Mgielka
liczba publikacji: 1
liczba punktów: 21

Przygoda Franka

Pewnego wiosennego poranka Zosia i Franek wybrali się na przystań, mieli nie daleko można rzec rzut beretem jak mawiał ich tata. Zosia z niechęcią wzięła brata ze sobą, w głowie miała inne plany, z koleżankami wybrać się do cukierni. Prowadząc tak brata do zatoki, dawała mu pouczenia jak ma się zachowywać kiedy jej nie będzie.

Franek zaprowadzę cię na plażę,- zaczeła - co prawda rodzice kazali mi cię pilnować, ale ty jesteś już prawie duży, potrafisz sam się sobą zająć. Prawda?? Nie potrzebujesz niańki.

Ale dlaczego, mieliśmy być tam razem- nie daje za wygraną Franek i droczy się z siostrą( tak naprawdę jest ucieszony, że będzie mógł zostać sam, Zosia by mu na wszystko nie pozwoliła).

Nie bedzie mnie tylko chwilkę, dasz sobie radę, nawet nie zauważysz, kiedy przyjdę. - odpowiada z irytacja w głosie

A gdzie idziesz ??- dopytuje Franek- Pewnie z koleżankami ? Mogę iść z tobą?? będę grzeczny zobaczysz.

Nie wezmę cię do swoich znajomych. – odpowiada stanowczo Zosia.

Dobrze jak chcesz, zostanę sam i będę się bawił. - mówi z żalem Franek.

Tak rozmawiając rodzeństwo dotarło na plaże. Była to mała zatoka, gdzie piasek połyskiwał na słońcu, było słychać krzyk mew, które co jakiś czas przelatywały nad głowami dzieci. Morze było tak błękitne i czyste, że zlewało się z horyzontem. Chłopiec za każdym razem był zachwycony widokiem piasku i morza. Nie wszytscy rozumieli jego fascynacje krajobrazem, który ich otaczał. Dla nich było to coś normalnego, każdego dnia widzeli plażę, więc nie dostrzegali w tym nic nadzwyczajnego ( czy wy tez tak macie ,że czegoś bardzo pragniecie, a jak już to dostaniecie z czasem przestajecie zwracać na to uwagę? ) jeśli nie? to wiecie jak Franek traktował morze, marzył, że jak dorośnie będzie marynarzem. Mugłby płynąć do innych krajów i poznawać świat. Przerzywać przygody.

 

Na prawo od dzieci, był klif, skały które go tworzyły były przy ziemi gładkie( wyglądało tak jakby ktoś przychodził w nocy ze ściernym papierem i go polerował, ale oczywiście to nie prawda, chociaż kto wie?). Wgłąb plaży niedaleko przystani, znajdowała się szczelina, do której co odważniejsze dzieci by popisać się przed resztą rówieśników udowadniając tym samym swoją, jak myślicie odwagę? ( oczywiście, że nie. tak naprawdę pokazywały swoją głupotę, każdy przecież wie, że do nie znanych jaskiń, czy to schronów nie można samemu wchodzić bez pozwolenia i co ważne dorosłej osoby, Wy pewnie byście tak nie zrobili, prawda?? ). Sojąc, tak na plaży, Zosia rozglądała się na boki, by upewnic się, że są na plaży sami. Nabrawszy pewności powiedziała do Franka.

 

Dobrze - mówi - Nie będzie mnie góra godzinę. Po raz kolejny rozgląda się po plaży po czym kontynuuje- Tylko pamiętaj masz się bawić tutaj, i daleko się nie oddalaj, masz wiaderko i łopatki - mówiąc to podaje je chłopcu.

Tak będę tylko tutaj, nigdzie stąd nie pójdę. - mówi Franek, z taką szybkością jakby recytował wierszyk.(Jak za pewne wiecie małe dzieci zapominają często o złożonej obietnicy, pewnie wam też nie raz się zdarzyło nie dotrzymać słowa, i zjęśc jeszcze jeden kawałeczek czekolady przed obiadem, choć mama nie pozwoliła).

 

Spoglądając na telefon Zosia szybko oddala się od plaży, jak najszybciej chcąc dotrzeć do swoich koleżanek, które pewnie już na nią czekają. Więc tak Franek zostawiony sam sobie, rozgląda się po plaży od czego by tu zacząć i gdzie najlepiej zacząć budowę fose i zamek z piasku. Z wiaderkiem i łopatką w ręce żwawo pomaszerował w stronę klifu, pamiętając o pouczeniach siostry ( oczywiście do czasu). Tak bawiąc się wesoło nie zwracał uwagi, że siostry dość długo nie ma. Biegając wzdłuż klifu udając rycerza na turnieju rycerskim z łopatką w ręce, jako mieczem, starał się uderzyć w kopczyk piasku, który miał być jego przeciwnikiem w walce. Franek zatracony w zabawie, śmiejąc się i skacząc, usłyszał nagle – Uważaj na mnie! – zdezorientowany kto to mógł powiedzieć popatrzył na boki, ale nikogo nie dostrzegł.

Pewnie mi się tylko zdawało - mówiąc do siebie dodawał sobie otuchy, dalej chcąc wrócić do zabawy.

