 
- Knock mnie prosił, żebym wszystko zapisał. - powiedział tylko. Zielonooki spojrzał w stronę drzwi.  Czyżby było ich tam więcej? 
- Nic na mnie nie macie. - powiedział i usiadł najbardziej luzacko jak tylko potrafił. Delirium spojrzał na niego i uniósł brew. 
- Zadam ci kilka pytań,  a ty czuj się jak u siebie. - powiedział z głupią miną. Czuł się zupełnie jak policjant. - Jak się nazywasz? 
- Zwą mnie Greenie. - odpowiedział. Delirium zaczął pisać. 
- Co robiłeś w kanałach? 
- Mieszkam tam. - odpowiedział szybko. Nie miał ochoty zwierzać się obcemu facetowi ze swojego życiorysu. Delirium kiwnął głową. 
- W sensie..? 
- Wolisz być bohaterem czy złoczyńcą?  
Greenie spojrzał na gitarę. To było dziwne pytanie. Czyżby tamten znał jego moce?  Nie, to niemożliwe. Nigdy nie widział go na oczy. A może to sprawka tamtej dziewczyny?  
Delirium odłożył notes. 
- Słuchaj, ja ci powiem co i jak. Jesteśmy grupą bohaterów. Wiemy, że masz moc i jeśli chcesz, możesz do nas dołączyć. Możemy wyskoczyć czasem na piwo, albo na kilka głębszych, jak kto woli. Ja mieszkałem na śmietniku i jakoś jest mi z nimi dobrze. Pomyśl nad tym. - powiedział i wstał. Greenie obserwował go niepewnie. - Nie czuj się jak więzień. Zostawiam otwarte drzwi, nikt cię nie więzi. My, wykolejeńcy musimy sobie ufać. Zwłaszcza tacy wyjątkowi. - dodał i wyszedł. Greenie wstał i podszedł do drzwi. Zza nich słychać było kilka głosów. Nie wiedział czy to pułapka, ale postanowił zaryzykować i uchylił drzwi. Pomieszczenie było równie dobrze oświetlone. Pośrodku stała ogromna kanapa, a przy niej duży stół. Były trzy fotele przy szafkach, które wyglądały jak te, które widział kiedyś w swojej szkole. Na kanapie siedziała poznana wcześniej dziewczyna z tym blondynem, który z nią był. Facet, który z nim rozmawiał pakował do kieszeni butelki z przeźroczystym płynem. Na oparciu jednego z foteli siedział puszysty, rudy kot. Obserwował go swoimi dziwnie zielonymi oczami z okrągłymi źrenicami.  Greenie poczuł się naprawdę nieswojo. Nie wiedział czego się spodziewać. Delirium posłał mu uspokajający uśmiech. Teraz i reszta spojrzała na niego.
- Cześć, Ciołku. - powiedziała dziewczyna rozbawiona i podeszła powoli do niego. - Jestem Jetty. - przedstawiła się i zmierzwiła mu włosy jak dziecku. Blondyn zawiązał sznurówkę.
 - A ja to Achilles. Reszta powinna niedługo wpaść. - powiedział i podniósł wzrok. 
- Reszta...?  - wymamrotał już niepewnie Greenie. Błękitnooki chłopak, który z nim rozmawiał założył skórzaną kurtkę.
- A mnie zwą Delirium. Obyśmy mieli okazję razem wypić. - powiedział wesoło i wyszedł. Jetty spojrzała za nim. 
- Obyście nie mieli tej okazji. - stwierdziła i usiadła na kanapie. Chwilę później usłyszeli pukanie do drzwi. Jetty przewróciła oczami. 
- Knock, nie musisz pukać do własnej bazy. - powiedziała, kiedy drzwi stanęły otworem, ukazując młodego chłopaka, który mógł być mniej więcej w tym samym wieku co Greenie. 
- Muszę!  Jestem Knock Knock Man! - krzyknął. 
Zielonowłosy cofnął się nieznacznie. 
- Dużo was jeszcze jest?  - zapytał niepewnie. Knock właśnie go zauważył. 
- Cześć!  Jesteś nowy?  Witamy w drużynie! Jestem Knock Knock Man! - krzyknął rozentuzjazmowany. Greenie zrobił głupią minę. 
- Ja...  Ten...  - nabrał powietrza. - Zwą mnie Greenie. 
- Jaką masz moc?  - zapytał Knock obchodząc go,  zaciekawiony jak szczeniak oglądający nową zabawkę. 
- Tworzę prąd i świecę. - powiedział. 
- Stworzysz mi jedną?  - zapytał Knock. Greenie zrobił dziwną minę. Zupełnie nie miał pojęcia o co tamtemu chodzi. 
- Co..?
- No świecę. - powiedział zaaferowany. Greenie zaczął się śmiać. 
- Nie, Knock. Ja nie tworzę świec. Ja świecę. Zobacz. - powiedział i z uśmiechem wyciągnął rękę, która zaczęła świecić leciutkim zielonym światłem. 
- Nie robi wrażenia. - powiedział Knock zawiedziony. 
- To zgaś światło. - polecił mu Greenie. Knock już lekko niezadowolony podszedł do kontaktu i wyłączył, po czym spojrzał na kolegę. Teraz było widać jak mocno tamten świecił. Całe pomieszczenie wypełniało zielonkawe światło. Knock włączył lampy. 
- Super!  Zostaniesz naszą choinką! - wykrzyknął. Greenie przewrócił oczami.
- To nie służy do zabawy. - stwierdził i zaczął grzebać po kieszeniach. Po chwili przypomniał sobie, że resztę żelków już zjadł, więc zmęczony całą sytuacją wrócił do siebie. Postanowił, że dołączy do nich na próbę, a jeśli będą nim pomiatać to odejdzie. Mama byłaby z niego dumna, gdyby to widziała. Z tą myślą położył się na kanapie i zasnął.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nieznajoma...

