aluke
liczba publikacji: 2
liczba punktów: 28

Nikt tak pięknie dzisiaj listow nie pisze.

 

 

Listy. Najlepiej w życiu ma Twój kot. Wisława Szymborska, Kornel Filipowicz, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016.

 

Okładkę tej niezwykłej, przeszło 440-stronicowej książki, zdobi odbitka fotografii Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza, ”zapożyczona” z filmu Szklana kula (z r. 1972), nb. obrazu, do którego scenariusz, razem ze Stanisławem Różewiczem, napisał, właśnie, Filipowicz. Szymborska na tym zdjęciu jest szczęśliwie uśmiechnięta; ubrana w kolorowej sukience, z białymi koralami na szyi; na kolanach trzyma białą torebkę. On, Kornel Filipowicz - z papierosem w ręku, w białej koszuli z krótkim rękawem; wąs, patrzy zwrócony w prawą stronę na swoją towarzyszkę; jest raczej poważny. Na ostatniej stronie okładki napis wielkimi literami: ”Niepublikowane listy niezwykłej pary” oraz wyimki ocen książki. Na końcu zbioru „Indeks osób” zawierający ok. 450 nazwisk, wśród nich nazwiska wielu pisarzy, poetów, filmowców, działaczy politycznych, przyjaciół, oraz historyków literatury, redaktorów gazet, jak też nazwiska osób szerszemu ogółowi mało lub zupełnie nieznanych. Wiele nazwisk wymienianych jest w listach tylko z pierwszej litery, co wydawca skrupulatnie wyjaśnia w tekście zamieszczonym niżej listu (podobnie czyni z wieloma innymi, które mogą dla czytelnika być kłopotliwe w identyfikacji). Tom zamyka „Posłowie” Tomasza Fijałkowskiego oraz słowo „Od wydawców” autorstwa Tomasza Fijałkowskiego i Sebastiana Kudasa.

Tytuł książki („NAJLEPIEJ W ŻYCIU MA TWÓJ KOT”) wydawca zaczerpnął z listu Wisławy Szymborskiej do Kornela Filipowicza.

 

Przypomnijmy, pisarz był miłośnikiem kotów; jednym z nich była kotka o imieniu Kizia. Szymborska w momencie tęsknoty (a było tych chwil co niemiara) napisała do niego w jednym z listów: Najlepiej w życiu ma Twój kot. Po śmierci pisarza poetka napisała wiersz Kot w pustym mieszkaniu, gdzie czytamy m. in.: Umrzeć - tego się nie robi kotu. /Bo co ma począć/w pustym mieszkaniu. (…) (Słychać kroki na schodach, /ale to nie te. /Ręka, co kładzie rybę na talerzyk, /także nie ta, co kładła. (…) (Ktoś tutaj był i był, / a potem nagle zniknął/i uporczywie go nie ma (…).

W dobie elektronicznej wymiany korespondencji omawiany tu zbiór listów dwojga sławnych pisarzy polskich jest wydarzeniem literackim, (nad którym warto się chwilę zatrzymać. Przypomnijmy: ona - sławna Noblistka (rok 1996), (laureatka licznych nagród, (odznaczona wieloma medalami, autorka licznych tomików i zbiorów poezji, felietonistka; on - mistrz krótkiej formy prozatorskiej, autor wielu zbiorów opowiadań, ale też i poeta. Ona, (przed bliższą zażyłością z Filipowiczem, związana do r. 1954 z poetą Adamem Włodkiem; on - dwukrotnie żonaty, najpierw z artystką Marią Jaremy, następnie z Marią Próchnicką.

 