Nie przesłyszałeś się tutaj jestem, popatrz- odpowiada tajemniczy głos.

Frankowi na rękach zrobiła się gęsia skórka, chodź był bardzo ciepły i słoneczny dzień.- Gdzie, nikogo nie widzę?- odpowiada chłopczyk.

Jestem na ziemi, obok ciebie spójrz na piasek pod nogami.

 

Franek bez reszty się przeląkł nadal nic nie widział, tylko sam piasek, dopiero kucając dostrzegł, że coś porusza się na ziemi. To małe stworzonko zlewało się z kolorem piasku, że trudno było dostrzec i rozróżnić, gdzie konkretnie się znajduje. Nie mógł uwierzyć, że to się na prawdę dzieje, rozmawia z mrówką, przecież to nie możliwe, może śnię – zastanawiał się Franek.

Przez moment nie wiedział co zrobić, zostać czy uciec. przez chwilę ta druga myśl go kusiła, ale ciekawość wzięła górę. Już chciał coś powiedzieć do mrówki gdy przypomniał sobie, że rodzice zabronili mu rozmawiać z obcymi, mrówka była obca - zastanawiał się, hmm - Ale to zwierzątko a o zwierzętach nic nie mówili. Więc zebrał się w sobie, strach ustąpił ekscytacji i powiedział

Cześć, cz.. czy... - jak nigdy głos uwiązł mu w gardle, wziął głęboki wdech i dokończył -

Czy ty potrafisz mówić ?- zapytał mrówki, chodź nie był do końca przekonany czy dobrze robi.

Tak potrafię mówić, nie słyszałeś jak powiedziałem żebyś na mnie uważał ?? – odpowiada mrówka z lekkim oburzeniem. - Rozmawiamy tak jak wy ludzie. Czemu się dziwisz ?

Taaak jak my ?? - zaciekawił się Franek - Jak to komuś powiem to mi nikt nie uwierzy, wszyscy pomyślą ze kłamię - mówiąc to, tym razem się zasmucił.

Tak to prawda, mało ludzi o nas wie.- przytakuje.

A dlaczego nie moglibyśmy ze sobą rozmawiać, czy nie byłoby fajnie ?

A dlaczego, a dlaczego ciągle o to pytacie, czy wy ludzie nie rozumiecie, że my nie chcemy by wszyscy o nas wiedzieli, tak jak jest nam pasuje.- rzekła mrówka.

To, po co do mnie się odzywałeś- zirytował się Franek- Najpierw zaczepiasz, a potem nie chcesz rozmawiać.- dokończył oburzony.

Dobrze masz racje, nie powinienem był nic mówić - potwierdza mrówka - ale szybko dodaje - Gdybyś ty chodź trochę uważał, teraz byśmy ze sobą nie rozmawiali.

Oddala się kawałeczek by podnieść z ziemi płatek kwiatka, który przywiał wiatr znad pobliskiej polanki, ze szczytu klifu.

Ja się tylko bawiłem- usprawiedliwia się Franek.- Zawsze można było mnie ominąć- stwierdza stanowczo.

Nie ma co się kłócić, muszę już iść do gniazda, najlepiej zapomnijmy o całym zdarzeniu.- odpowiada mrówka.

A mogę iść z tobą ?- zapytał chłopczyk.

Ty ze mną- nie kryła zdziwienia mrówka,- Co po ?

Poznałbym inne mrówki, może będą bardziej milsze od ciebie.- odpowiada Franek.

No sam nie wiem- zastanawiała się mrówka – Będą na mnie złe, że pokazałem ci gdzie mieszkamy.

Proszę zgódź się, nikomu nie powiem, przysięgam- odpowiada z poważną miną Franek.

Dobrze, co mi szkodzi, chodź ze mną – wzdycha przyglądając się chłopcu.

 

Ucieszyły Franka słowa mrówki, że może się z nią wybrać do jej domu. Szybko pozbierał swoje zabawki i ochoczo poszedł za mrówką. Piasek był ciepły więc by nie oparzyć sobie odnóży Wędrowiec (bo tak ma na imię o czym Franek dowie się niebawem) szybko przemieszczał się po plaży. Chłopiec musiał co jakiś czas się rozglądać, by nie stracić mrówki z oczu. Idąc w słoneczny dzień, nie zdawali sobie sprawy, że to będzie jedna z ich najbardziej szalonych przygód. Martwić mogło jedynie Franka, że nikomu nie będzie mógł o niej opowiedzieć. A jeśli powie to nikt nie uwierzy.

Wiał ciepły wiatr, który zapowiadał, że niebawem zacznie się lato.

Podążając za przygodą z uśmiechem i wypiekami na twarzy, chłopiec żwawo podążał za mrówką. Szli już jakiś czas, słońce coraz mocniej grzało. Zbliżali się do zbocza szczytu. Wnet Wędrowiec powiedział:

Musimy jeszcze przejść tą ścieżką, ona już prowadzi prosto do jaskini – instruował chłopca.

Strasznie wąska ta drużka, wszędzie krzaki nie ma innej drogi ?- zaczął narzekać.

Sam chciałeś ze mną iść, to cię prowadzę, czyż nie ?