Greenie siedział na ławce pod przystankiem i grał na Dianie. Nie lubił siedzieć w bazie. Muzyka musi zostać wypuszczona, żeby mogła być szczęśliwa. Żałował tylko, że padał deszcz. Ciężkie krople opadały na daszek i co chwilę rozlegało się zupełnie nierytmiczne pac! Przepłoszył on wszystkich możliwych słuchaczy, co również nie sprawiało, że Greenie mógłby go polubić. Podniósł wzrok i… wtedy ją zauważył. Stała po drugiej stronie ulicy cała przemoczona, mając na sobie płaszcz z kapturem. Widział ją od przodu, rozglądającą się z lekkim niepokojem, a może nawet przerażeniem. Greenie spojrzał znowu na Dianę i wrócił do grania. Zdążył się nauczyć, że lepiej nie zaczepiać kobiet na ulicy. Kiedy podniósł wzrok dziewczyny już nie było, więc wzruszył ramionami i grał dalej. 
- Co to? - usłyszał nagle obok i aż podskoczył. 
- Wystraszyłaś mnie. - powiedział i wstał. Nie miał pojęcia co teraz zrobić. Trzymał gitarę w dłoniach i spojrzał w bok. Nie chciał, żeby go oskarżyła o bycie zboczeńcem, co już od kilku słyszał. Wystarczyło powiedzieć coś nie tak i obrywało się z liścia. 
- Przepraszam. - powiedziała i się odwróciła. Teraz mógł na nią spojrzeć. Płaszcz dziwnie wybrzuszał jej się z tyłu. Chłopak poczuł się naprawdę głupio i usiadł na swoim miejscu. Dziewczyna ruszyła w stronę znaku, kiedy zajechał autobus. Ludzie wychodzili i zaczęli się przepychać. W pewnym momencie jakiś facet wpadł na nią. Greenie już miał zwrócić mu uwagę, kiedy ku jego zdziwieniu, facet przeszedł przez nią jakby nie istniała. Poczekał aż ludzie się rozejdą i wtedy odłożył Dianę, po czym podszedł do nieznajomej. 
- Coś ty za jedna? - zapytał. Dziewczyna spojrzała na niego. Teraz dopiero zobaczył jej twarz. Poza tym, że była rozmyta, po policzku spływała jej krwawa łza. Greeniego aż zmroziło. Cofnął się kilka kroków. 
- Czym ty jesteś? - zapytał czując, że nie powinno go tutaj być. Przeszukał w głowie listę dostępnych bohaterów, jednak ci,  z którymi rozmawiał, byli na misji w banku. Został z nią zupełnie sam. Sięgnął do kieszeni szukając czegoś kalorycznego, jednak nie miał nic, co dałoby mu energię. Z przerażeniem doszedł do wniosku, że jedyne co może zrobić w tym wypadku to uciekać i modlić się, żeby ta go nie goniła. Powoli wyciągnął ręce z kieszeni. Cały czas go obserwowała. Łza zostawiła po sobie czerwony ślad na policzku, jednak cały czas postać była rozmazana. 
- Nie wiem... - w końcu odpowiedziała, wyciągnęła dłoń i na nią spojrzała. Gdyby nie była rozmazana, wyglądałaby całkiem zwyczajnie. Greenie uważnie ją obserwował. Kiedy jednak stała bezczynnie, odważył się kontynuować wywiad. 
- Tylko ja cię widzę? - zapytał niepewnie. Dziewczyna spuściła wzrok.  
- Nie wiem... 
Zielonowłosy chwilę myślał, poszedł po gitarę i założył ją na plecy. Kiedy się odwrócił widział, że dziewczyna odchodzi, więc złapał ją za ramię. Ręka przeszła przez materiał i przez ciało, co przyprawiło go o gęsią skórkę. 
- Zaczekaj... - wydusił w końcu. - Zabiorę cię do bazy. Pomożemy ci... 
Dziewczyna spojrzała na niego i po chwili przeszedł przez nią cień uśmiechu. 
- Dziękuję. - wyszeptała. Miał ogromną nadzieję, że nie był to najgorszy pomysł, na jaki wpadł w całym swoim życiu.

