Autorzy

Proces łagodzenia, pierwsze wspomnienie wielkiego głodu




Trochę trwało zanim zrozumiałam, że jestem
znikąd. Przebieżki wzdłuż mokrego torfu, po kamieniach
ułożonych w stosy kurhanów. Chmury łączą krańce horyzontu,
wiatr wyszarpuje pyłki z kwitnących wrzosów.
Zostawiam wspomnienia, ciężar
plecaka. Czuję lekkość

schodzenia w kierunku opuszczonej wsi. Owca przeżuwa porcję trawy,
pozostaje pod ręką, a miałam wrażenie, że wystarczyła znajomość
biochemii - rekin byłby psem a kwiaty pachniały miętą, szałwia pękała
po kątach, gdy kobiety bez wahania zbierały zawartość szafy,
po czym ogarnął je smutek.

Dopiero druga w nocy. Powtarzam refren; patrzę tak samo
jak o trzeciej - w górze rozsypane srebrne skrawki papieru. Dźwięki
nawołują wyjące psy. Dni bez smaku.
Wyświetleń: 0  |  Dodano: 2015-09-29 02:00
Komentarze
Brak wyników.
Ostatnio na forum