Tak, tak chciałem – szybko przytakuje.

W sumie jest jeszcze inna droga...

Jaka ? - nie daje mu dokończyć chłopiec.

Inną droga, trzeba przejść zboczem wzgórza, ale tego ci nie radzę, nawet ja tamtędy nie chodzę, a potrafię wspinać się pionowo – kontynuuje nie zwracając uwagi na chłopca.

Aaa, więc chodźmy tą wąską ścieżka – mówi zrezygnowany Franek.

 

Gdy skręcili już na ścieżkę, która tylko Wędrowcowi wydała się dużą droga. Chłopieć poczuł wiatr, który wiał od wybrzeża, a konary drzew dawały przyjemny cień. Tak przedzierając się przez chaszcze które przecinały ścieżkę, Franek podążał za swoim kompanem. Nie szli może nawet dziesięciu minut, gdy oczom chłopca ukazała się jaskinia. Franek zdał sobie sprawę, że mrówka tak naprawdę zaprowadziła go w miejsce gdzie rodzice zabraniali mu się zbliżać.

Musimy jeszcze kawałek podejść, widzisz, do tej szczeliny? - wyrywa chłopca z zamyślenia

Aha, dobrze – dopowiada roztargniony- Więc chodźmy, na co czekamy.

 

Im bliżej znajdowali się występu skalnego i niewielkiej szczeliny ( była to dziura w sam raz dla małego chłopca) można było dostrzec sporo krzątających się mrówek. Każda pochłonięta swoimi obowiązkami. Nie dostrzegły zbliżającego się Wędrowca, który prowadził za sobą Franka.

 

- O tutaj mieszkamy.

W tym momencie gdy to mówił, mrówki zauważyły intruza. Wszczęły alarm i starały zagrodzić drogę do jamy. Tak hałasując, coraz więcej mrówek zainteresowanych co się na powierzchni dzieje zaczęło wychodzić z wnętrza. Zobaczywszy tylko chłopca, instynktownie zaczęły do niego podbiegać by go zaatakować. Na szczęście całą sytuacje załagodził Wędrowiec mówiąc:

On przyszedł ze mną, to jest yyy... właściwie jak ty masz na imię ??- zwraca się do chłopca.

Mam na imię Franek- odpowiada nie wiedząc jak ma się zachować, przełyka głośno ślinę.

A ja mam na imię Wędrowiec- odpowiada chłopcu, a zwracając się do mrówek mówi – Zamierzam pokazać mu jak tu żyjemy, zejdźcie nam z drogi chcemy wejść do środka- odpowiada stanowczo.

 

Nagle z tłumu da się posłyszeć głos:

Po co go tu przyprowadziłeś? Wiesz, że z nimi to zawsze kłopoty ciągle nas tępią- prychnęła Listek

 

przytakiwał jej tłum zebranych mrówek. Listek zachęcona krzykami, chciała coś jeszcze powiedzieć, już otwierała pyszczek, gdy uprzedził ją Franek.

 

Nie bądźcie dla mnie tacy nie mili, ja bardzo lubię zwierzątka. - spogląda po zebranych mrówkach i dodaje- rodzice mi zawsze powtarzają, że trzeba najpierw kogoś poznać zanim go ocenisz, wy tak nie robicie??- przy ostatnich słowach załamuje mu się głos, chodź nie zostało to zauważone przez zebrane owady.

 

Całemu zdarzeniu przysłuchiwał się Wspornik, i jest pod wrażeniem młodego człowieka. O ile pamięć go nie myli (a muszę wspomnieć, że był najstarszy w gnieździe) było tylko kilku tak odważnych, a może pewnych siebie dzieci, tego do końca nigdy pewien nie był. Miał już co do chłopca pewne zamiary, nie ma co ukrywać polubił go. Jednak jak na razie nie zamierzał się wtrącać, chce zobaczyć jak dalej rozwinie się sytuacja, jak z tego wybrną. Tak czekając na rozwój wydarzeń, przycupnął na ziarnku piasku, nie daleko wejścia do jaskini. Słuchał dalszej części rozmowy, a brzmiała ona tak :

 

Nie wieże ci, pewnie tylko tak mówisz, bo się boisz, że ci coś zrobimy?- rzekła Listek.

Ja nie kłamię- oburzył się Franek.

Wszystkie zgromadzone mrówki przysłuchiwały się z zainteresowaniem rozmowie. Co jakiś czas, któraś nie wytrzymywała i szeptała do koleżanki obok. Tak mijały minuty na słownej sprzeczce Listka z Frankiem. Gdy dość znużona słowną przepychanką mrówka w końcu powiedziała:

Dajmy chłopcu szanse, nie będziemy przecież stały tak cały dzień, mamy swoje obowiązki- słychać głoś z tłumu.

Obowiązki ???? Waszym obowiązkiem jest bronić gniazda, co właśnie robimy- rzekła Listek.

Tak dobrze o tym wiemy, nie musisz nam przypominać- oburzyło się kilka mrówek- Ale trzeba przyznać, że Franek ma trochę racji, musimy go lepiej poznać, nie możemy go tak pochopnie oceniać.