Pierwszy list w zbiorze pochodzi z 18.04.1966 r. i napisany został przez Kornela Filipowicza; brzmi następująco: „Ten skromny przyczynek do małpologii proszę przyjąć od Kornela Filipowicza”, i dopisek drobnym drukiem wydawcy: „W kopercie także trzy zdjęcia małp z krakowskiego zoo i rysunek długopisem zatytułowanykwiatek od mężczyzny” (Filipowicz był zawołanym fotografem, skrupulatnie katalogującym swoje zbiory; w listach nierzadko spotkać też można rysunki pisarza nawiązujące do przedstawianej w korespondencji sytuacji, zdarzenia, jak też wycinki z gazet, widokówki z dorysowanymi „dymkami”, odbitki kopert, listów, widokówek itp., co dodatkowo czyni ten zbiór bardziej atrakcyjnym graficznie; są to epistolarne kolaże, taki swoisty design tej korespondencji). Listy Filipowicza są, w odróżnieniu od korespondencji Szymborskiej, z reguły bardziej rzeczowe, miejscami nawet - sprawozdawcze, chociaż i jemu nie brakuje w niektórych z nich poczucia humoru i chłopięcego niemal uniesienia, tak charakterystycznego dla poetki. Pierwszy list Szymborskiej w zbiorze pochodzi z r. 1968 (22 I 1968) i utrzymany jest w tonie, jak zresztą niemal wszystkie listy poetki, żartobliwo - dziewczęcej znajomości, z elementami humoru, dowcipu i dystansu do siebie, ale i do ludzi spoza jej kręgu dobrych znajomych; list ten brzmi następująco: ”Panie Filipowicz! Osoba z którą się Pan zadajesz to nawet nie wie gdzie ryba ma głowę a gdzie ogon. Zastanóf się Pan czy taka znajomość nie kompromituje uczciwego rybaka. Przyjaciel” (list z celowo popełnianymi błędami ortograficznymi i interpunkcyjnymi, nawiązujący do pasji Filipowicza, jakim było wędkarstwo). Przypomnijmy-poetka ma już wtedy 45 lat, zaś autor Romansu prowincjonalnego - 54; jest to zatem para kochanków już w pełni dojrzała, a nadto - pisarze o utrwalonej wówczas sławie mistrzów pióra. Wymiana listów kończy się na roku 1985. Ostatni w zbiorze korespondencji list Szymborskiej do Filipowicza, datowany 15 października 1985 r., jest, jak setki innych listów, zatytułowany ”Kochany Kornelu”, i jak zawsze - mówi o niezmiennym uczuciu miłości do niego („Życzenia Urodzinowe przyjmij od swojej Entuzjastki, Wielbicielki, Adoratorki, Amatorki i Ochotniczki - Wisława” - czytamy).

Nie zawsze listy obojga są adresowane wprost - do siebie, jako „Wisława” i jako „Kornel”; niekiedy przyjmują one formę mistyfikacji, do czego się niekiedy chętnie uciekali. Czasami owa żartobliwa polszczyzna przybiera postać korespondencji kogoś ze sfer wyższych z dawnych czasów (wiek XIX); ona pisze wtedy do niego stylizowaną polszczyzną, np. jako Heloiza Lanckorońska, on zaś - jako Eustachy Pobóg - Tulczyński. Mistrzostwo epistolarnego kunsztu, widoczne zwłaszcza u poetki, obserwujemy, gdy Szymborska pisze do niego jako Marianna-Amerykanka z polskim korzeniami, lub też w listach wymyślanych przez nią kobiet rzekomo molestujących jej „Kochanego Kornela” (gdy tymczasem ona tęskni tam za nim w zimnym Zakopanem). Jest to zatem, jak napisano - „gra masek i ról, korowód fikcyjnych postaci”.

Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz spędzili ze sobą ponad dwadzieścia lat, ale nigdy razem nie zamieszkali. Jak się wyraziła obrazowo poetka-”Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie”. Listy pisali do siebie w chwilach rozłąki, gdy on np. spędzał np. wiele dni na spływie rzecznym ze swoimi przyjaciółmi (np. Julianem Przybosiem, Arturem Sandauerem czy Tadeuszem Różewiczem) lub na wyprawie wędkarskiej nad którymś z polskich jezior; a ona, gdy (najczęściej) przebywała z Zakopanem, czy to na wielomiesięcznej kuracji w sanatorium nauczycielskim „Ciągłówka”, czy później, gdy spędzała czas na kilkudniowych pobytach w Domu Pracy Twórczej w willi Astoria. Najliczniejsza korespondencja w zbiorze listów pochodzi z roku 1968, kiedy Szymborska przebywała na wielomiesięcznym leczeniu płuc w Zakopanem. Większość listów Filipowicza jest nadawana z Krakowa, gdzie pisarz, jak zresztą i poetka, mieszkał, pracował i gdzie też opiekował się przez lata chorą matką.