- Więc...  Ona gdzieś tutaj jest? - zapytała Jetty rozglądając się dookoła. - I nic o sobie nie wie? 
Greenie pokiwał głową strojąc Dianę. Obok niego siedziała dziewczyna w płaszczu. Spojrzał na nią. 
- Możesz zdjąć płaszcz. 
Dziewczyna spojrzała na niego i niepewnie zdjęła płaszcz. Okazało się, że był taki wybrzuszony, bo skrywał śnieżnobiałe skrzydła, które wyrastały jej z pleców. Greenie z zaskoczenia zapomniał języka w gębie. Długie jasne włosy spływały jej kaskadą fal na ramiona i sięgały pasa. Wcześniej schowane były pod płaszczem. Miała na sobie różową bluzkę z długim rękawem i jeansowe spodnie, co zupełnie nie pasowało do tych cech wyglądu. Jetty widząc minę Greeniego zaczęła się kręcić po pokoju. 
- Co jest?  Coś z nią nie tak?  No weź, nie widzę jej!  Powiedz coś! 
- Ona ma skrzydła... - powiedział zaszokowany. Delirium powiesił kurtkę, rumiany od krążącego w jego żyłach alkoholu i odwrócił się w stronę reszty. 
- Cześć Jetty, cześć Greenie i dzień dobry... Skrzydlata pani...? - zaczął nieco zbity z tropu. Znowu spojrzał pytająco na butelkę w swojej dłoni. 
- Ty ją widzisz?! - krzyknęła Jetty zirytowana. Delirium odetchnął z ulgą. To znowu nie były majaki.
- Jasne. - powiedział i odkręcił butelkę. - Co ona tutaj robi? 
Greenie odłożył Dianę i schował dłonie między kolana. 
- Ona... Nie wiedziała kim jest, skąd pochodzi...  Pomyślałem, że możemy pomóc.
Delirium kiwnął głową. Nagle coś zaczęło go ciągnąć za nogawkę. Spojrzał w dół. Kot wlepiał w niego swoje ludzkie, zielone ślepia. Chwilę trwało, zanim oderwał wzrok od kota. 
- Wiem, kto może ci pomóc. - powiedział i wziął kota na ręce drapiąc go za uszkami. Wszyscy spojrzeli na niego. Uśmiechnął się. - Fuch mówi, że Towarzyszka.
- To rozumiesz też koty? - zapytała poirytowana Jetty. Delirium pokręcił głową. 
- Nie, ale przecież to oczywiste, że jeśli ktoś zna jakieś tajemnice, to tylko chodząca tajemnica. - odpowiedział i odstawił kota na fotel, na którym ten się skulił i zaczął mruczeć. Reszta pokiwała potakująco głowami, oprócz Skrzydlatej, której znów pociekła po twarzy krwista łza.