Mówisz jak Wspornik- przewraca oczami Listek- Dobrze, nie mam ochoty na wysłuchiwanie morałów..

Naprawdę?? Uważasz że prawię morały ?? -słychać w oddali donośny głos Wspornika, który postanowił dołączyć do dyskusji- Jakoś nigdy mi tego nie powiedziałaś?

 

Podchodzi bliżej do zebranych osobników. Kontynuuje Wspornik – Jakby nie ja, nie znalibyście podstawowych manier. Tego uczymy się od starszych, prawda chłopcze?- mówiąc to, spogląda na wystraszonego Franka, choć by mógł przysiąc, że w oczach malca na ułamek sekundy mógł dostrzec zaciekawienie.

Wspornik nie słysząc potwierdzenia z ust Franka, dopytuje- Prawda ???

Chłopiec się reflektuje i odpowiada

Tak proszę pana, znaczy panie mrówko, cały czas mi o czymś przypominają.

Dobrze słyszeć, takie potwierdzenie. Teraz chyba wiecie, że robię to dla waszego dobra.

Dla naszego dobra ?? To chyba jakiś żart, my same wiemy, co dla nas jest dobre i co mamy robić, od tego jest instynkt!- mówi Listek.

 

Może w końcu skończymy te słowne przekomarzania się i każdy wróci do swoich zajęć- oburzony całą sytuacja odpowiada Wędrowiec – Tak jak obiecałem Frankowi pokaże mu nasze lokum- reflektując się pośpiesznie dodaje- Oczywiście o ile pozwolisz Wsporniku ?- patrzy wymownie w jego stronę. Chociaż przeczuwa, że ten nie będzie robił problemu.

Tak oczywiście. Nawet mogę wam towarzyszyć- rzekł Wspornik.

 

Franek jak najszybciej chciał zacząć zwiedzanie. Nie zważając na nic, powiedział rozentuzjazmowany.

– Tak, chodźmy już nie mogę się doczekać.

 

Więc tak rozradowane i z sympatią do chłopca, mrówki zabrały się znowu do swojej pracy. A Wędrowiec, Wspornik i Franek ruszyli w drogę.

Idąc przez tunel Franek cały czas się rozglądał, chciał wszystko dokładnie zapamiętać. Przez hol, którym szli było dużo różnych wąskich rozgałęzień. Nie we wszystkie mógł się dostać, przeszkadzał mu w tym jego rozmiar. Co prawda jaskinia była spora, ale tylko w głównych przejściach. Po obu stronach były tylko przejścia, dla małych stworzeń, takich jak mrówki. Wszędzie gdzie spojrzał było sporo mrówek. Każda zajęta swoją pracą. Franka jednak zaciekawiła mała zabawka stojąca po prawej stronie. Pierwsza myśl, która mu zaświtała była taka, - że jakieś dziecko kiedyś zgubiło tu tą rzecz. Tak podążając, w tamtym kierunku ujrzał krzątające się mrówki. Zdziwiło go, że jedna z nich trzyma taczkę wypełniona piaskiem. Ustał przy nich i powiedział:

Co wy tutaj robicie? Po co wam ta taczka ? -zaciekawił się Franek.

Odpowiedziała mu mrówka trzymająca taczkę:

Budujemy kolejną cześć drogi.

Ale fajnie, może wam pomogę, mam ze sobą łopatkę ?- powiedział rozentuzjazmowany.

Damy sobie radę, zawsze dajemy, a ty i tak jesteś za duży do tego. -mówi jeden z budowniczych tunelu

Chociaż gdyby Wspornik cię zmniejszył ?– głośno myśli kopacz – Kto wie może byłbyś przydatny?

Jak to zmniejszył ? To się tak da ??- zaintrygował się Franek.

Tak zapytaj Wspornika, może się zgodzi – zachęca go kopacz.

W tym czasie dobiegają do nich Wędrowiec i Wspornik. Nie wiedzą o czym ze sobą rozmawiali tylko usłyszeli ostatnie słowo, pytają :

Na co zgodzić ??

Mówiłem chłopcu, że potrafiłbyś, żeby stał się taki jak my, wystarczy napić się nektaru.

Nie zgadzam się – stanowczo zaprotestował Wspornik, nie dając mu dokończyć. - To był zły pomysł żebyś tu z nami był, lepiej wracaj do siebie. Franek był zdziwiony tą nagłą zmianą zdania Wspornika.

Dlaczego, przecież jeszcze nic nie widziałem, nigdzie nie byłem - protestuje Franek – Obiecaliście, a obietnic się dotrzymuje - mówi ze smutkiem w głosie.

A może to nie jest taki zły pomysł, sam o tym pomyślałem proponując mu tu przyjście- rzekł Wędrowiec.

 

Twarz chłopca pojaśniała słysząc słowa Wędrowca. Miał cichą nadzieje, że ten da się jeszcze przekonać, i nie wszystko stracone.

 

No, sam nie wiem – rzekł Wspornik, nie do końca jeszcze przekonany – Dobrze wiesz, że nie wszystko może się udać, i co wtedy będzie? - spogląda na Wędrowca.

Proszę zgódź się panie Wsporniku – jęczał Franek.