Treścią listów dwojga pisarzy były najczęściej sprawy banalne, ale i poważne, te, którymi żyli w tych latach Polacy; np. uciążliwe kolejki za żywnością, papierosami; pogoda, choroba kogoś bliskiego, oglądane filmy, programy telewizyjne, wędkarskie sukcesy (lub porażki) Filipowicza, kondycja Kizi; czasami piszą do siebie o cenach produktów żywnościowych, rzadko - o swoim warsztacie pisarskim, sporadycznie o twórczości kolegów literatów, wydarzeniach kulturalnych, politycznych, czytanych pismach literackich (m. in. Dialogu). Niekiedy wymiana listów dotyczy ich twórczości (chociaż rzadko). Szymborska swoje wiersze nazywa „wierszykami” („Jeden nowy wierszyk robi się, ale z przerwami”, ”W sferze ducha-trochę popycham dwa wierszyki, a poza tym przeczytałam Nostromo Conrada, w tłumaczeniu, od którego włos staje na głowie”.). Szymborska w życiu prywatnym, jak też i w swojej twórczości, nie stroniła od żartu, pogodnego, ale i niekiedy uszczypliwego stosunku do życia, co i w listach tu omawianych wyraźnie się uwidacznia. W „karteczce” z Zakopanego do „Kochanego Kornela” zamieszcza, „dla rozweselenia”, fraszkę Stanisława Jerzego Leca - Znam takich paru - co są szmatami z pięknego sztandaru” z dopiskiem „O ile jest to fraszka wesoła” (była to aluzja do sytuacji politycznej, narosłej wokół inwazji na Czechosłowację w r. 1968 tzw. „bratnich armii” Układu Warszawskiego). Innym razem przywołuje w liście Wiecha, którego cytuje z Zakopanego: ”W Zakopanem jest ładnie, tylko szkoda, że góry widok zasłaniają”. W roku 1976 poetka, z wycieczki do Ludzimierza, przesyła Kornelowi Filipowiczowi - przepisaną z „wygódki” - tercynę: Tu się siedzi nie kucęcy. /Bo kto srać chce nie siedzęcy/Osro deskę samochcęcy; i uwaga poetki: ”jest to piękna tercyna, i ten kto ją ułożył, powinien zabrać się do przekładów Dantego. Całuję! W.”. Poetka chwilami jest wściekła na otaczającą ją rzeczywistość. Np. pisze o autobusie, którym wracała z Zakopanego do Krakowa:” (…) autobus był z czasów ślubu Mieszka I z Dąbrówką (…) wszyscy myśleli, że się rozleci zaraz, ale dopiero w Szczawnicy odpadło mu koło (…)”. O jej krytycznym widzeniu rzeczywistości polskiej lat 80-tych niech świadczą następujące fragmenty listów do Filipowicza (jest październik roku 1981): „Na październikową kartkę dostałam już 1 i ½ kg cukru. Udało się już wykupić 60 dkg mięsa I gat., ale to czysty przypadek (…). Od Danusi Zielińskiej przy kupnie 3 m gumki do majtek zażądano dowodu stałego zameldowania”. (…) Do tej koperty wkładam środek z kartki cukrowej, na który podobno można dostać kawałek mydła (…) to mydło wydają tutaj tylko stałym mieszkańcom (Boże Boże!) ”, „Ryb nie ma, (…) kolejki stumetrowe”. Filipowicz w listach jest bardziej rzeczowy i mniej skłonny do humorystycznych relacji. Styl jego listów jest czasami rzeczowy, niemal sprawozdawczy (np. w październiku 1978 r. pisze: ”Kupiłem sobie spodnie 69 złp. Ucałowania - Kornel”. Lub gdy wymienia w punktach, co się ostatnio wydarzyło w Krakowie („1. Stanisławowi R/óżewiczowi/ podobają się Twoje wiersze w Twórczości (A mnie nie dałaś przeczytać)”, ”2. Pomidory szybko dojrzewają, do października będzie już po pomidorach”. Ona - wylewna w swych uczuciach; on mniej, bardziej powściągliwy w wyznaniach, chociaż równie zakochany („Ściskam Cię bardzo mocno - Kornel”., ale dość często - ”Droga Wisławo!”). Wybór Karola Wojtyły na papieża pisarz skomentował następująco: ”Kochana Wisławo, po wyborze Wojtyły na papieża zaczynam wierzyć w cuda”. O swojej udręce jako redaktora Pism napisał: ”Mam cholerną korbę w redakcji. Czytanie, czytanie - bez końca”. W listach pojawiają się też nazwiska osób nie zawsze lubianych przez obojga (np. Machejek, redaktor Życia Literackiego) obok tych, których darzyli szczerą sympatią (np. Ewa Lipska, Adam Włodek, ale też pani Lodzia, sprzątaczka u poetki). Z listów wynika, że Szymborska nie lubiła za bardzo spotkań z tłumaczami jej wierszy, jak też z działaczami wszelkiego maści; wolała krąg sprawdzonych ludzi, przyjaciół. Obcy, tłum ją przerażał.