 

Rozwiązanie, czy kolejne pytania?

Delirium wszedł do baru. Tego dnia było bardzo mało ludzi. Wyciągnął pieniądze z kieszeni i zamówił whisky. Niewiele go interesowało to, co powiedzą ludzie, kiedy znowu zacznie mu odbijać. Niepokój, który w sobie trzymał nareszcie mógł wyjść na zewnątrz. Wyciągnął notes i zaczął przeglądać notatki. Wiadomo było już, że jest zupełnie nowy złoczyńca. Nikt nie widział jego twarzy, bo nosił gruby, czarny kostium z maską. Ludzie twierdzą, że był to szybki mężczyzna o fioletowych tęczówkach. Kolor nie jest naturalny, więc możliwe, że nosi soczewki. Do tego dochodzi fakt, że nie zostawia żadnych śladów. Zdaniem policji, osoba ta nie zachowuje się jak zwyczajny rabuś, bo czasami napada na domy i niczego nie zabiera. 
Delirium zapisał w notesie: ,,Motyw? \\\". 
- Napad na bank i wymuszenie dostępu do danych z ostatniego miesiąca... Zabójstwo trzech osób... - mruczał pod nosem przeglądając notatki. Wyglądało to tak, jakby ktoś polował na ludzi, którzy mają coś wspólnego z badaniami z Ośrodka Badawczego Proton. Postanowił przy okazji poczytać o życiorysach tych osób. Szybko zapisał tę myśl, żeby mu nie uciekła. Nic więcej chyba nie był w stanie wymyślić, a wolał nie przesadzać w domysłach. Łatwo było o pomyłkę w takiej sprawie. - I pomyśleć, że to ja bawię się w detektywa. - powiedział sam do siebie i upił trochę whisky. Notes zawędrował do kieszeni i miał nie zobaczyć świata aż do wieczora.

Paweł zamknął drzwi swojego pokoju i położył zwłoki pająka na blacie biurka. Zapalił lampkę i skierował jej światło na patykowate truchło, po czym chwycił za pęsetę oraz najmniejszy śrubokręt. Był pewny, że to coś związane jest w jakiś sposób z maszynami. Złapał trupa w pęsetę i podniósł do lampki, uważnie go oglądając. Po chwili zauważył maleńką śrubkę pośrodku odwłoka. Delikatnie ją odkręcił. W środku była zielona płytka z mnóstwem małych kabelków, nieco podobna do małej wersji płytki arduino. Powoli wyciągnął mechanizm z martwego pająka i obejrzał. Płytka połączona była z małym głośnikiem, a na miejscu głowy była malutka kamera wideo. Paweł wyciągnął pudełko po wykałaczkach i wsadził do środka mechanizm, po czym wstał, wyłączył lampkę i wyszedł. W salonie siedział Greenie i grał na Dianie. 
- Gdzie są wszyscy?  - zapytał Paweł. Zielonooki podniósł wzrok. 
- Poszli na misję w banku. Myślą, że uda im się przechytrzyć tego nowego złoczyńcę, co napada na dziwne miejsca. - odpowiedział i wrócił do grania. Tym razem było to ,,Tomorrow\\\" zespołu The Battles. Paweł złapał kurtkę i wyszedł. Musiał im powiedzieć czego się dowiedział.