Nie wiem, nie wiem, a co z konsekwencjami? – nadal nie był przekonany do tego pomysłu.

Z czym?? To też się pije ??? - pyta Franek.

Nie, tego się nie pije- odpowiada lekko uśmiechnięty Wędrowiec – Konsekwencje to rzeczy, które się wydarzą po tym jak napijesz się nektaru- cierpliwie tłumaczy.

Ahh tak, biorę na siebie konsekcje.

Konsekwencje – poprawia go Wędrowiec.

To mogę panie Wsporniku- patrzy na niego błagalnie.

 

Wspornik nie do końca przekonany czy właściwie postępuje, odpowiada:

Dobrze dam ci nektaru. Pamiętaj jednak, że cię ostrzegałem. W takim razie nic mi innego nie zostało jak pójść do pracowni i to przynieść. Zaczekajcie tutaj. - Rzekł Wspornik.

Poczekamy tu, aż wrócisz – szybko odpowiada Wędrowiec, w głębi serca czuł, że sprowadzając tu tego malca, sam podjął za niego decyzję.

 

Franek czekając dopóki nie wróci Wspornik postanowił usiąść. Ale co rusz nie mógł usiedzieć na miejscu, to kucał, klęczał, siadał, tak się wiercił, bo straszne się niecierpliwił. Już miał dać za wygraną, gdy kątem oka ujrzał zbliżającą się postać.

Oo nareszcie przyszedłeś- ucieszył się Franek.

Nie było mnie raptem chwileczkę- podchodzi do chłopca i wręcza mu listek z napojem.

Tak mało – zdziwił się Franek.

Tyle w zupełności wystarczy.

Franek wkłada wszystko do ust i połyka.

Nie, czekaj sam nektar bez listka!! – krzyczy Wspornik, ale jest już za późno.

Malec w mgnieniu oka przybrał kształt małego kolorowego motylka, jego skrzydła mieniły się wszystkimi kolorami tęczy, mimo, że byli pod ziemia, gdzie nie docierał słoneczny blask.

 

Co my zrobiliśmy- z przejęciem w głosie mówi Wspornik.

My, jakie my ??? Przecież ty mu to podałeś ?- przypomina Wędrowiec.

Ja mu dałem, ale nie zapominaj, że to ty go tu przyprowadziłeś – zaczynają jeden na drugiego zwalać winę.

Dobrze, nie kłóćmy się, tylko pomyślmy co zrobić.

 

Franek w tym czasie, nie zwracał uwagi na słowne potyczki mrówek. Był przerażony, a zarazem podekscytowany zaistniałą sytuacja, tylko co jakiś czas krzyczał piskliwie:

Potrafię latać, ja latam!! – krzyczał radośnie – Patrzcie!!– i tak zaczął wznosić się do góry, to przysiadać na ziemi.

 

Trzepocząc swoimi nowymi skrzydłami, nie chciał już dłużej czekać i sam postanowił wybrać się w dalszą część podróży. Już przymierzał się do lotu, gdy usłyszał wołanie Wspornika.

Franek?!

Tak – odpowiada trochę zawiedziony, wiedząc, że będzie musiał porzucić plany o dalszym locie.

Musimy porozmawiać, jak sam widzisz nie wszystko poszło tak jak trzeba.

Mi się podoba, mam kolorowe skrzydła, tylko popatrzcie jak się mienią – to mówiąc przyleciał blisko Wędrowca, który musiał z wszystkich sił trzymać się podłoża by nie zostać zdmuchniętym na ścianę.

Mógłbyś usiąść na ziemi?- pyta się Wędrowiec- Trochę mi to przeszkadza.

Oczywiście już siadam, ale czy to nie cudowne? - ekscytował się chłopczyk.

Siedząc już na ziemi, można było dostrzec, że na skrzydłach Franka znajdują się różnego koloru plamki.

Dobrze, wiem, że plany były inne, ale natychmiast musimy przywrócić cię do poprzednich rozmiarów i kształtów.

Jak to do normalnych kształtów? – zaprotestował Franek - Przecież po to miałem być mały żebym mógł z wami spacerowa, to już jest koniec, to oszustwo – protestuje, chociaż widząc ich miny, wie że będzie musiał skapitulować.

Nie to jeszcze nie koniec, to dopiero początek naszej znajomości, ale teraz będzie dla ciebie lepiej jak to przerwiemy.

Czyli znów muszę wypić nektar i po sprawie? – pyta chłopiec - nie słysząc odpowiedzi od swoich towarzyszy, zmartwił się i dopytał

Macie nektar prawda?? Znowu będę sobą i po problemie?

Wspornik ze smutkiem w głosie odpowiada:

Tak oczywiście receptura jest, tyle że ja mikstury nie mam przygotowanej. Na zmniejszenie to i owszem mam, ale w zaistniałej sytuacji jak wyglądasz, to nie będę cię oszukiwał- Nie mam.

Jak to nie masz? – zdziwił się Franek, łzy podchodziły mu do oczu, nie wytrzymał i rozpłakał się w głos.

Co teraz ze mną będzie, chce do rodziców- zanosi się jeszcze większym płaczem.