Najbardziej jednak zajmującą cechą korespondencji Szymborskiej i Filipowicza są ich wyznania miłosne, wyrażane niemal w każdym liście, na każdej karteczce widokowej, czego przez te długie lata „rozłąki”dawali wyraz wielokrotnie. Dostrzegamy to zwłaszcza w sposobie tytułowania i kończenia korespondencji (w czym zwłaszcza celuje poetka). Szymborska najczęściej zaczyna swoje listy słowami: „Kochany Kornelu!”, ale też bardziej wyszukanymi zwrotami w rodzaju: „Kornelu I Chrobry!”, ”Kochany Mój”, czy też - „Najpiękniejszy!”, ”Mój Najważniejszy Najlepszy Najmądrzejszy!” (bez przecinków, bo to jakby jedno- „trzy w jednym”), „Kornelu Wybitny!”, lub też - „Mój Kochany Kornelu! Najlepiej w życiu ma Twój kot, bo jest przy Tobie”. Równie bogatą inwencję epistolograficzno-stylistyczną odnajdujemy w słowach kończących listy; oto niektóre przykłady: ”Całuję Cię BARDZO-Wisława”., „Obejmuję Cię mocno - Twoja W.”, „Jesteś mi jednakowo drogi czy chory czy zdrowy.”, „Kocham Cię niezależnie od wszystkiego”., ”Całuję Cię w dowolnie wskazane miejsce - W.”, „Czy wolno mi ucałować Cię?”, „Kochany Kornelu! przesyłam Ci jako najpiękniejszemu ze ssaków chronionych (…)., ”Przykładam policzek do Twoich pleców i zupełnie Cie nie zdradzam. Wisława”, ”Bardzo tęsknię za Tobą. Rano jeszcze pół biedy, bo trzeba pracować, ale pod wieczór Twoja nieobecność staje się dramatyczna. Czy nie będziesz mieć nic przeciw temu, że będę o Tobie myśleć nadal?”, „Całuję Cię bardzo mocno nie po siostrzanemu”, „Kocham Cię. Było mi z Tobą bardzo dobrze.” itd., itp. Zatrzymajmy się na chwilę przy tym ostatnim wymienionym znaku miłości poetki. „Było mi z tobą bardzo dobrze”. Tak zazwyczaj mówią do siebie kochankowie po upojnej nocy miłosnej. Niejeden z czytelników mógłby w takiej chwili zadać pytanie o sprawy bardziej intymne tych dwojga kochanków. Z niektórych listów (zwłaszcza Filipowicza) można się wiele domyślać co do tej sfery ich kontaktów. O tym w listach wprost nie ma ani słowa, oboje byli wierni zasadom „dobrego wychowania”, nawet w listach; ale uważny czytelnik to i owo może z korespondencji wyczytać. Np. w lipcu 1973 r. Szymborska odwiedza Filipowicza na wędkarskim biwaku. Po jej wyjeździe pisze w liście: „Dziś w nocy zbudziłem się i byłem bardzo zdziwiony, że Ciebie nie ma w namiocie (…).”; z kolei poetka, rok później żałuje, że „Ukochanego Kornela” nie ma przy niej w Zakopanem, bo akurat zwolniła się „kwatera” z dwuosobowym pokoikiem… W jednym z listów pisarz opowiada „Drogiej Wisławie” swój niedawny sen: ”Sen miał wszystkie cechy spraw, które rozgrywają się między kobietą a mężczyzną. Nie lubię (i nie zamierzam) pisać pornograficznych listów, więc powiem Ci, że masz bardzo piękne piersi (…) ”.

