Dobro pachnie – impresja po lekturze "Pełnej krwi" Łukasza Jarosza

autor: Kinga Weronika de Walla
liczba wyświetleń: 4932 razy
Dobro pachnie – impresja po lekturze

Przejmuje mnie myśl, że słowo nie wystarczy…

Zbliżyłam się do ziemi. Pola, spracowane dłonie rozrywające grudy, twarde jak noc i trudne jak czerń bezsennego nieba. Nagi księżyc, niema gwiazda. W oddali łany zakryte płachtami albo wspomnieniem. Żywa pamięć, kaleki los. Dzwon pobożny niczym pełna studnia. Cisza zatopiona w lodowatej wodzie, nadzieja, dar. 

Ziemia chłonie krew i łzy. Matka chrzestna, odwieczna bogini, naga i syta. Skruszałe od starości dłonie, od dawna zbolałe. Z ziemi czerpią siłę i drgają usta pełne zrozumienia. Tam jest inny świat, odwrócone niebo - gdzie jego Bóg? Modlitwy.

Ziemia rodzi i dzieli, poróżnia, szepcze, przygarnia, nawołuje. Mój drugi dom, pierwszy trop. Szlak nieprzetarty, mój gniew. Wczepione palce, wrośnięte dłonie, w ten los, w trudny czas. Przepaście. Napełniam garście piaskiem, nad ranem zmienia się głos. W „szklanej głowie” pogłosy wiatru, w ogniu szeleści pieśń. 

Ziemia – dom – modlitwa – czas – przestrzeń – mrok – pamięć. Ziemia, jej świadomość. Mój wewnętrzny rytm. Moja krew, krew pełna. A „wiersze są nieme”.

Trudno jest napisać o tym, co siedzi tuż pod skórą, trwa niczym wtórny oddech, rozumny szept. Rozumienie własnego losu, historii i tajemnicy minionych – odebranych we wspomnieniach bliskich - wydarzeń, pozostaje w myśli, tej najbardziej teraźniejszej, jako dopełnienie i wyznaczona sobie misja. Pragnienie ujęcia całości, pokazania mapy jednego z istnień, swojego szlaku wśród pól, swojej grudy ziemi, miejsca gdzie spala się i łączy w jedno każdy wers, akapit, kolejna strofa. Miejsca wzrastania i pamięci, i miejsca, które wiążą opowieści innych. Losy podzielone przestrzenią, jak głosy w jednym chórze, o różnych barwach i czystości. „Jeszcze nigdy moje usta nie były tak blisko ziemi” – chcę tak powiedzieć, lecz moja historia nie sięga tamtych korzeni. Choć czas w tej lekturze przeistacza się w jedną płaszczyznę, prawomocny na wszystkie strony, w skupieniu pojedynczych zdań. Wczoraj i dziś, i kiedyś, jest tak samo ważne jak to, co przyniesie jutro. Continuum „świąt, popiołu i oklasków”, bo echo wieńczącej tomik „Elegii” nie może trafić w próżnię.
Wiersze Łukasza Jarosza zebrane w tomie „Pełna krew” są takim właśnie skupieniem obrazów tworzących własny, odrębny, tętniący i żywy świat. Reminiscencje przenoszą bowiem czytelnika w inny wymiar tego samego, znanego mu tragizmu dziejów, odkrywając kolejne dno w kartach historii – dojmującego zimna, głodu, ludzkiego okrucieństwa, zachowań wobec krzywd i konfrontacji z czysto ludzkimi odruchami w obronie życia itd. Poruszająca liryka, która otacza komentarzem świadomego siebie, swojej historii i swojego miejsca na ziemi, każdą zamkniętą w strofie cząstkę szerokiej perspektywy, w której własne miejsce odnajdują zarówno zwierzenia sąsiada („Patrzyliśmy, jak ich biją i oblizywaliśmy usta”; „siedziałem wewnątrz czołgu wycierałem twarz prześcieradłem”; „Leżeliśmy w wąskiej nocy, jedliśmy liście”), jak i pełne uczucia spojrzenia wstecz, sięgające do miejsc, które wyznaczają pojedyncze punkty, zapamiętane w biegu lat („Patrz, zrobiłem z dłoni budkę, niosę w niej owada, puchatego motyla.”; „Obudzili mnie ci, którzy mnie kochają. Myjemy ręce, zasiadamy do stołu”; „My, głębokie dzieci, gryźliśmy gorzkie pestki, zlizywaliśmy sok z palców…”). 