Ciii nie płacz – pociesza go Wędrowiec- Coś na to poradzimy, nie martw się. Słyszałeś Wspornika zbierzemy wszystkich i zrobimy nektar.

Wspornik ociągając się mówi – Tak, tak nic się nie martw. Jak to wy ludzie mówicie nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.

 

Przytakuje Franek - Albo jak mawia moja mama, co się stało to się nie odstanie i zostanę już na zawsze taki malutki – jeszcze głośniej zaczyna płakać, aż kilka zaciekawionych i wystraszonych mrówek przybiegło zobaczyć co tu się dzieje. Ujrzały małego motylka, który płakał tak rzewnie, że stworzył koło siebie mała kałużę( możecie uwierzyć bądź nie, ale tak właśnie było)

Co się tu dzieje ? - zapytała jedna z przybyłych mrówek, a była to Listek.

Co to za motylek i dlaczego płacze? Gdzie macie chłopczyka Florka ?

Franka – poprawia ją jedna z mrówek, która była gdy, Wędrowiec przedstawiał malca.

To gdzie jest ten Franek – nie dawała za wygraną Listek.

Tu jetem – odpowiada chlipiąc Franek – Tylko teraz tak wyglądam.

Jak to? – żadna z nich nie kryła zdziwienia patrząc na Franka.

Wsporniku możesz to nam wytłumaczyć? – dopytywała Listek

 

Tak więc, Wspornikowi chwilkę zajęło opowiedzenie zebranym mrówką jak to się stało, że chłopczyk zamienił się w motylka. Chodź nie tak długo jak byście się spodziewali.

Na swoją obronę tylko dodał :

- To wszystko by się nie wydarzyło, gdyby Wędrowiec go nie przyprowadził. Ale nie ukrywam – kontynuuje Wspornik – Moja też jest w tym wina, mogłem to przewidzieć. Teraz musimy to wszystko odkręcić, i to najlepiej przed południem. Dobrze, że tu się zebraliście, będziemy potrzebować waszej pomocy.

 

Zebrane mrówki spojrzały po sobie i odrzekły:

Jakiej pomocy od nas oczekujesz ?

Dobrze – z ulgą odetchnął, i rzekł już donośnym głosem – Będę potrzebował kilku rzeczy.

Dajcie mi chwileczkę to sobie przypomnę, i zaczął wyliczać czego potrzebuje:

- listek trawy,

-kropla czystej wody,

- pyłek z niezapominajki,

- pyłek ze skrzydełek motyla,

- promień południowego słońca,

- i ostatnia rzecz, łzę szczerego żalu - tu spogląda na Franka i dodaje – Tego ostatniego mamy pod dostatkiem. Mówiąc to widzi, że Franek nieśmiało się uśmiecha , co dodaje mu otuchy. - I przynieście wszystko przed wejście do jaskini.

 

Mrówki porozdzielały między sobą, co która ma przynieść i już ich nie było. Szybko wzięły się do pracy.

 

Obyśmy tylko zdążyli przed południem- wzdycha Wspornik.

Na pewno zdążymy, o to się nie martw. Nie ma czasu do stracenia, chodźmy do twojej pracowni.

Tak. Chodź z nami Franek musimy jeszcze znaleźć zaklęcie, a niedługo już południe.

 

Ochoczo pomaszerowali w stronę biblioteki Wspornika (możecie się śmiać, ale to była najwspanialsza biblioteka jaka Franek widział). Książki, które się tam znajdowały dla nas ludzi byłyby zwykłymi skrawkami papieru, a dla mrówek to istna skarbnica wiedzy. Wchodząc do biblioteki Franek był podekscytowany, oczy mu błyszczały, buzia uśmiechała na widok takiej sterty papierów. Powiedział:

Nigdy nie widziałem tyle książek, trzeba by stu lat by to przeczytać? - o ile ktoś już potrafi- dodaje - Przeczytałeś wszystkie?? - pytanie kieruje do Wspornika.

Tak oczywiście, książki po tą są, nie tylko od tego by ładnie wyglądały na półce- mówi z dumą Wspornik.

Może szukajmy? Na rozmowy przyjdzie jeszcze czas – wtrącił się Wędrowiec.

 

Wędrowiec i Franek rozglądają się po pomieszczeniu. Wszędzie leżały książki, na regałach, pod ścianą na ziemi nawet biurko i krzesło było nimi przepełnione. Tak nie wiedząc od czego zacząć, krzątając się tu, to tam, Wędrowiec mówi:

 

 

- Czego my konkretnie szukamy, to znaczy, wiem że książki, ale jak wygląda?

Żeby to wszystko przejrzeć potrzeba tygodni, nie zdążymy- zasmucił się Franek

Szukajcie książki, z niebieską okładka i gwiazdkami. Rozgląda się i mówi- Zacznijcie od tamtej strony, oo tam po prawej. Ja przejże tą stronę. - mówi to, nie zważając na słowa Franka.

Dobrze, nie marnujmy czasu, mamy go coraz mniej - rzekł Wędrowiec, spoglądając na zegar.