- Chyba musimy porozmawiać o robalach. - powiedział Paweł. Jetty spojrzała na niego przerażonym wzrokiem. Delirium spojrzał na zegarek.
 - Pogadamy przy okazji, ja muszę jechać, bo ugadałem się ze znajomym odnośnie dokumentów policyjnych. - rzucił i pobiegł w stronę przystanku. Wszyscy chwilę za nim spoglądali, po czym wrócili do rozmowy. Knock cały czas im się przyglądał. 
- Ktoś tu się w kimś kocha! - zawołał nagle patrząc na Jetty. Chwilę później już leżał na ziemi szarpiąc się z Beatą, która go do tej ziemi przygwoździła.
- Zejdź ze mnie! - jęczał. 
- To odszczekaj to! - powiedziała przez zęby. 
- Nie jestem psem! - oponował. Jetty przycisnęła go bardziej. - Dobra, dobra!  Przepraszam!  Zejdź ze mnie!
Jetty puściła chłopaka i poprawiła włosy. 
- Jumbo Jet, powinnaś schudnąć. - wymruczał pod nosem. Oczywiście nie zostało to odebrane zbyt dobrze. 
- Coś powiedział?! - krzyknęła dziewczyna gotowa rzucić się na niego jeszcze raz. 
- Nic, nic. - powiedział Knock poprawiając ubranie. Paweł czekał aż się uspokoją i zaczął:
- Ktoś nas szpieguje. 
Achilles spojrzał na niego z założonymi rękami. 
- To znaczy, że pająki to tak naprawdę nie pająki?  - upewnił się, a kiedy Paweł kiwnął głową, poprawił włosy. - Cholera. 
- To znaczy, że to może być ten nowy zły! - krzyknęła nagle Beata. Reszta milczała. - Co teraz? 
Paweł przejechał ręką po włosach myśląc ciężko. 
- Myślę, że trzeba udawać, że nic nie wiemy i zastawić pułapkę. - zaproponował Knock. Paweł pokręcił głową.
 - Nie da rady. Ten ktoś pewnie już wie, że wiemy. - powiedział. Achilles się wtrącił. 
- Możemy mu podsuwać błędne informacje. Wystarczy umiejętnie to zrobić. Zawsze można udawać, że się poddaliśmy, a później, kiedy straci czujność, zaatakować. - powiedział poważnie. 
- Musimy zapytać resztę. - skwitował to Paweł. - A teraz wracajmy, bo obiad czeka.











Nimfa

Knock zapukał do drzwi pokoju Towarzyszki. Zastanawiał  się, czy to jakiś żart. Wszyscy mówili, że jest z nimi jakaś dziewczyna, ale jej nie widać. Drzwi uchyliły się i wyjrzała zza nich Towarzyszka. Tym razem jej oczy były koloru fiołków. Wyglądała całkiem zdrowo. 
- Przyszedłem, bo prosili, żeby cię zawołać. - powiedział próbując zajrzeć do jej pokoju. Dziewczyna wyszła z niego, zamknęła drzwi na klucz i zawiesiła go sobie na szyi. Knock zdążył zauważyć jak kartka spada z jej szafki. Towarzyszka bez słowa ruszyła w stronę salonu. Knock zawiedziony ruszył za nią. Dziewczyna rozejrzała się, po czym zauważyła Skrzydlatą. Chwilę stała w szoku. 
- Nimfa...?  - zapytała łamiącym się głosem. Wszyscy spojrzeli na nią w szoku. Blondynka w różowej bluzce spojrzała na nią beznamiętnie. Towarzyszka cofnęła się zakrywając twarz dłońmi z przerażenia, widząc krwawe ślady po łzach. 
- Nimfa? - zapytał Greenie. - To ty ją znasz? 
Towarzyszka podeszła do kanapy i wyciągnęła rękę. Skrzydlata spojrzała na nią i po chwili niepewnie wystawiła swoją. Tym razem jej rozmazana postać nie przeszła przez dłoń dziewczyny. Wszyscy,  którzy to widzieli, byli zaskoczeni. 
- Kim jesteś?  - zapytała Skrzydlata czując, jak łzy znów zbierają jej się pod powiekami. 
- Jestem... Jestem twoją siostrą... - wyszeptała Towarzyszka i ją przytuliła.
- COO?! - zawołał nagle Knock biegając naokoło. - Siostrą?!  Ale jak to?!  Co?!  
Delirium usiadł w fotelu i wziął kota na ręce. Nie umiał pomieścić tego w głowie. Nie spodziewał się tego. Greenie patrzył na nie myśląc ciężko. Dopiero teraz zauważył podobieństwo. To była naprawdę dziwna sprawa. Skrzydlata wyglądała na równie zaskoczoną jak on sam.
- Jak to..?  - zapytała dziewczyna cicho. Towarzyszka odsunęła się na chwilę. 
- Niczego nie pamiętasz, prawda?  - zapytała ze smutkiem w oczach i kiedy tamta pokręciła głową wstała, trzymając ją za dłonie. - Spokojnie, to normalne w twoim teraźniejszym  stanie... - wytłumaczyła. Greenie starał się zapanować nad emocjami. Dopiero po chwili udało mu się wydobyć z siebie głos. 
- Jak to...  W jej stanie..? - zapytał. Towarzyszka spojrzała na niego. Fioletowe oczy wydawały się bardzo smutne. 
- Nimfa jest półduchem. - powiedziała i znów zwróciła się w jej stronę. - Chodź ze mną, pomogę ci. 
Skrzydlata niepewnie wstała i spojrzała na Greeniego, który teraz był zupełnie blady i wyglądał, jakby zaraz miał stracić przytomność. Łza znowu wypłynęła jej na policzek. Chwilę później już szła w stronę pokoju Towarzyszki. Kiedy drzwi się za nimi zamknęły, w salonie zapadła głęboka cisza. Delirium wstał i podszedł do Greeniego trzymając kota na rękach. 
- Wszystko dobrze?  - zapytał. Zielonowłosy przejechał dłońmi po twarzy i pokręcił głową. Delirium wyciągnął butelkę BP z pasa i mu podał. 
- Masz, poczujesz się lepiej. 
Greenie jednak pokręcił głową. 
- Nie chcę pić. - powiedział nadal wstrząśnięty. Po chwili poczuł ciepłe i miłe futerko kota na rękach. 
- To trzymaj kotka. - powiedział Delirium i otworzył butelkę. - Ja stanowczo muszę się napić.