Listy Filipowicza i Szymborskiej są przykładem ich wielkiej kultury literackiej i zarazem sporego dystansu do siebie, innych, ale też i do swoich uczuć. Niejednokrotnie w ich korespondencji natykamy się na sceny udawanej zazdrości, co sprawia, że styl listów przypomina wówczas sceny fikcyjnych zdarzeń. Oto poetka, wiedziona udawaną zazdrością o uczucia innych pań do „Pięknego Kornela”, pisze: ”Kochany Kornelu! Już pewnie jesteś otoczony gronem pań skłonnych do uszczęśliwiania Cię na wszystkie sposoby. (…) (Teraz już możesz wracać do swoich pań, ale nic im nie obiecuj, błagam! W.”, „Zlikwiduj na czas wszystkie romanse, poobiecuj alimenta komu trzeba, wymieć z domu wszystkie damskie pourywane podwiązki (…) dokończ opowiadania (…)”., „Czy nie odwiedzają Cię aby za często jakieś poetki? Jak już, to tylko przyjmuj je przed południem, bo po południu gaśnie światło”, ”Widziałam Janeczkę na Krupówkach z fatalnie podbitym okiem. Bardzo ciekawe”, „Janeczka już nie pracuje w rozlewni wódek” (są to aluzje do rzekomych rywalek pisarza, o które miałaby być poetka zazdrosna). Ale i Filipowicz w listach nie był dłużny przekomarzającym dygresjom, gdy np. zmyślał imiona aktorek filmowych, podobno rywalek pani Wisławy.

Szymborska dysponuje wieloma niebanalnymi określeniami swych uczuć, w czym na pewno góruje nad Filipowiczem. Pytanie tylko: na ile są to wyznania szczere, na ile zaś jest to gra stylistyką poetycką? Myślę, że jedno drugie po trochu. Odnosi się nie tylko do poetki.

Oboje jednak wykazywali się w listach wzruszającą troską o siebie: czy któremuś z nich nie jest za zimno, czy mają co jeść, jak się czują; czy „ona” ma dostateczną ilość widokówek (przeważnie przedwojennych, specjalnie kupowanych w antykwariatach przez Filipowicza); czy biorą ryby w czasie wędkarskich wypraw; jak się czuje pani Filipowiczowa; czy kwiatki podlane na balkonie itp. We wrześniu 1976 r. autor Pamiętnika antybohatera pyta Szymborską, czy nie wysłać jej cieplejszego „okrycia (płaszcza, swetra?), bo ziąb się zrobił okrutny, a w Zakopanem jeszcze zimniej! Dzwoń, mogę wysłać ekspresem. K.” Ona z kolei z Krupówek pisze, że w sklepiku z wiatrówkami widziała buty, „takie do kostki, dla Ciebie na zimę”, i zaraz obok prośba o… podlewanie „czasami kwiatka” i szczypiorku, które rosną u niej na balkonie w bloku w Krakowie, oraz o tym, że myślała w ciemności o nim, że bardzo go kocha i czeka na niego w Zakopanem… Taki trochę miszmasz spraw, uczuć, pragnień - do załatwienia; ale w sumie - jakże wzruszający i po ludzku zwyczajny. Po lekturze listów w omawianym tu zbiorze mogę stwierdzić, że każdy z nich był niezwykle interesujący, osobisty”, ale zarazem każdy inny; niezmienne były tylko słowa miłości, uwielbienia i troski towarzyszące niemal każdej korespondencji omawianego tu zbioru. Są to prawdziwe perełki epistolograficznego mistrzostwa dwojga pięknych postaci naszej literatury.

Edward Kula

 

 

 

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 154  |  Dodano: 2018-04-12 15:22  |  Punkty od użytkowników: 0
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!

Zobacz również
Ecce homo
poezja 2018-04-18 23:10
Teizm, ateizm, teina, amfetamina. Dla każdego jego opium.
Zawsze będziemy mieli Paryż
poezja 2018-04-16 00:34
Może grafomania, ale prosto z serducha, bez przygotowań i prób, wersja \"mint\". Kamera,...
Ona
opowiadania 2018-04-13 22:11
Witam, Postanowiłem umieścić na tej stronie mój tekst,.który napisałem na szybko....
„Idąc” Krzysztof Mich
Recenzja | 2018-01-17 17:15
Małgorzata Południak
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com