 

Wzięli się za szukanie książki. Trwało to kilka minut, chociaż cała trójka mogłaby przysiąc, że całe wieki. Można by pomyśleć, że był to szczęśliwy traf, łut szczęścia nazwijcie sobie to jak chcecie. To dzięki temu, tak szybko znalazł, to czego szukali.

Franek krzyczy uradowany – Mam, mam znalazłem ja, huuuurrraaaa!!!!!! - tak podekscytowany trzymając książkę podchodzi do Wspornika by mu ją pokazać.

To ta prawda, powiedz, że ta – nalega Franek.

Wspornik bierze ją w ręce ogląda i na jego ustach pojawia się uśmiech.

Tak to ta – odpowiada zdawkowo

Musimy się śpieszyć, jak chcemy zdążyć. Wszyscy już pewnie na nas czekają?

Zostało nam siedem minut, - oznajmia Wędrowiec

Nie zdążymy, to pewne – smuci się Franek

Pamiętaj z każdej sytuacji jest jakieś wyjście - odpowiada Wspornik – A ty jesteś naszą nadzieja. Polecimy na tobie.- uśmiecha się do malca.

Wskakujcie szybko – ponagla ich chłopiec.

 

Zebrane mrówki przed jaskinią, ze zmartwieniem spoglądają w stronę wejścia. Oczekując ich przyjścia. Co któraś z pesymizmem mówi, że im się to nie uda i malec już taki zostanie. Słońce coraz bardziej daje im się we znaki, zostało im tylko cztery minuty do południa. Franek z całych sił leci do wylotu jaskini, im bliżej jest bym bardziej oślepia go słońce. Oczy wciąż przyzwyczajone były do mroku. Tak oślepiony blaskiem uderza w ścianę. On i jego przyjaciele ( tak już o nich może śmiało powiedzieć) lądują na ziemi, książka wypada z rąk Wspornika, sunie na gładkiej powierzchni prosto w przeciwległą szczelinę, gdzie w ostatnie chwili łapie ją Listek.

Dobrze, że już jesteście, martwiliśmy się, że nie zdążycie ? - mówi Listek - Nie mamy ani chwili do stracenie.

 

Cała trójka podnosi się i szybkim krokiem idzie do wejścia jaskini.

Wspornik w tym czasie nie traci chwili, i bez słowa zabiera książkę Listkowi. Idąc wertuje kartki by znaleźć właściwe zaklęcie.

Wy dwaj – wypowiedział te słowa mocnej i głośniej niż zwykle – przynieście do mnie wszystkie rzeczy, tylko migiem. W tym czasie spogląda na słońce, i już wie, że teraz to igrają z czasem. To nic - zdążymy- zapewnia się w duchu. To dodaje mu siły do działania. Kładzie książkę przed sobą , czyta po kolei, co i jak trzeba zrobić. Zdaje sobie sprawę, że zebrani nic się nie odzywają tylko, co jakiś czas słychać cykanie świerszcza. Zapanowała cisza, nie była ona jednak nieprzyjemna. W skupieniu obserwują, co też on robi, nigdy nie widzieli jak pracuje. Frankowi serce biło szybciej i mocniej, niczego nie krytykował, tylko się przyglądał. Uśmiecha się nieznacznie, niczego nie powinien się obawiać, ale ten malutki głosik w jego głowie wciąż powtarza, że nie zdążą. Boi się, jego strach wynika z faktu, iż do końca życia może zostać motylem. Nie było by to takie złe mugłby wszędze latać i podróżować, tyle że chciał być znowu ze zwoją rodziną, i bawic się z innymi dziećmi. Nie pękaj powiedział sobie w duchu. Sekundy dłużyły mu się jakby mijały godziny. Z zamyślenia wyrwał go Wspornik krzycząc by tu podszedł. Frankowi przez myśl przeszło, to znaczy ukończył nektar. Posłusznie podchodzi, ma już coś powiedzieć, ale w końcu zmienia zamiar. Tym razem słucha uważnie co mu Wspornik chce powiedzieć, nie chce popełnić drugi raz tego samego błędu, kto wie może to byłby ten ostatni ? Staje na środku wejścia do jaskini, światło słoneczne, wpadające przez szczeliny, przecina od czasu do czasu jego twarz cienkimi pasemkami. Nagle musi zamknąć oczy, czuje że lada moment pojawią się w nich łzy. Oczywiście Łzy to nic złego,jak sobie popłaczesz czujesz się zawsze lepiej, każdy to wie. Nie zastanawiając się już dłużej i z trzęsącymi się dłońmi wypija przyrządzoną miksturę. Na początku nic się nie dzieje, w jego głowie rozlegają się błyski, oo nie, nie udało się, co teraz. Patrzy coraz bardziej roztrzęsiony w kierunku Wspornika i Wędrowca, nie widzi z ich strony najmniejszego zawahania, że coś jest nie tak. To go trochę uspokaja. Zaraz potem przypomina sobie słowa Wspornika, i nuży go senność.