Towarzyszka otworzyła drzwi i weszła do środka, po czym poczekała aż jej siostra do niej dołączy. Kiedy drzwi się zamknęły, usiadła na podłodze. Nimfa zrobiła to samo czując się coraz bardziej niepewnie. Wokół nich krążyły zbiory białej zawiesiny w powietrzu. Towarzyszka spojrzała na nią ze zrozumieniem. 
- Nic ci nie zrobią. Pozwalam tu być tylko tym, które są dobre. Te złe przychodzą tylko, kiedy je zawołam. Nie wiem czemu, ale mnie słuchają. - wyjaśniła wyjmując spod łóżka fioletowe pudełko po butach. Skrzydlata uważnie obserwowała każdy jej ruch. 
- A czym są?  - zapytała niepewnie. 
- To duchy. Czasem przychodzą. Staram się im pomagać, a one odwdzięczają się tym samym. Chronią to pomieszczenie przed obcymi. 
- Czy ja... Też taka będę? - dopytywała. Towarzyszka wzięła ją za dłoń. 
- Nie, siostrzyczko. Ty jesteś półduchem. To znaczy, że jesteś jednocześnie żywa i martwa. Czasami spotykam takie stworzenia. - odpowiedziała z pocieszającym uśmiechem. Nimfa spuściła wzrok i spojrzała na swoje dłonie. 
- Czemu nie mogę dotknąć innych? 
- Bo nie mają wrodzonego daru kontaktu z istotami nadprzyrodzonymi. Jedynie nieliczni mogą cię zobaczyć. 
Skrzydlata objęła się ramionami. Po jej policzku spłynęła kolejna krwawa łza. 
- To... Kim ja jestem? - zapytała i spojrzała siostrze w oczy. Towarzyszka podsunęła jej pudełko. 
- Tutaj znajdziesz odpowiedzi. 
Skrzydlata podniosła wieko pudełka. W środku było wiele rzeczy, ale najbardziej wyróżniał się ciemnoniebieski zeszyt. Wyjęła go i ostrożnie położyła na kolanach. Dopiero po chwili otworzyła i zaczęła czytać. 
- Znalazłam to w dniu, w którym zniknęłaś. - dodała Towarzyszka ostrożnie.

22 kwietnia
Och!  Jest cudownie!  Byłam dzisiaj z siostrą na lodach i spotkałyśmy Dorotę.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 459  |  Dodano: 2017-10-04 10:16  |  Punkty od użytkowników: 5.00
Komentarze
Zobacz również
I wołanie do Ojczyzny.
poezja 2017-11-21 20:53
21.listopad.2017r           
Ty zawsze przy mnie stój
opowiadania 2017-11-19 18:24
Nie wiedział jak to możliwe, ale miał przed sobą największego wroga i najlepszego przyjaciela w...
Samotność
poezja 2017-11-18 18:11
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com