Każdy taki komentarz wyraża konkretną w wymowie, twardą, mocną i bardzo indywidualną poetykę, stanowiącą specyficzne w tym tomie status quo autora. Wrażenie nieodwracalności losu jest bardzo wyraziste, skupione w prostych – i przez to jeszcze bardziej wymownych – frazach, które niczym cienka, ostra igła kłują i wwiercają się w wrażliwą myśl odbiorcy: ”tylko śmierć jest sprawiedliwa”; „jestem jak pokarm wyrwany ziemi”; „płacz jest szybki, w środku”; w ustach powoli rozsypuje się dom”; „ciemność pełna kamieni”; „pochyl głowę na wiatr”; „zaczyna się dekorowanie ciemności” itd. W wierszach, jak w przywołanych krajobrazach, przedstawionych scenach pamięci, nie ma miejsca na pustkę. Tutaj każda cząstka własnego i obcego doświadczenia ujęta jest w konkretnym znaczeniu, słowem pełnym, jak pełna jest krew, jak kompletny jest człowiek.

Przy czym zachodzi tu pewna komplementarność, bowiem do pełni istoty człowieczeństwa niezbędny jest czynnik, którego ludzka natura już się nie wyzbędzie. Obok dobra istnieje zło, obok nadziei strach, naprzeciw łagodności pojawia się gniew, ujawniający mroczną drugą stronę człowieczeństwa („Widzieliśmy wszystko przez lufcik. Zostali zaciągnięci pod stertę prętów i rynien. Patrzyliśmy, jak ich biją…”; „Ci z boku nie wytrzymali: strzelali na oślep, też do tych, co chcieli się poddać.”; „ciemne postacie obwiązują nogi szmatami/z siekierami zbliżają się do gospodarstw”)… Pełna krew. 

Ponad warstwą wspomnień i przytaczanych opowiadań, rozlega się równie szeroka płaszczyzna codzienności, której rytm wiąże się ze zwyczajnymi czynnościami człowieka, żyjącego na wsi. Jawi się ona jako miejsce szczególne, wiążące człowieka silnym poczuciem przynależności. Jest to wieś, której życie i przemiany podlegają obserwacji, jednocześnie wciąż budując swoim rytmem przystań dla życia rodzinnego („Nalewam wodę do wanny, by wykąpać córkę. Rano na jej roczek pompowałem balony…”; „Żona przynosi mi obrączkę, którą zostawiłem na umywalce…”; „Odcinam z chleba papierową etykietę piekarni, zsuwam palcem z noża kawałki pokrojonych warzyw.”), a także dla odradzających się w pamięci obrazów młodości („Pewnego wrześniowego dnia nie mieliśmy lekcji i z wychowawczynią poszliśmy zbierać buraki pastewne”; „Gdy byłem mały, chorowałem na płuca i połowę dzieciństwa spędziłem w sanatorium”; „Wyprowadziłem się. Przez cztery dni paliłem rzeczy po sobie.”).

I pomimo trudu codzienności oraz bólu historii, które wiążą miejsce życia, pojawia się pragnienie dobra oraz piękna, jako antidotum na niemożność spełnienia w czasie, gdy „wiersze są nieme”. Piękno jednak istnieje, zauważane w drobnych gestach, w najbardziej podstawowych czynnościach, określających aktualny stan. Człowiek identyfikuje się z tym, co dobre, dając innym cząstkę swojej ofiarności, troski, ukochania („Wieczór, zajrzałem do córki: śpi, oddycha powoli i spokojnie.”). I jakże trafnie słowa Seweryny Szmaglewskiej, przywołane przez autora jako motto opatrujące tomik, korespondują z przekonaniem zawartym w jednym z wierszy: „Dobro pachnie. Rozgniata świat swoimi butami”.

„Pełna krew” jest dziełem zupełnym. Określeniem człowieka doświadczającego, w różnych stanach jego świadomości siebie oraz świata zewnętrznego. 

Człowiek jest kompletny. Na dnie piekieł nie ma światła. Wszystko zostało już nazwane.

Akcje
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!

Zobacz również
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Analizy 2016-09-05 21:29
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg PAWEŁ DĄBROWSKI – ur. w 1966 roku we Wrocławiu. Uciekł ze studiów politechnicznych,...
Blizny wojenne w świadomości wnuków
Analizy 2015-09-30 18:15
Blizny wojenne w świadomości wnukówPAWEŁ DĄBROWSKI – ur. w 1966 roku we Wrocławiu. Uciekł ze studiów politechnicznych,...
Hotel dla twoich rzeczy. O życiu, macierzyństwie i pisaniu
Analizy 2015-04-01 16:31
Hotel dla twoich rzeczy. O życiu, macierzyństwie i pisaniuEWELINA SASIN - Urodzona w 1986 roku. Polonistka, kulturoznawczyni, gitarzystka. Współpracowała...
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com