 

Zosia idąc na plaże po Franka, przeczuwała, że coś jest nie tak. Nie dlatego, że nie było jej dłużej nić obiecała chłopcu. To nie to ją w tym utwierdza, tylko wewnętrzne przekonanie. Nigdy nie wierzyła w kobiecą intuicje, nie sądziła, że takie coś jest. O tym jednak późnej. Idąc, a raczej biegnąć, kontem oka zobaczyła, jak w miejscu gdzie morze i ziemia łączą się ze sobą, linia się zakrzywia. Będąc już na plaży nigdzie nie mogła dostrzec malca. Wołała go z myślą, że Franek widząc jak się zbliża postanowił się schować.

Franek !!!!!! - nawoływała Zosia bez skutku.

Nie wiedząc co robić gdy przeszukała cała plaże i przystań. Zamierzała wrócić do domu i powiedzieć o wszystkim rodzicom, przyznać się, że zostawiła brata samego. Nagle ją olśniło, miała przeczucie, intuicję, której dała się zaprowadzić. Ten pomysł wydawał się absurdalny, ale słowa w jej głowie, miały w sobie moc. Nie zdając sobie z tego sprawy uśmiechnęła się pod nosem. Później nie będzie mogła sobie przypomnieć, co to były za słowa i kto je powiedział.( jak myślicie czy pomógł w tym Wspornik?) Może tak będzie lepiej. A był to głos Franka, który w podświadomości śniąc mówił siostrze, gdzie obecnie się znajduje. Trudno w to uwierzyć, ale była to prawda. Zosia podążając w górę wzgórza, co jakiś czas oglądała się przez ramię. Nie do końca była pewna, czy nikt za nią nie idzie, widziała tarsę mrówek które w tamtym kierunku podążały. Myśl była absurdalna. Przyśpieszyła kroku by jak najszybciej dostać się do brata. Powtarzała sobie, że muszą cali i zdrowi wrócić do domu na obiad. Wyłaniając się za pokaźnych krzewów i drzew ujrzał brata leżącego, a raczej śpiącego, przy wejściu do jaskini. Widząc go spadł jej kamień z serca, poczuła radość, i miłość do młodszego brata. Nie wiedziałaby, co by się stało gdyby go nie znalazła, nie chciała o tym myśleć. Podeszła bliżej, ale nadal zachowywała nadzwyczajną ostrożność, do końca nie zdając sobie sprawy z tego co robi. Zawołała cicho

Franek? Franek obudź się pora już wracać do domu, na obiad.

Jeszcze chwilkę – odpowiada Franek w półśnie i się przekręca.

chodź, bo mama się będzie martwić gdzie jesteśmy, wstawaj już !- krzyknęła głośniej.

No dobrze- wstając rozgląda się pełen zdziwienia i fascynacji, że się udało.

Zosia widząc wyraz twarzy Franka mówi – Coś nie tak?? Patrzysz jakbyś nie wiedział jak tu się znalazłeś.

Znowu jestem sobą, zdążyliśmy, Wspornik się nie mylił – uśmiecha się Franek.

Kto?? Jaki Wspornik?Miałeś nie rozmawiać z nieznajomymi – zaniepokoiła się Zosia- Co mówił, po co tu ..- nie zdążyła dokończyć zdania bo Franek jej przerwał.

Wspornik to mrówka, wszyscy mieszkają o tu – wskazuje w głąb jaskini.

Tak jasne, i w to miejsce przyprowadziła cię mrówka? Uważaj bo uwierzę- powiedziała Zosia zanosząc się śmiechem.

Ale naprawdę, tak było, - broni się Franek.

Pewnie ci się to przyśniło- mówi nadal się śmiejąc – zbierajmy się do domu, a ty mi coś obiecałeś, miałes się nie oddalac z plaży- mówiąc to zosia przestaje się smiac.

Dobra jak chcesz to nie wież- odpowiada Franek nadal nadąsany, że mu nie wieży. Idą w stronę domu.

 

Franek przez kilka nadchodzących dni, zaglądał na plażę i kolo jaskini, nawoływał Wspornika i Wędrowca. Wspomnienia mu się zamazywały. Nie był już tak przekonany czy to wydarzyło się naprawdę. Czasami myślał, że Zosia miała rację i wszystko mu się przyśniło. Nie chciał żeby wszystko wróciło do normy. Chciał mieć za przyjaciół mrówki, móc z nimi rozmawiać. Może jeszcze je spotkam myślał. Mimo wszystko nie było tak źle. Pogrążał się w swojej wyobraźni, czekając, aż znowu będzie miał okazje ich spotkać. Wiedział, że to kiedyś nastąpi, powinien być cierpliwy. Cierpliwość i odwaga popłacają. Wiedział to w dniu kiedy wrócił z Zosią z plaży. Wieczorem tego dnia przebierając się w piżamy, w kieszeni znalazł skrawek papieru. A kładąc się spać uśmiechał się do siebie.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 223  |  Dodano: 2017-10-11 11:16  |  Punkty od użytkowników: 0
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!

Zobacz również
Otwarte usta losu - o tomie K. Boczkowskiego słów kilka.
recenzje 2017-12-06 21:34
Demon: Kielich Niebios
opowiadania 2017-12-05 23:30
W końcu odpowedź na pytanie: co jest pod ratuszem. Oraz początek drogi Adlera do władzy. Komentujce...
Dominika Wilk - Czuwanie. Słowo krytyczne
recenzje 2017-12-05 21:37
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com